Mur berliński skończyłby dziś 50 lat. Historia pewnej granicy

15 czerwca 1961 r. na konferencji prasowej we wschodnim Berlinie, szef komunistycznej partii SED Walter Ulbricht zapewnia: ?Nikt nie ma zamiaru budować muru?. Dwa miesiące później, 13 sierpnia 1961 r., 50 lat temu, pierwsza wersja muru już stoi. Przez następne 28 lat dostępu do Berlina Zachodniego strzegła niezdobyta twierdza.
15 czerwca 1961 r. Od 1949 r. Niemcy są podzielone na dwa państwa - RFN i NRD. Zdemilitaryzowany Berlin jest formalnie niezależny od obu państw niemieckich. W praktyce kontrolowany przez USA, Wielką Brytanię i Francję Berlin Zachodni jest traktowany jak kraj związkowy RFN. Pozostający pod kuratelą ZSRR Berlin Wschodni jest stolicą NRD. W 1952 r. NRD zabezpiecza granicę wewnątrzniemiecką - pojawiają się płoty, strażnicy i alarmy. Wewnątrzberlińskie granice sektorów alianckich i radzieckiego od 1945 r. można przekraczać tylko za zezwoleniem. Powstają pierwsze bariery na drogach, lasy przecina drut kolczasty. Ale w opadającej powoli na wschodnią Europę żelaznej kurtynie wciąż jest jedno okno - właśnie Berlin.

Conrad Schumann skacze przez zasieki



"Nikt nie ma zamiaru budować żadnego muru"

W latach 1949-1961 2,6 mln. Niemców "głosuje nogami" - ucieka z NRD. Jak młody żołnierz Conrad Schuman, który po prostu przeskoczył zasieki z drutu kolczastego i zniknął w bezpiecznym wnętrzu zachodniego pojazdu wojskowego. Przed kierownictwem rządzącej NRD Niemieckiej Partii Socjalistycznej Jedności (SED) staje groźba drenażu nowego kraju z najbardziej wartościowej siły roboczej - młodych ludzi, którzy mieli największe możliwości ucieczki. Równocześnie na początku lat 60. zimnowojenna konfrontacja osiąga punkt krytyczny. 15 czerwca 1961 r. na konferencji prasowej we wschodnim Berlinie zachodnioniemiecka dziennikarka Annamarie Doherr pyta szefa SED, Waltera Ulbrichta o sens blokowania przejścia granicznego przy Bramie Brandenburskiej. Ulbricht odpowiada krótko: "Nikt nie ma zamiaru budować muru". Dwa miesiące później, 13 sierpnia 1961 r., 50 lat temu, pierwsza wersja muru już stoi.

"Nikt nie ma zamiaru budować żadnego muru" Walter Ulbricht, 2 miesiące przed budową muru



W nocy z 12 na 13 sierpnia 1961 wschodnioniemieckie wojsko i policja blokują szlaki komunikacyjne między zachodnimi sektorami Berlina a sektorem wschodnim. Ostatnie istniejące połączenia, także kolejowe, zostają przerwane. Położony w centrum miasta potężny dworzec Friedrichstrasse, na którym krzyżują się zachodnio- i wschodnioniemieckie linie kolei dalekobieżnej, metra U-Bahn i podmiejskiej kolejki S-Bahn, staje się niezwykle skomplikowanym przejściem granicznym. Zachodnioberlińskie metro, jadąc przez stacje, które znalazły się w granicach NRD, mija je bez zatrzymania. Wejścia do stacji, nazwanych "dworcami-widmami", zostają zamknięte na 28 lat. Po ich otwarciu na ścianach wciąż wisiały plakaty z 1961 roku.

"Stacja-widmo" Potsdamer Platz



"Niezbyt ładne rozwiązanie, ale tysiąc razy lepsze od wojny"

Funkcjonariusze NDR prowizorycznie zamurowują wejścia do domów stojących na granicznej linii. W ciągu następnych tygodni i miesięcy władze NRD nieustannie rozbudowują mur. Zachód jest zaskoczony budową. "Niezbyt ładne rozwiązanie, ale tysiąc razy lepsze od wojny" - komentuje prezydent USA John F. Kennedy. Kanclerz RFN Konrad Adenauer pojawia się przy murze dopiero dwa tygodnie po początku jego budowy. Przeciwko dzieleniu miasta murem ostro protestuje socjaldemokratyczny burmistrz Berlina Zachodniego, późniejszy kanclerz RFN Willy Brandt.

