Szapołowska: Wykonano na mnie publiczny wyrok

- Wykonano na mnie publiczny wyrok na oczach widzów. On chciał linczu, co potwierdził zwalniając mnie dyscyplinarnie - przekonuje Grażyna Szapołowska w rozmowie z ?Faktem?. I zdradza. - Telewizja Polska zaproponowała, że wykupi wszystkie bilety na przedstawienie, dlatego zdecydowałam się podpisać umowę.
W środę dyrektor artystyczny Teatru Narodowego Jan Englert zwolnił Grażynę Szapołowską dyscyplinarnie. Aktorka, zamiast wystąpić w spektaklu "Tango", wzięła udział w odbywającym się w tym samym czasie programie TVP "Bitwa na głosy", w którym jest jurorką.

- Dyrektor Englert doskonale znał sytuację, ale do ostatniego momentu zwlekał i sprzedawał bilety oraz wejściówki na spektakl, o którym od dwóch miesięcy wiedział, że nie może się odbyć z powodu mojego udziału w "Bitwie na głosy" - zarzuca Szapołowska.

'Wyrzucił za drzwi asystentkę ''Bitwy na Głosy''

Aktorka przekonuje, że nie wzięłaby udziału w
programie telewizyjnym, gdybym wiedziała, że "koliduje to z obowiązkami na etacie". - Dokładnie sprawdziłam terminy i okazało się, że sześć sobót mam całkowicie wolnych. (...) Telewizja Polska zaproponowała, że wykupi przedstawienie, dlatego zdecydowałam się podpisać umowę - tłumaczy niejasno Szapołowska. Zdradza też kulisy negocjacji. - Z hukiem dyrektor wyrzucił asystentkę produkcji "Bitwy na głosy" ze swego gabinetu. TVP na piśmie zaproponowała pokrycie wszelkich kosztów odwołanego spektaklu łącznie z wypłatą honorariów aktorskich i wykupieniem całej puli biletów! Jest na ten temat stosowne pismo - przekonuje.

Zdaniem Szapołowskiej w Teatrze Narodowym nie ma miesiąca, w którym "dyrekcja nie zmieniałaby terminów i godzin spektakli". - Dlaczego w tym przypadku dyrektor nie mógł dokonać tylko jednej zmiany, na przykład przesuwając spektakl na wcześniejszą godzinę? Pamiętam sytuację, kiedy spektakl zaczynał się nawet o 16, bo koleżanka aktorka miała wieczorem inne zobowiązania - mówi.

Dwa lata temu spektakle odwołano z powodu show "Gwiazdy tańczą na lodzie" - Może nikt nie przewidział, że jedna z koleżanek pracujących w Teatrze Narodowym aż tak daleko zajdzie w tym programie? - mówi aktorka.

"Mówiłam głośno, że stosowane są podwójne standardy"

Szapołowska sugeruje, że mogła być zwolniona bo "nie boi się głośno mówić o stosowaniu podwójnych standardów" Aktorka przyznaje, że zwolnienie odbyło się "kulturalnie". - Ale zostałam zaskoczona, że zwolnił mnie dyscyplinarnie! (...). Dlaczego pozostali koledzy aktorzy, a także sam dyrektor, mogą grać w innych miejscach, a ja nie? - pyta.

Szapołowska mówi, że na prośby jej i telewizji by mogła występować w programach telewizyjnych Jan Englert nie odpowiadał. - Przez długi czas nie było żadnej odpowiedzi (...) a jedyną reakcją na tę sytuację jest wywieszenie pod koniec marca na tablicy ogłoszeń w teatrze górnolotnie brzmiącego "Kodeksu etyki pracownika Teatru Narodowego", na który teraz dyrektor Englert się powołuje.

Zdaniem Szpołowskiej dyrektor wykonał na niej publiczny wyrok. - Teatr Narodowy ma zasadę, że pełna gotowość zespołu jest wyznaczona na 30 minut przed rozpoczęciem przedstawienia. Tej gotowości nie było, bo poprzedniego dnia, z braku wyboru, wystąpiłam o urlop na żądanie. Inni koledzy nie przebrali się w kostiumy, ale dyrektor Englert przygotował się tak, jakby za chwilę miał występować i w teatralnym stroju odegrał scenę odwoływania spektaklu przed publicznością. Jak to nazwać? Wykonano na mnie publiczny wyrok na oczach widzów. On chciał linczu, co potwierdził zwalniając mnie dyscyplinarnie cztery dni później - mówi.

Szapołowska: Oddaję sprawę do sądu. Był miesiąc na zmianę terminu spektaklu >>

DOSTĘP PREMIUM