Błędne koło śledztw wokół czarnych skrzynek Tupolewa

Polscy i rosyjscy prokuratorzy badający katastrofę smoleńską są jak w błędnym kole. Nie mogą porozumieć się w sprawie czarnych skrzynek prezydenckiego tupolewa. To nie jedyny problem polskiego śledztwa. Postępowanie przedłuża się, bo prokuratorzy czekają na raport komisji Jerzego Millera.
Rosjanie chcą od nas nagrań z rejestratorów i ekspertyzy biegłych identyfikujących głosy z kokpitu, polscy śledczy chcą przebadać oryginały czarnych skrzynek, które ciągle są w Moskwie. - Oba wnioski o pomoc prawną prokuratur wzajemnie się blokują - przyznaje w rozmowie z TOK FM płk Zbigniew Rzepa. Tłumaczy, że dokumenty, o które zwrócili się Rosjanie, nie powstaną dopóki z Moskwy nie trafią do nas np. oryginały czarnych skrzynek. Sytuacja wydaje się patowa. Tymczasem Federalny Komitet Śledczy zarzuca polskiej prokuraturze, że zbyt opieszale pomaga przy rosyjskim śledztwie.

Kolejne opóźnienie śledztwa wynika z równoległą pracą nad przyczynami katastrofy komisji ministra Jerzego Millera. Komisja ciągle przetrzymuje część materiałów, którymi nie zdążyli się jeszcze zająć prokuratorzy wojskowi prowadzący odrębne śledztwo - przyznaje płk Zbigniew Rzepa. Zastrzega, że nie oznacza to przestoju w pracach prokuratorów. Kluczowym dowodem ma być jednak m.in. raport komisji Millera. W oparciu o ustalenia zawarte w tym dokumencie mają być przez prokuratorów powoływani biegli. Nie wiadomo jednak ani kiedy komisja badająca katastrofę zakończy prace nad raportem, ani kiedy zwróci prokuratorom wypożyczone materiały.

W połowie kwietnia do Polski mają przyjechać prokuratorzy z Moskwy. Wezmą udział w przesłuchiwaniu urzędników, odpowiedzialnych za organizację lotu delegacji z prezydentem Lechem Kaczyńskim, a także wojskowych, którzy odpowiadali za przygotowanie samolotu, załogi i start maszyny z Warszawy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny