Alarm bombowy w sądzie przed procesem b. prezydenta Zabrza

Z powodu alarmu bombowego opóźnił się start procesu byłego prezydenta Zabrza Jerzego G., który jest oskarżony o zabójstwa syna swojej byłej wspólniczki.
Razem z nim na ławie oskarżonych jest czterech mężczyzn, którzy według prokuratury mieli pomóc mu w dokonaniu zbrodni. Kiedy jeden z nich, Robert T., występował z wnioskiem, by przedstawicieli mediów nie było na sali podczas procesu, zawyły syreny. Wszyscy musieli opuścić budynek.

Przerwa potrwa do 13.30. Nie wiadomo jednak czy Sąd otworzy przewód sądowy i prokurator odczyta akt oskarżenia. Dwóch oskarżonych wnioskowało o zmianę obrońcy. Mariusz F. chce adwokata z urzędu, bo tłumaczy, że na innego go nie stać. Z kolei Robert T. skarżył się że przydzielona z urzędu mecenas nie miała z nim kontaktu. Adwokat potwierdziła, tłumacząc się zmianą adresu kancelarii.

Pełnomocnika matki zamordowanego Lecha F. - Bogusława Janasa- to wszystko nie dziwi. - To zdarza się, gdy jest wielu adwokatów, wielu oskarżonych i dużo mediów. To normalna rzecz. - powiedział dziennikarzom.

Pani Alicji, którą reprezentuje nie było w Sądzie. - Nie chce na ten temat jeszcze rozmawiać. Jeszcze to przeżywa - mówi Bogusław Janas.

Do zbrodni doszło 17 sierpnia 2008 r. w lesie niedaleko Będzina. Dzień później przypadkowy grzybiarz znalazł tam ciało Lecha F. Mężczyzna przed śmiercią został skrępowany i pobity. Zdaniem prokuratury motywem zbrodni były pieniądze. Jerzy G. pożyczył od ofiary 246 tys. zł. Z odsetkami miał mu zwrócić około 800 tys. zł - a to mogło oznaczać dla niego bankructwo. Grozi mu dożywocie. Nie przyznaje się do winy. Dożywocie grozi też braciom T. Robertowi i Rafałowi oraz Mariuszowi F. Piąty z oskarżonych Tomasz L. odpowiada z wolnej stopy. Jego zeznania były kluczowe w śledztwie. Odpowie przed sądem za udzielenie pomocy przy pozbawieniu wolności. Grozi mu do pięciu lat więzienia.

DOSTĘP PREMIUM