Zmarły laureat żartował, że poczeka ze śmiercią do czasu otrzymania Nobla

Ciężko chory uczony Ralph Steinman żartował tydzień temu ze swoimi dziećmi na temat odwleczenia śmierci do czasu ogłoszenia laureata Nagrody Nobla z medycyny. Komitet Noblowski, który ogłosił dziś przyznanie Steinmanowi nagrody, nie wiedział, że naukowiec zmarł trzy dni wcześniej.
68-letni Steinman zmarł w piątek 30 września, po czteroletniej walce z rakiem trzustki. Dziś Szwedzki Instytut Karolinska ogłosił, że uczony jest jednym z trzech laureatów Nagrody Nobla z dziedziny medycyny i fizjologii. Steinman został nagrodzony za badania nad systemem immunologicznym. Nagrodą miał podzielić się z Brucem Beutlerem i Julesem Hoffmannem.

Wkrótce po komunikacie nowojorski Uniwersytet Rockefellera, gdzie Steinman pracował, podał, że uczony zmarł trzy dni wcześniej. Uczelnię zaś powiadomiła o tym dopiero w poniedziałek rano (tamtejszego czasu) rodzina laureata.

"Mówiliśmy: wytrzymaj, w poniedziałek przyznają Nobla"

- Chcielibyśmy, żeby tutaj był - mówiła jego córka, Alexis Steinman - Mówiliśmy mu: "OK tato, wiemy, że sprawy nie idą dobrze, ale w najbliższy poniedziałek ogłoszą Nobla". On nam odpowiadał: "Wiem, wiem, muszę wytrzymać do tego czasu. Nie dają tej nagrody, jeśli się umrze" - opowiadała.

Steinman był wielokrotnie nagradzany za swoją pracę - otrzymał m.in. nagrodę im. Alberta Laskera w dziedzinie podstawowych badań medycznych, międzynarodową nagrodę Fundacji Gairdnera i nagrodę Williama B. Coleya za badania nad rakiem. Został też wybrany członkiem Amerykańskiego Instytutu Medycyny i Narodowej Akademii Nauk.

Syn naukowca, Adam, mówił, że jego ojciec wolał "współpracę od konkurencji". - Wszystkie te nagrody i pochwały przyjmował ze skromnością i wdzięcznością. Próbował wykorzystać te wyróżnienia do zdopingowania całego środowiska zajmującego się immunologią - wspominał.

- Ale ta jedna nagroda po prostu by go osłupiła - dopowiadała jego siostra Alexis.

"Dla Ralpha liczyła się tylko praca"

Koledzy Steinmana z Uniwersytetu Rockefellera mówili, że uczony od dawna był w gronie faworytów do nagrody, ale nie spodziewał się, że dostanie ją akurat w tym roku. - To był nasz dowcip przez długi czas - mówiła prof. Sarah Schlesinger - Ralphowi wystarczyłoby po prostu podziękowanie, dla niego liczyła się tylko praca - dodała.

Gdyby Steinman żył, chciałby, by przyznanie Nobla wspomogło dalsze badania - twierdzi zgodnie rodzina uczonego i jego współpracownik Michael Nussenzweig. - Interesujące w odkryciach Ralpha jest to, że nikt w nie przez długi czas nie wierzył. Jego marzeniem było wykorzystanie tych odkryć do stworzenia szczepionek. To marzenie jest już bardzo blisko - mówił Nussenzweig.

Otrzyma Nobla pośmiertnie. "To precedens"

Niespodziewana wiadomość o śmierci Steinmana zaskoczyła i zasmuciła Komitet Noblowski. Spowodowała też skomplikowany problem proceduralny, według statusu laureatem można zostać jedynie za życia.

Wieczorem Fundacja Noblowska zdecydowała, że uczony otrzyma Nobla pośmiertnie. - Nagrodę Nobla przyznano Ralphowi Steinmanowi w dobrej wierze, zakładając, że laureat żył - orzekła Fundacja. W oświadczeniu podkreślono, że jest to "precedens" w ponad stuletniej historii Nagród Nobla.

Wraz z dyplomem i medalem Steinman odebrałby nagrodę pieniężną - 10 mln koron szwedzkich (ok. 1,5 mln dolarów). Teraz o tym, co stanie się z pieniędzmi, zadecyduje rodzina Steinmana.

DOSTĘP PREMIUM