Radiowozem na narty w Dolomitach. "To był wyjazd służbowy"

Szef policji Andrzej Matejuk pojechał służbowym samochodem we włoskie Dolomity. Policyjne busy woziły narty. Podróż kosztowała podatników kilka tysięcy - napisał "Super Ekspress". - Podatnika nic to nie kosztowało. To był wyjazd służbowy - przekonywał w RMF FM komendant główny policji.
W wyprawie do Włoch, uczestniczył szef policji Andrzej Matejuk, Rafał Łysakowski, szef biura Międzynarodowej Współpracy KGP; Dariusz Biel, komendant wojewódzki policji w Katowicach, i jego zastępca Jarosław Szymczyk. W Dolomity pojechali również funkcjonariusze z Rzeszowa, Krakowa oraz Kielc. W sumie 10 osób.

"Busy woziły policjantom sprzęt narciarski"

Policjanci zabrali ze sobą sprzęt narciarski. - Wyjazd był realizowany dwoma policyjnymi busami, którym jechali policjanci wraz ze swoim sprzętem i bagażami - potwierdził gazecie Mariusz Sokołowski, rzecznik KGP.

Funkcjonariusze pojechali na zaproszenie włoskiej policji. "Przez pierwsze trzy dni byli służbowo w Centrum Wyszkolenia Włoskiej Policji w Moenie, m.in. 22 lutego podpisali umowę o współpracy i bezpieczeństwie na stokach. Po podpisaniu dokumentu postanowili odpocząć na urlopie w tym samym ośrodku. Razem z nimi zostały busy, które woziły policjantów i ich sprzęt narciarski", napisał dziennik.

- Uznano, że skoro wiozły kierownictwo na podpisanie umowy, to mogą również zostać na te kilka dni dłużej. Nie wysłano żadnego dodatkowego busu ze sprzętem - tłumaczy gazecie Sokołowski.

Według policji koszt przejazdu jednego policyjnego renault trafic z katowickiej komendy wojewódzkiej wyniósł 406 euro (przejechano 2618 km). Podróż dwóch aut w obie strony to ponad 3200 złotych.

Matejuk: Nie wyjechaliśmy na narty, to był wyjazd służbowy

- Funkcjonariusze publiczni, jakimi są policjanci, powinni oddzielić obowiązki służbowe od prywatnych. Koszty, które poniesiono w związku z pozostawieniem policyjnych busów na urlopie komendantów, powinny być zwrócone - mówi były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Andrzej Matejuk w RMF FM zapewniał, że wyjazd do Włoch "podatnika nic to nie kosztował". - Nie wyjechaliśmy na narty, to był wyjazd służbowy. Dostaliśmy zaproszenie od policjantów z Moeny na tydzień. Z programu wynikało, że dwa pierwsze dni są bardzo intensywne, pozostałe mniej, tylko po 3-4 godziny. Żeby nie było takiego zarzutu, że jeżdżę po południu na nartach, zdecydowałem, że pozostałe dni spędzamy na własny koszt, po wykonaniu czynności służbowych - mówił.

Komendant przekonywał, że to nie prawda, że bus pojechał do Włoch, by zawieźć sprzęt narciarski. - Jechaliśmy jednym busem i w nim mieliśmy własny sprzęt - mówił Matejuk.

Policja prostuje

Rzecznik KGP Mariusz Sokołowski w rozmowie z Gazeta.pl przekonuje: - Ani złotówki nie kosztował podatnika trzydniowy urlop we Włoszech. Oficjalna część, pomimo zaproszenia na 6 dni, została zakończona po 3 dniach, decyzją komendanta głównego, kolejne trzy dni delegacja spędziła we Włoszech w ramach urlopu, pokrywając z własnych środków koszty pobytu - powiedział.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM