Dlaczego dyrektor musi odejść? Żydowskie muzeum w budowie

- Od roku trwa przeciąganie liny - powiedział p.o. dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich Jerzy Halbersztadt, do którego odwołania zgodnie dąży M.St. Warszawa i Ministerstwo Kultury. Międzynarodowe środowisko donorów burzy się.
- Nie wiem, jak pana przedstawić. Dyrektor, były dyrektor, czy pełniący obowiązki? Kim pan dziś jest? - zapytał gościa Jacek Żakowski.

- Jeszcze jestem p.o. dyrektora Muzeum - powiedział Jerzy Halbersztadt, którego kontrakt wygasł w listopadzie 2010 r. - Do formalnej zmiany na stanowisku jeszcze daleko. Muzeum Historii Żydów Polskich jest placówką, której dyrektor może być powołany wyłącznie za wspólną zgodą Ministra Kultury, Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy, Żydowskiego Instytutu Historycznego i kręgu donorów. Od roku trwa przeciąganie liny. Pojawiły się najpierw zastrzeżenia, a potem wola, by znaleźć innego dyrektora, ale ani minister ani prezydent nie złożyli żadnej propozycji, która mogłaby być rozważana. A mimo to te spory zakulisowe trwały - mówił Halbersztadt.

Telefon od Zdrojewskiego: "Proszę tonować nastroje donorów"

Szef MHŻP powiedział, że gdy miesiąc temu zrobiło się głośno o zmianie, odezwały się głosy obaw większość donorów. - Zatelefonował do mnie też minister Zdrojewski i prosił o uspokajanie nastrojów - mówił Halbersztadt, który podkreśla, że zmiana bez konsultacji ze środowiskami, które tworzyły ten projekt to demontaż bardzo ważnego społecznego przedsięwzięcia. - Zdołaliśmy stworzyć konsensus wokół merytorycznej wizji tego muzeum. Wystawa została zaprojektowana w międzynarodowym gronie.

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz wystąpiła w poniedziałek do szefa resortu kultury o zgodę na powołanie dotychczasowej wiceszefowej Agnieszki Rudzińskiej-Rytel na stanowisko p.o. dyrektorki Muzeum.

Gość Poranka cieszy się z tej nominacji. Agnieszka Rudzińskia - Rytel była do tej pory jego prawą ręką. - Niepokoi mnie jednak zapowiedź ministra, że to tymczasowe rozwiązanie. To niepoważne. Trzeba już wybrać dyrektora i go wspierać - mówił.

"Tego zegarka już nie da się zepsuć"

- Większość pracy już za nami. Jestem przekonany, że tego zegarka nie da się już zepsuć. To będzie świetne muzeum z wielką platformą prowadzenia dialogu i otwartości w stosunkach polsko-żydowskich - chwalił przedsięwzięcie p.o. dyrektora.

- Słyszymy od lat, że wszystko świetnie idzie. Ale jednak coś nie idzie. Co takiego? - dopytywał Jacek Żakowski.

- Jak zawsze chodzi o sprawy drugorzędne - odpowiedział Halbersztadt. - Po pierwsze, techniczne. Urzędnicy domagali się używania wyłącznie systemów certyfikowanych w Polsce, a w kluczowym momencie w 2007 roku do wyboru był tylko jeden. Został więc zaprojektowany system przeciwpożarowy, który zalewa woda wszystkie pomieszczenia, łącznie z magazynami zbiorów, pracowniami konserwatorskimi. To absurd! Od 2007 roku domagam się, żeby to zmodyfikować. Już 10 razy można to było bez kosztów przeprojektować, ale biurokracja miasta to kompletnie ignorowała. Pozostaje więc pytanie, czy będzie można budynek w takiej postaci odebrać - mówił Halbersztadt.

Oficjalnym zarzutem ministerstwa kultury wobec urzędującego przez 10 lat dyrektora było to, że "nie poradzi sobie z odbiorem budynku". - Dla mnie to śmieszny argument - skomentował gość Poranka.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze

Kością niezgody są też finanse. Na produkcję wystawy brakuje ok. 60 mln zł (20 mln dolarów).

- Muzeum otrzymuje od ministerstwa kultury ok. 1 mln 300 tys. zł rocznie. To jest wielokrotnie mniej niż inne podobne placówki w budowie w Polsce. Np. ojciec Zięba ujawnił, że Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku otrzymało 28-30 mln funduszy publicznych. Stopień efektywności wykorzystania środków w tych dwóch projektach jest moim zdaniem nieporównywalny na korzyść naszego muzeum - stwierdził Halbersztadt.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (2)
Dlaczego dyrektor musi odejść? Żydowskie muzeum w budowie
Zaloguj się
  • mardzwin39

    Oceniono 2 razy 0

    Przypomina mi się praktyka szkolna. Bodaj w większości klas, które obserwowałem, na gospodarza klasy wybierano fajtłapę albo przeciętniaka. Uczniowie bali się wybitniejszych kolegów, których by nie mogli zlekceważyć, gdyby im powierzyli funkcję przywódczą.
    A przeciętniaka zawsze można potraktować kopniakiem (symbolicznym, jeśli nie fizycznym).
    Czysta polaczkowość!

  • marekkryspin

    Oceniono 1 raz -1

    Pewnie minister i Hanka GW chcieli by jakiegoś aparatczyka PO, który obsadzi co ważniejsze posady "swoimi" ludźmi. Bo nie ważny jest dialog i rozliczenie się z historią tylko zawłaszczenie kolejnej instytucji na cele polityczne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX