Zamieszki w Londynie. "Gangi są wierzchołkiem niezadowolenia społecznego"

- Gangi są swoistym wierzchołkiem niezadowolenia społecznego albo słabości państwa. Jeśli aż taka liczba gangów jest zorientowana antysystemowo to znaczy, że państwo popełniło grzech zaniechania - mówił w Komentarzach Radia TOK FM prof. Wawrzyniec Konarski, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego i SWPS.
Zamieszki w Londynie wybuchły po zabiciu przez policję dilera narkotykowego. Chuligani skrzykują się na portalach społecznościowych, rabują sklepy, restauracje, palą samochody, autobusy, domy. Aresztowano już prawie 600 osób, najmłodszy z nich ma 11 lat. Jak zauważa dziś "Gazeta Wyborcza" są to luźne grupy, które nie mają żadnego przywódcy. Nie można z nimi negocjować, bo nie mają żadnych żądań. Jeden z brytyjskich tabloidów opublikował zdjęcia napastników. Są to młodzi ludzie, mający od kilkunastu do dwudziestu kilku lat, ubrani w markowe dresy i drogie buty.

- Skoro jest grupa ludzi, którzy są gotowi zniszczyć wspólne mienie to znaczy, że jest jakiś powód, że wyzwalają się w nich takie dzikie atawizmy - komentował prof. Konarski. - Myślę, że w świecie zachodnim panuje dzisiaj rosnące rozczarowanie do liberalnego modelu demokracji. Jest dokładnie odwrotnie niż przewidywał Fukuyama. Mówi się o wolnym rynku, który tak naprawdę wolnym rynkiem nie jest, bo jest rynkiem korporacji. Mówi się o reprezentowaniu ludzi przez wybranych, tymczasem nie chodzi o żadne pełnienie misji społecznej, ale raczej o to, aby zapewnić swoje hedonistyczne potrzeby. Żyjemy w świecie hipokryzji albo pomieszania pewnych pojęć. Dla bardzo wielu osób następuje poczucie gigantycznego rozczarowania, bo nie mają innego sposobu na życie niż ten, wpajany im do tej pory przez reklamy. W wyniku tego następuje zwrot w kierunku takich dzikich form manifestowania swojej frustracji - komentował politolog.

Zdaniem profesora Konarskiego, we współczesnych demokracjach panuje spora apatia i młodzi ludzie do wyborów nie chcą iść. - Gdy te elementy połączymy w całość, dojdziemy do mniej lub bardziej wiarygodnej hipotezy, że mówiąc górnolotnie demokracja przeżywa spory kryzys - mówił w TOK FM.

W czasie zamieszek policja była wzywana przez londyńczyków ponad 20 tysięcy razy, brakowało wozów strażackich do gaszenia podpalonych budynków, a brytyjscy komentatorzy zaczęli mówić o wysłaniu wojska na ulice. - To jest oczywiście fakt, że mamy do czynienia ze słabością organów władzy i porządku. Ta sytuacja w Wielkiej Brytanii zlewa się z tradycją, że policja angielska jest raczej pomocna w życiu codziennym, a nie represyjna w przeciwieństwie np. do policji francuskiej - mówił prof. Konarski.

DOSTĘP PREMIUM