Wobec polityki faktów dokonanych ZSRR zachodni alianci gotowi są bronić niezależności okrążonego Berlina Zachodniego. 27 października 1961 r. wskutek nieporozumień na linii Zachód-Wschód przy przejściu granicznym Checkpoint Charlie na ulicy Friedrichstrasse czołgi USA i ZSRR kierują przeciw sobie lufy armat. Następnego dnia kryzys berliński kończy się, m.in. dzięki mediacji brata Kennedy'ego, Roberta.

Zachodnioberliński film propagandowy opublikowany rok po zbudowaniu muru, 1962 r.



Dzieło życia Honeckera. Najdroższa budowla NRD

Za budowę i zabezpieczenie muru odpowiada osobiście ambitny sekretarz Komitetu Centralnego ds. bezpieczeństwa, Erich Honecker. W latach 1971-1976 odsunie od władzy Waltera Ulbrichta i do końca swojej władzy w NRD (który przypadł na krótko przed upadkiem muru) poświęci swojemu betonowemu dziełu życia miliardy wschodnioniemieckich marek z budżetu NRD. Bo mur i budowle pomocnicze - wieże strażnicze, rowy przeciwczołgowe, automatyczne karabinki, zasieki i drogi dla pojazdów kontrolnych - kosztuje NRD bardzo dużo. Trzeba go podwyższać, wzmacniać, naprawiać, ulepszać ochronę, wprowadzać nowinki techniczne, utrzymać istną armię pograniczników, która przy nim pracuje. Tylko w latach 1961-1964 będące i tak w słabej kondycji ekonomicznej państwo wydało na ochronę granic prawie 2 mld. wschodnioniemieckich marek. 22 proc. tej kwoty pochłonął mur berliński.

Na początku lat 80. wokół Berlina Zachodniego przebiega 111,9 km muru betonowego lub ceglanego i 44,5 km grubego płotu ze stalowej siatki. Ich minimalna wysokość to 3,40 m, maksymalna - 4,20 m. Oprócz tego na granicę między Berlinem Zachodnim a NRD składają się resztki murów domów, które znalazły się na granicy, 186 wież obserwacyjnych, 31 stanowisk dowodzenia i 259 stanowisk z psami. Do tego po 124,4 km dróg wzdłuż muru nieustannie jeżdżą patrole wschodnioniemieckiej straży granicznej.

"Zamurowani" - animacja prezentująca system muru berlińskiego



Strefa śmierci

Nawet, gdyby wschodnioniemiecki uciekinier zdołał przedostać się pod mur i przeskoczyć jego pierwszą linię, tzw. mur wewnętrzny, znajdzie się tzw. strefie śmierci. To szeroki pas ziemi między dwoma pasmami muru, najeżony zaporami przeciwczołgowymi, automatycznymi karabinkami reagującymi na ruch, w nocy rzęsiście oświetlony. Co 200 metrów, w małych wieżyczkach strażniczych, muru dzień i noc pilnują NRD-owscy żołnierze. Kolejną przeszkodą jest 127,5-kilometrowy płot z drutu kolczastego. Dotknięcie płotu wysyła niewidoczny elektryczny sygnał do najbliższej wieżyczki strażniczej. A pogranicznicy mogą strzelać bez rozkazu. Od lat 80. mają skutecznych pomocników - tysiące automatycznych działek, strzelających do wszystkiego, co się rusza. A na końcu strefy śmierci czeka ostatnia przeszkoda - wysoki na co najmniej 3,2 m właściwy mur, z betonową rurą na szczycie, utrudniającą chwytanie się górnej krawędzi ściany.

W ciągu 28 lat istnienia muru przy próbie jego przekroczenia ginie - według różnych szacunków - od ok. 80 do ponad 200 osób (władze NRD zaniżały liczbę ofiar). Od 13 sierpnia 1961 r. do 9 listopada 1989 r. zorganizowano 5075 udanych ucieczek do Berlina Zachodniego lub RFN. W Berlinie największa ich liczba - podobnie jak największa liczba ofiar - przypada jednak na pierwsze lata po zbudowaniu muru, kiedy nie był on jeszcze tak szczelny, jak pod koniec lat 80. Już 22 sierpnia 1961 r., wyskakując przez okno domu, położonego na granicy w pobliżu Bernauer Strasse, ginie pierwsza ofiara muru - Ida Siekmann. Dwa dni później w pobliżu Humboldthafen policyjne kule dosięgają 24-letniego Güntera Litfina. Rok później, 17 sierpnia, pod murem wykrwawia się na śmierć postrzelony wcześniej Peter Fechter.

Kryzys NRD. Upadek Honeckera. Mur jeszcze stoi

"Panie pierwszy sekretarzu Gorbaczow, jeśli chce pan pokoju i dobrobytu, niech pan otworzy tę bramę, niech pan zburzy ten mur!" - woła 12 czerwca 1987 r. w emocjonalnym przemówieniu przed Bramą Brandenburską prezydent USA Ronald Reagan. Ale mur postoi jeszcze dwa lata.



Jesienią 1989 r. socjalistyczny reżim NRD jest na krawędzi upadku. W kraju narasta ekonomiczny i polityczny kryzys, wschodnimi Niemcami wstrząsa seria demonstracji przeciw komunistycznej władzy. 8 marca ginie ostatnia ofiara muru - Winfried Freudenberg. 18 października Erich Honecker traci władzę. Przywódcą NRD zostaje jego wieloletni najbliższy współpracownik Egon Krenz. W tym okresie dziesiątki tysięcy obywateli NRD szukają już drogi ucieczki z NRD przez ambasady RFN, m.in. w Polsce, Czechosłowacji i na Węgrzech oraz przez otwartą niedawno granicę z Austrią. Wobec masowych żądań prawa do wyjazdu władze w Berlinie Wschodnim 7 i 9 listopada ustalają treść nowej ustawy o stałych wyjazdach z NRD. Nowe prawo reguluje też zasady wyjazdów zagranicznych.

Upadek muru

Wieczorem 9 listopada na konferencję po zjeździe partii SED jedzie nieprzygotowany członek biura politycznego, Günter Schabowski. Zapytany o nowe przepisy paszportowe omyłkowo odpowiada, że "rozporządzenie, które pozwoli każdemu obywatelowi NRD na przekroczenie granicy i wyjazd z NRD przez przejścia graniczne" wchodzi w życie "natychmiast, niezwłocznie". Tysiące mieszkańców Berlina Wschodniego ruszają do przejść granicznych. "Antyfaszystowskiej ściany ochronnej", jak w propagandzie wschodnioniemieckiej określany był mur, pilnuje liczący ogółem 11,5 tys. żołnierzy Oddział Grupy Środek Straży Granicznej NRD. Jego wyposażenie to m.in. 567 transporterów opancerzonych i 48 dział przeciwpancernych, 156 pojazdów opancerzonych, pojazdy saperskie, 114 miotaczy ognia i 992 psy patrolowe. W normalny dzień służby przy murze i jego zapleczu pełni wartę 2,3 tys. żołnierzy. To sprawdzeni, gruntownie przeszkoleni ideologicznie funkcjonariusze systemu. Nic nie wiedzą o słowach Schabowskiego.

Otwarcie przejścia na Bornholmer Strasse



Przejściem granicznym Bornholmer Straße dowodzi oberstleutnant Harald Jäger. O 21.20, wobec potwornego ścisku i naporu tłumu jego pogranicznicy przybijają w paszportach części zgromadzonych stempel w jedną stronę, bez prawa powrotu, i przepuszczają ich przez granicę. Ludzi przybywa, krzyczą "otwierać bramę!". Wreszcie, wbrew rozkazom dowództwa, pogranicznicy oberstleutnanta Jägera otwierają szeroko szlabany. Szalejący z radości tłum biegiem rusza do Berlina Zachodniego. Jak do 1961 r., ludzie głosują nogami. Do północy otwarte zostają wszystkie przejścia graniczne. To początek końca NRD. 30 listopada 1990 r., już po zjednoczeniu Niemiec, oficjalnie zdemontowano ostatni fragment muru. Jego resztki służą dziś jako atrakcja turystyczna.

9 listopada 1989 - Brama Brandenburska



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (1)
Mur berliński skończyłby dziś 50 lat. Historia pewnej granicy
Zaloguj się
  • sobiepan11

    0

    Byłem tego dnia, a raczej tej nocy w Berlinie, pamiętam do dzisiaj euforię Niemców (jednych i drugich). Kiedy moi niemieccy przyjaciele skakali z radości ja czułem niepokój i nie bardzo się cieszyłem zdając sobie sprawę, że kasa na pomoc dla Polski, którą Niemcy zachodnie planowały wydać u nas, popłynie teraz do NRD. Niestety nie pomyliłem się. Gdyby NRD potrwało jeszcze ze dwa lata Niemcy zachodnie zainwestowały by u nas potężne pieniądze, żeby wziąć Honekera w dwa ognie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX