300 mln w błoto. NIK sprawdziła, jak idzie aktywizacja niepełnosprawnych

Ponad 300 milionów złotych z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych wyrzucono w błoto. Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak wydawane są pieniądze na aktywizację zawodową. Z raportu, do którego dotarł reporter TOK FM, wynika, że kosztowne programy praktycznie nie przynoszą efektów, a przy realizacji kosztownych projektów dochodzi do mnóstwa nieprawidłowości.
Chodzi o pięć ogromnych programów, które PFRON współfinansował w latach 2007-2010. Na ich realizację przeznaczył 300 milionów złotych - Programy rzeczywiście były realizowane - mówi Paweł Biedziak z NIK- u, ale zaraz dodaje, że niewiele więcej dobrego można o nich powiedzieć. - Mamy wrażenie, że te programy to sztuka dla sztuki. Efektów w postaci większego zatrudnienia osób niepełnosprawnych nie przynoszą. Nie ma namacalnych dowodów, by poprawiały sytuację, a wręcz przeciwnie - mówi Biedziak.

Z raportu rzeczywiście jasno wynika, że realizacja programów nie tylko nie poprawiła szans niepełnosprawnych. Są przykłady które świadczą, że jest im coraz trudniej. Na przykład odsetek stażystów, którzy zostali zatrudnieni po odbyciu dofinansowywanego przez PFRON stażu, spadł z 71 procent w 2007 r. do 36 procent w roku 2010.

Nie płacili nawet przez trzy lata

Kontrola NIK wykazała, że już w trakcie realizacji programów dochodziło do poważnych zaniedbań i nieprawidłowości.. - Zdarzały się przypadki zmiany zasad współpracy z organizacjami pozarządowymi, które realizowały jakieś zadania już w trakcie trwania programu. Często zmniejszano im przyznane kwoty, ale rozliczenia były dokonywane z opóźnieniami - mówi Paweł Biedziak. Z raportu wynika, że w niektórych przypadkach opóźnienia w rozliczeniu sięgały nawet trzech lat. To powodowało, że organizacje wycofywały się ze współpracy z PFRON.

Fatalna organizacja

Z raportu NIK jasno wynika, że programy miały małe szanse na powodzenie, bo były fatalnie przygotowane -Rynek pracy był słabo rozpoznany. Ci ludzie byli przygotowywani i kształceni w kierunkach, których rynek już nie potrzebuje - mówi rzecznik Najwyższej Izby Kontroli. Autorzy raportu krytycznie ocenili też to, że nikt nie oceniał efektywności poszczególnych programów. - W przypadku jednego z nich cel był sformułowany w taki sposób, że był niemierzalny, co praktycznie uniemożliwiło określenie stopnia jego realizacji - tłumaczy Biedziak.

NIK zwraca także uwagę, że choć w większości skontrolowanych urzędów pracy liczba zarejestrowanych osób niepełnosprawnych z roku na rok rosła, to jednocześnie malała efektywność instrumentów sprzyjających ich zatrudnianiu.

"Nie było źle"

Jeszcze zanim poznaliśmy szczegóły raportu o ocenę tej kwestii poprosiliśmy dyrektor biura pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych Teresę Hernik. Pytaliśmy czy pieniądze przeznaczone na ten cel były dobrze wydatkowane. - Moim zdaniem nie były źle wydatkowane - twierdzi dyrektor choć przyznaje, że można było osiągnąć lepsze wskaźniki skuteczności. Dyrektor zaznacza, że w takiej sytuacji potrzeba czasu - To jest długi proces, który nie jest nakierowany tylko na pracowników, ale i na pracodawców - mówi Hernik.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM