Głowy w lutniociągu - w ten sposób górnicy ratują życie po pożarze metanu

Temperatura powyżej 40 stopni Celsjusza i potężne zadymienie. Akcja ratownicza w kopalni Krupiński w Suszcu pod Pszczyną, gdzie wczoraj przed 20 doszło do zapalenia się metanu, jest bardzo trudna. Na dole kopalni wciąż znajduje się 6 sześciu pracowników.
To czterech górników, którzy dają oznaki życia oraz dwóch ratowników, którzy zaginęli podczas akcji ratowniczej

- Z zaginionymi ratownikami nie ma kontaktu - informuje Wojciech Magiera , wiceprezes WUG , który jest tu na miejscu. - Nie wiadomo co się z nimi dzieje, po prostu warunki , które panują w tej chwili na dole są ekstremalnie trudne- dodaje.

Ratownicy mają natomiast kontakt z uwięzionymi pod ziemią czterema górnikami, których ratuje lutniociąg, czyli przewód wentylacyjny. - Górnicy włożyli do niego głowy i w ten sposób oddychają - tłumaczy Magiera.

Nie wiadomo, ile może potrwać jeszcze akcja ratownicza. - Likwidacja tych trudnych warunków , czyli schłodzenie i oddymienie może potrwać od 2 do 4 godzin. Na dole pracuje 6 zastępów ratowników - mówi Magiera.

Do zapalenia się metanu doszło przed godziną 20. na poziomie 820 metrów. W pobliżu było łącznie 32 górników. 20 pracowników wyjechało na powierzchnię bez poważniejszych obrażeń. Pozostali górnicy leżą w szpitalach.

Kopalnia nie wydobywa węgla na pierwszej zmianie. - Górnicy dostają urlopy. Pracują tylko ci, którzy biorą udział w akcji ratowniczej i pracownicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo kopalni - informuje Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka JSW.

DOSTĘP PREMIUM