"Mogę pracować jako fryzjerka". Uchodźcy z Afryki pod Warszawą

- Jesteśmy wolni i bezpieczni, a to jest najważniejsze - mówi Queen, jedna z szesnaściorga uciekinierów z Libii, którzy w miniony piątek dotarli do Polski. Przywiózł ich, wracający z wizyty w Tunezji minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Uciekinierzy trafili do ośrodka w Dębaku pod Warszawą. Sprawdzaliśmy jak radzą sobie w nowej rzeczywistości. Dziś przypada Światowy Dzień Uchodźcy.
- Razem z siostrą musiałyśmy uciekać z Nigerii po śmierci naszej matki - wyjaśnia Queen. - Nie byłyśmy tam bezpieczne, dlatego trafiłyśmy do Libii. W Zawiji mieszkałyśmy cztery lata, ale gdy rozpoczęła się wojna, musiałyśmy ponownie uciekać. Żołnierze Kadafiego przyszli po jej męża, ale na szczęście udało mu się zbiec. Pobili ich małą córeczkę - na dowód Queen pokazuje prześwietlenie głowy dziecka i bliznę na twarzy dziewczynki. - Z pomocą Czerwonego Krzyża 4 miesiące temu dotarliśmy wszyscy do obozowiska dla uciekinierów w Tunezji. Byliśmy bardzo szczęśliwi, gdy polski ambasador powiedział nam, że możemy przyjechać do Warszawy - mówi.

Dzieci pójdą do polskich szkół

- W całej grupie są obywatele Nigerii i Erytrei, w tym wiele dzieci. Dwoje z nich już we wrześniu rozpocznie naukę w polskich szkołach - wyjaśnia Ewa Piechota z Urzędu ds. Cudzoziemców. Uchodźcy, tuż po wylądowaniu w Warszawie, złożyli wnioski o azyl. Cała procedura może potrwać kilka miesięcy. - Ten czas nowi przybysze powinni wykorzystać na zapoznanie się z Polakami i naszą kulturą. Być może nauczą się też podstaw języka. - Gdy uzyskają status uchodźcy, przybysze zostaną objęci programami integracyjnymi: przez rok będą dostawać pieniądze na wynajem mieszkania i będą mogli skorzystać z pomocy doradców zawodowych.

"Mogę pracować jako fryzjerka"

- Mogę pracować jako fryzjerka, lub robić cokolwiek innego - zapewnia Queen, której pierwsze dni w Polsce bardzo się podobają. - W ośrodku niczego nam nie brakuje, mamy schludne pokoje i dobre jedzenie. Jutro dostaniemy nowe ubrania, odpowiednie do polskiej pogody. Gdy poszliśmy w niedzielę do miejscowego kościoła, ludzie bardzo serdecznie nas przyjęli.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM