"Ojciec zabijał za pieniądze". "Żebrałam". Chcę żyć inaczej". Gołymi rękami zbudowały własne domy

"Moi rodzice byli narkomanami. Matka mnie biła, a ojciec był zabójcą na zlecenie. Miałam sześć lat, gdy pierwszy raz widziałam, jak zabija człowieka. Kiedy o tym pomyślę, nadal czuję smak frytek, które wtedy jadłam". Każda z nich ma podobną historię. Kiedyś uzależnione od narkotyków żebrały na ulicach Sao Paulo. Teraz ubogie Brazylijki budują własne domy i konkurują z mężczyznami o pracę.
Filigranowa Sandra wspina się na mieszarkę do piasku. Próbuje włączyć maszynę, opierając na masywnej dźwigni cały ciężar ciała. Jeśli wajcha zwolni się zbyt gwałtownie, 27-latka w mgnieniu oka chwyci się żelaznej rury i ustrzeże przed bolesnym upadkiem. To tylko jedna z wielu sztuczek, jakie pozwalają Sandrze wykonywać to "typowo męskie" zajęcie. Walka z wadliwą dźwignią jest niczym w porównaniu ze stawianiem czoła męskiej niechęci, z którą spotyka się codziennie pracując na budowie.

"Mężczyźni, do czego wy się właściwie nadajecie?"

Sandra Ferreira de Souza ma delikatną twarz i długie włosy splecione w warkoczyki. Jest szczupła i wydaje się być niższa od przeciętnej Brazylijki. W pracy związuje włosy do tyłu i ukrywa pod czapką, żeby piasek nie zmienił ich w sztywne dreadloki. Ma niski głos, który często skrywa sarkazm. Słysząc żarty mężczyzn na temat jej długich paznokci, nie pozostaje im dłużna: - Te ręce pracują tak samo jak twoje, mój drogi. A czasem nawet lepiej - mówi. I zadaje jedno ze swoich ulubionych pytań: - Mężczyźni, do czego wy się właściwie nadajecie?

Używa go, od kiedy sama zbudowała swój dom i zamieszkała w nim z trójką dzieci. Sandra jest jedną z dwudziestu kobiet, które nauczyły się budowlanego fachu dzięki organizacji Lua Nova (port. Nów Księżyca - I.K.). Fundacja opiekuje się ciężarnymi Brazylijkami borykającym się z bezdomnością, uzależnieniem od narkotyków i przemocą w rodzinie.

W rękach katów, czyli własnej rodziny

Sandra dorastała żebrząc na skrzyżowaniu w Sao Paulo, porzucona przez matkę po śmierci 4-letniej siostry. Zamieszkała u ciotki, gdzie bito ją za każdym razem, gdy wróciła do domu bez pieniędzy. W wieku 19 lat pierwszy raz zaszła w ciążę. Od tamtej pory nie mogła liczyć na żadną pomoc.

- Jeden nie żyje, drugi siedzi, trzeci jest narkomanem - odpowiada pytana o ojców swoich dzieci. Najbliżsi Sandry próbowali za wszelką cenę pozbyć się "problemu". Była kopana, na jej brzuch wylewano gorąca wodę. Zmuszono ją nawet do połknięcia Cytotecu (lekarstwa używanego nielegalnie w Brazylii do usuwania ciąży).

Kiedy zaczęła pracować jako służąca, jej gehennę zauważyła pracodawczyni. Zadzwoniła do Lua Nova. Historia Sandry nie była bardziej dramatyczna niż pozostałych sześćdziesięciu kobiet, które do tej pory trafiły pod skrzydła fundacji.

Początkowo wszystkie otrzymały schronienie na wsi, w pobliżu Sorocaby, ponad półmilionowego miasta oddalonego o 94 km od Sao Paulo. Obecnie w schronisku mieszka 26 kobiet, 34 już poza - znalazły pracę w ramach różnorodnych projektów oferowanych przez fundację. Na Sandrę, tak jak na jej poprzedniczki, czekał pokój, kołyska, pieluchy, jedzenie i wszystko, czego potrzebowały jej starsze dzieci.

