Mikrofony, lokalizator, telefony szyfrujące. Urzędnicy na podsłuchu

Sprzęt do podsłuchiwania, wart 7 tys. zł, znaleziono w Urzędzie Miasta i Gminy Strzegom. Prokuratura wszczęła w tej sprawie postępowanie. Urzędnicy obawiają się, że ktoś może wykorzystać nagrania z posłuchów. Sprawę opisała ?Gazeta Wrocławska?.
W opublikowanym przez dziennik artykule znalazł się dokładny spis tego, co odkryły nowe władze Strzegomia w Urzędzie Miasta. Są tam m.in.: telefon szyfrujący, lokalizator i kilka mikrofonów. Sprawą zajęła się prokuratura - śledztwo może pójść teraz w dwóch kierunkach.

- Jeśli okaże się, że sprzęt służył do podsłuchiwania, to rodzi się pytanie: kogo podsłuchiwano i czy zgodnie z prawem? A jeżeli jest to aparatura do wykrywania podsłuchów, to czy były powody, by taki sprzęt instalować? - rozważa autor artykułu. - Jest jeszcze kwestia ewentualnej niegospodarności. Sprzęt kupiono przecież za pieniądze podatników - tłumaczy w dzienniku Marek Rusin, prokurator zajmujący się sprawą.

Urzędniczka: To nie było do podsłuchiwania

Z kolei Agata Kostyk-Lewandowska z Okręgowego Inspektoratu Pracy we Wrocławiu w rozmowie z "Gazetą Wrocławską" podkreśliła, że "pracodawca ma prawo sprawdzać, w jaki sposób pracownicy wykonują swoje obowiązki i jak korzystają ze służbowego sprzętu. Ale musi też informować ich o celu i zasadach monitorowania ich w miejscu pracy."

Dziennikarzom "Gazety Wrocławskiej" nie udało skontaktować się, z byłym burmistrzem Lechem Markiewiczem, który kupił sprzęt. Sabina Cebula, która była w tym czasie sekretarzem urzędu pamięta, że urządzenia do podsłuchu kupiono, ale twierdzi miały służyć do wykrywania podsłuchów, a nie do podsłuchiwania.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny