Demonstranci z Wall Street zapraszają Wałęsę. "Nobel zobowiązuje"

Lech Wałęsa poleci do Nowego Jorku i spotka się z protestującymi na Wall Street. Byłego prezydenta zaprosili młodzi ludzie, którzy demonstrują tam od połowy września. Podczas ich protestów przemawiali już tacy intelektualiści, jak Naomi Klein i Slavoj Žižek. Do ruchu "Okupuj Wall Street"; przyłączają się także mieszkańcy innych miast na świecie. Swoje poparcie deklarują kolejni politycy.
"Banki zostały spłacone, my zostaliśmy sprzedani" - krzyczeli wczoraj protestujący na Wall Street. "Miliarderzy, płaćcie uczciwie swoją część!" - apelowali. Na ich transparentach można było zaś przeczytać hasła, takie jak: "Skończmy z rabowaniem klasy średniej, aby płacić bogatym" czy "My jesteśmy 99 procentami" (to hasło nawiązujące do relacji najbogatszego 1 procenta Amerykanów do reszty społeczeństwa).

A do wsparcia swojego protestu zaprosili - jak informuje Radio ZET - byłego prezydenta Polski, laureata pokojowej Nagrody Nobla, Lecha Wałęsę. - Nobel zobowiązuje - miał odpowiedzieć Wałęsa i zapewnić, że poleci. Może nawet w ciągu miesiąca.

"Jak w Egipcie"

Dlaczego protestują? Jeden z uczestników, 23-letni Mustafa Ibrahim, mówi agencji Reutera: - Sytuacja tutaj jest bardzo podobna do tego, z czym mieliśmy do czynienia w Egipcie - podkreśla. - Istnieje problem bogatych, którzy stają się jeszcze bogatsi, podczas gdy biedni - ubożeją.

Protestujący od 17 września obozują na dolnym Manhattanie, nieopodal Wall Street. Sprzeciwiają się planom ratunkowym, które podczas spowolnienia gospodarczego pozwalają bankom powiększać zyski, podczas gdy sytuacja życiowa przeciętnego Amerykanina pogarsza się - duże bezrobocie i niepewność zatrudnienia to dwa podstawowe aspekty, na które powołują się protestujący.

Ruch okupacji Wall Street przybiera na sile. Jego kulminacja ma nastąpić w sobotę. Tymczasem na dzisiaj jeden z większych związków zawodowych w Stanach (Service Employees International Union) zapowiedział marsz na finansową dzielnicę Nowego Jorku. Jutro z kolei na 56 kampusach uniwersyteckich studenci planują protesty solidarnościowe z ruchem. Według samych uczestników nowojorskich demonstracji, równoległe protesty w podobnej sprawie wybuchają w ponad 1400 miastach na całym świecie. Na przykład organizatorzy okupacji londyńskiej giełdy swoją akcję już zapowiedzieli na najbliższą sobotę.

Naomi Klein i Slavoj Žižek z wykładami

Wśród protestujących na ulicach Nowego Jorku pojawili się także lewicowi intelektualiści - Naomi Klein i Slavoj Žižek. - Mamy całą wolność, jakiej można pragnąć. Brakuje nam jednak czerwonego atramentu - języka, w którym moglibyśmy wyrazić brak wolności - mówił do zebranych Žižek. - Sposób, w jaki jesteśmy uczeni mówienia o wolności, wojnie, strachu i tak dalej, zafałszowuje wolność. I właśnie to robicie tutaj - dajecie nam wszystkim czerwony atrament - podkreślał.



- Coś jest nie tak ze światem, w którym obiecują ci nieśmiertelność, ale nie mogą wydać trochę więcej pieniędzy na służbę zdrowia - kontynuował intelektualista. - Może powinniśmy tu jasno ustalić nasze priorytety. Nie domagamy się wyższych standardów życia. Domagamy się lepszych standardów życia. Jesteśmy komunistami jedynie w takim sensie, że zależy nam na tzw. dobrach wspólnych. Na dobrach wspólnych natury. Na dobrach wspólnych sprywatyzowanych przez instytucję własności. O to i tylko o to powinniśmy walczyć - apelował. (Pełny tekst wystąpienia Žižka w języku polskim na stronach "Krytyki Politycznej").



Naomi Klein, autorka bestsellerów, takich jak "No logo" czy "Doktryna szoku", chwaliła z kolei, że protestujący nie wyznaczyli dnia, w którym zakończą swoją demonstrację. - Bardzo słusznie. Trzeba długo stać w jednym miejscu, żeby zapuścić korzenie. Od tego wszystko zależy. W epoce Internetu nowe ruchy powstają jak grzyby po deszczu i równie szybko wymierają, widzieliśmy to niejeden raz. Wymierają, bo są pozbawione korzeni. Nie tworzą dalekosiężnych planów. Nie mają skąd czerpać siły przetrwania. Dlatego pierwszy silniejszy sztorm zmywa je z powierzchni ziemi - mówiła.

To dopiero początek?

Protestujący w Nowym Jorku mają żywność, zespół medyczny, techników komputerowych, swoją gazetę, a nawet panel słoneczny, czyli wszystko, czego potrzebują do długiej okupacji. Organizacja demonstrantów w dzielnicy finansowej robi wrażenie - specjalna komórka zajmuje się porządkami - opróżnianiem koszy na śmieci i zamiataniem chodników, technicy komputerowi zaś pilnują, aby do Internetu trafiały bieżące informacje o postępach okupacji, planowanych marszach i wydarzeniach planowanych na każdy dzień.

Specjalne komitety zajmują się też odpowiednio: finansami, bezpieczeństwem, czy też kwestiami prawnymi. Powstała także biblioteka składająca się z woluminów, które zostały podarowane protestującym. Demonstrujący stworzyli nawet... własną telewizję internetową i własne zasady, np. ciszę nocną.

Protest w Nowym Jorku nie jest prosty do organizacji - zgromadzeni nie mogą rozstawiać namiotów, wszyscy muszą więc spać pod gołym niebem, nie mogą też rozpalać ognia na otwartej przestrzeni. Najbliższe zaś toalety to te w restauracjach - i tu często pojawiają się spory, ponieważ przeciwko korzystaniu z nich przez protestujących burzą się właściciele lokali gastronomicznych.

Kto za tym wszystkim stoi? - Nie mamy przywódców. Sami się zorganizowaliśmy i to też jest motywacją dla ludzi - widzą, co trzeba zrobić i to po prostu robią - mówi Rick DeVoe, jeden z protestujących. - Nigdzie się nie ruszamy - zapewnia.

DOSTĘP PREMIUM