Kobieta-murarz? Powinni tego zabronić

Po porodach kobiety biorą udział w kursach zawodowych, zdobywają nowe umiejętności, dzięki którym mogą stać się niezależne finansowo. Sandra wybrała budownictwo. Zapisała się na pierwszy kurs, jeszcze w 2006 roku. Nauczyciele ze znanych brazylijskich szkół nie dawali programowi najmniejszych szans na powodzenie.

Psycholog Raquel Barros, założycielka Lua Nova, przekonała jednak jedną ze szkół, żeby ta przyjęła jej podopieczne. Początki były trudne. Kursantki, próbując zaistnieć w przemyśle zdominowanym przez mężczyzn, napotykały duży opór. Samotne matki, uczące się męskiego fachu w latynoamerykańskim mieście o dużych wpływach katolickich, doświadczały też społecznej stygmatyzacji.

Na przekór problemom, fundacja Lua Nova nie wycofała się z zajęć. Przez dwa lata na kurs zapisało się dwadzieścia Brazylijek. Zdobyły różne umiejętności. Zostały hydraulikami, elektrykami, malarzami i glazurnikami. W międzyczasie Raquel Barros otworzyła fabrykę cegieł, która miała spełniać rolę "inkubatora". W niej podopieczne organizacji produkowały cegły - materiał na swoje własne domy. Nadwyżki produkcji sprzedawały, a za zarobione pieniądze kupowały inne potrzebne materiały budowlane.

Kiedyś brała narkotyki, dziś pracuje w fabryce

Szesnaście kobiet połączyło siły i zbudowało wspólnie już dwadzieścia domów. Pomimo, że sprzedaż cegieł przyniosła dochód, nie był on wystarczający. Większość kosztów budowy pokryła fundacja. Aby przyspieszyć produkcję, do fabryki zakupiono nowe maszyny. Teraz kobiety zatrzymują część zysków dla siebie. Obecnie realizują pięć zamówień łącznie na 60 tys. cegieł.

- Będą tańsze niż u konkurencji, szybciej schną, więc wykonanie zamówienia nie zajmuje nam długo - tłumaczy Sandra. Na dodatek cegły są ekologiczne. Dzięki nowatorskiemu kształtowi (przypominają klocki lego) wymagają aż o 80 proc. mniej zaprawy od tradycyjnych.

Niektóre kobiety pracujące w fabryce były wcześniej uzależnione od narkotyków. 31-letnia Fabiana Gomes przyznaje, że za każdym razem, kiedy dawny nałóg daje o sobie znać, myśli o własnym domu i przeprowadzce.

- Moi rodzice byli narkomanami. Matka mnie biła, a ojciec był zabójcą na zlecenie - opowiada. - Miałam sześć lat, gdy pierwszy raz widziałam jak zabija człowieka. Kiedy o tym pomyślę, nadal czuję smak frytek, które wtedy jadłam - ciągnie. I kończy: - Nie chcę, żeby moje dzieci przeżyły taką traumę.

Wygrały z mężczyznami - były lepsze i dokładniejsze

Do tej pory z kobiet objętych projektem cztery zdecydowały się na pracę na budowie w pełnym wymiarze godzin. - Na początku na rynku panowały uprzedzenia - przyznaje Raquel. - Zatrudniano je z litości i oferowano niższe stawki. Teraz ludzie polecają sobie ich usługi, ponieważ są skrupulatne, bardzo dokładne przy spoinowaniu i lepiej zorganizowane niż mężczyźni - dodaje.

W nowym domu Sandry jej dzieci mają pokój z telewizorem. Często zaprasza gości na wspólne seanse filmowe. Ale Sandra nie zadowoliła się wybudowaniem domu i nie spoczęła na kanapie z pilotem w ręku. Myśli o kolejnych krokach, które mają zapewnić jej i jej dzieciom lepszą przyszłość. - Kiedy trafiłam do Lua Nova, myślałam że to raj. Wtedy potrzebowałam domu. Teraz chcę innych rzeczy - mówi. - Wiem jak to osiągnąć. Myślę czasem o Sao Paulo i rodzinach mieszkających na ulicy. Mogłabym zmienić ich życie, tak jak Raquel zmieniła moje - kończy.

Artykuł powstał dzięki współpracy z Biurem PANOS London.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM