Minister sportu: Możliwy powrót policji na stadiony

Jeśli decyzja wojewodów o zamknięciu dla kibiców stadionów Legii i Lecha nie pomoże, to możliwe, że będzie konieczny powrót policji na stadiony. Ale to byłaby totalna porażka świata piłkarskiego - mówił w TOK FM minister sportu, Adam Giersz.
Giersz komentował dzisiejsze decyzje wojewodów mazowieckiego i wielkopolskiego, którzy postanowili, że najbliższe mecze Legia Warszawa - Korona Kielce i Lech Poznań - Górnik Zabrze odbędą się bez udziału publiczności. To konsekwencja rozrób, do jakich doszło na stadionie w Bydgoszczy po wtorkowym meczu pucharu polski Legia - Lech.

- Gdy zagrożone jest bezpieczeństwo na stadionach, organy państwa muszą reagować. To jest reakcja na chuligańskie, wręcz bandyckie ekscesy z udziałem kibiców Legii i Lecha w Bydgoszczy. Istnieje zagrożenie, że ci, którzy spowodowali te ekscesy, będą również na najbliższych meczach w Warszawie i Poznaniu - mówił w TOK FM Giersz.

Bezradność państwa?

Czy to nie wyraz bezradności państwa - pytał ministra prowadzący audycję Grzegorz Chlasta? - To nie państwo jest bezradne. Bezradne jest środowisko piłkarskie, które wyposażyliśmy w instrumenty prawne, które pozwalają zabezpieczyć porządek na stadionach - mówił Giersz. - Państwo stosuje środki, jakie są dostępne w ustawie o bezpieczeństwie imprez masowych. Lecz kluby mogły wcześniej zastosować środki łagodniejsze. Mają przecież instrumenty do pełnej identyfikacji kibiców na stadionach, czyli imienne karty kibiców, pełen monitoring i możliwość zastosowania zakazu klubowego. Kluby tego nie stosują. Aktualnie jest tylko około 170 zakazów klubowych, a więc minimalna liczba. A zakazów stosowanych przez sądy, czyli zakazów stadionowych jest ponad 1700. A proporcje powinny być odwrotne. W sytuacji, gdy kluby nie reagują, muszą wkraczać organy państwa. Wojewoda nie może zakazać wstępu pojedynczym kibicom, czy grupom kibiców, może co najwyżej podjąć decyzję o rozegraniu meczu bez udziału publiczności.

Według Giersza wiele klubów zamiast eliminować ze swoich stadionów chuliganów, układa się z nimi. - Nie możemy akceptować sytuacji, że od kibiców zależy jak będzie na stadionie. Jeśli zdecydują, że będzie spokój, to będzie spokój. Jeśli zdecydują, że będą zakłócenia, to tak się stanie. Nie ma płaszczyzny do dyskusji na temat przestrzegania prawa. A organy państwa są po to, żeby je egzekwować - mówił Giersz.

"Brak woli ze strony klubów"

"Czy to nie jest uciekanie od problemu?", "dlaczego państwo nie potrafi upilnować stu kiboli, tylko zamyka stadion dla 20 tys. kibiców?" - pytali w mailach słuchacze audycji. - To jedyna administracyjna możliwość w dyspozycji wojewody - odpowiadał Giersz. - Niezależnie od tego, po wydarzeniach w Bydgoszczy, toczą się postępowania policyjne, potem prokuratorskie i sądowe. Identyfikacja kibiców trwa. Mam nadzieję, że większość tych, którzy wtargnęli na boisko w Bydgoszczy, zostanie ukaranych. Wtargnięcie na boisko jest czynem przestępczym zagrożony minimalną grzywną 1,8 tys. zł, i karą ograniczenia lub pozbawiania wolności do lat trzech.

Giersz mówił, że stadiony Lecha i Legii są wyposażone w nowoczesne urządzenia umożliwiające identyfikację, ale te urządzenia nie są wykorzystywane. - Brak jest woli egzekwowania przepisów wobec kibiców - skarżył się. - To jest kwestia tego układu z kibicami. Lepiej dla świętego spokoju współpracować z nimi. Szukać nie sposobów na walkę z kibicami, tylko powodów, dla których nie można kibiców ukarać. To brak woli ze strony klubów. Klub jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo na stadionie. Policja wchodzi na stadion dopiero na żądanie organizatora.

Minister sportu mówił, że po stronie państwa jest wola rozwiązania problemu. - Oczekujemy, że będzie pozytywny odzew ze strony środowiska piłkarskiego. Że umożliwią identyfikowanie tych, którzy zakłócają porządek - mówił Giersz. - Istotą walki z chuligaństwem na stadionach jest zerwanie z anonimowością tłumu. Do tego służą karty kibica czy imienne bilety przypisane do miejsca na stadionie. Każdego można zidentyfikować.

Może policja powinna wrócić na stadiony?

Czy w ten sposób państwo nie przerzuca odpowiedzialności na kluby - pytał Grzegorz Chlasta? - Wydawało nam się, że weszliśmy na wyższy sposób organizacji meczów. Że nie ma policji na stadionach. Że to świat sportowy zapewnia porządek w sowim środowisku - mówił Giersz. - Policja nie wchodzi na uczelnię bez wezwania rektora. Tak samo jest na stadionach. Możliwe, że zrobiliśmy ten krok za wcześnie. Możliwe, że policja powinna być na stadionach. Jeśli decyzja wojewodów nie pomoże, to nie wykluczam, że powrót policji na stadiony będzie konieczny. Ale to byłaby totalna porażka świata piłkarskiego.

Minister tłumaczył też, czemu był do końca na zakończonym zamieszkami meczu w Bydgoszczy. - Wytrwałem do końca tej imprezy, chciałem pogratulować piłkarzom, którzy walczyli ambitnie. Ale to nie oznacza akceptacji tego, co się działo ze strony kibiców. Premier powiedział mi potem, że w tej sytuacji nie powinienem uczestniczyć w wręczaniu pucharu i medali zwycięskiej drużynie.

Czego jeszcze potrzeba, by wyeliminować chuligaństwo ze stadionów? - Potrzebne są nowe instrumenty prawne. Przede wszystkim doskonalenie zakazu klubowego. Uważam też, że klub powinien mieć prawo odmówić sprzedaży biletu każdemu, wobec którego ma podejrzenie, że może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa danej imprezy - mówił Giersz.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM