Policja powstrzyma "Oburzonych" od założenia obozu w Londynie?

Z jednej strony kordon policji, z drugiej ok. 3 tys. Brytyjczyków demonstrujących przeciw "niesprawiedliwości systemu". Wśród nich studenci, bezrobotni i pracujący poniżej kwalifikacji. Chcą "okupować" Londyńską Giełdę Papierów Wartościowych. Jak na razie bezskutecznie.
Zebrali się w samo południe przed Katedrą św. Pawła, jednym z najbardziej znanych kościołów anglikańskich w Wielkiej Brytanii, w finansowym centrum londyńskiego City. Chcieli wiecować na pobliskim Paternoster Square i, wzorując się na amerykańskim Ruchu "Okupuj Wall Street", założyć obóz. Na miejscu zastali tablice informujące, że plac to własność prywatna (należy do korporacji Mitsubishi Estate) i kolumnę policji konnej.

Ten zły, czyli bankier

Na liczne transparenty trafiły głównie hasła wymierzone w bankierów. "Nie będziemy płacić za wasz kryzys", "My stanowimy aż 99 proc. społeczeństwa, wy tylko 1", "To nie recesja, tylko rozbój" - ogłaszały. Nie brakowało też takich nawołujących do "demokratycznej rewolucji".

- Ludzie ważniejsi od zysku! - krzyczeli demonstranci i dając wyraz swojemu niezadowoleniu chóralnie wygwizdali funkcjonariuszy stojących na ich drodze. Na nic zdała się próba wejścia na plac z drugiej strony. Mimo niepowodzenia, manifestujący zapowiedzieli, że nie rozejdą się szybko.

Protest może się różnie skończyć

Naomi Colvin, organizatorka demonstracji w Londynie, twierdzi, że wydarzenia przed Katedrą św. Pawła mogą przybrać różny obrót. - Natura wiecu zależy od tego, kto się na nim zjawi - przyznała w rozmowie z telewizją BBC.

- To zgromadzenie, do którego może dołączyć każdy i, jak w przypadku pozostałych protestów w innych miejscach, nasza grupa to ciało stanowiące decyzje. - Jeżeli dzisiaj wspólnie stwierdzimy, że chcemy zostać, to podejmiemy starania, żeby tak się stało.

Wierzą w sukces

Wśród tych, którzy przyszli, jest 45-letnia nauczycielka, Susan. - Jestem tu, ponieważ nie zgadzam się taką przyszłość dla moich dzieci. Syn właśnie skończył studia i nie może znaleźć pracy. Za naukę córki na uniwersytecie muszę zapłacić więcej, mimo że wykształcenie nie gwarantuje jej zatrudnienia -wyjaśnia.

- Dysproporcja między warstwami społecznymi staje się coraz większa i coraz bardziej dotkliwsza dla tych najbiedniejszych - zauważa 25-letnia sekretarka, Daniela. Dodaje, że w obliczu światowego kryzysu nie jest pewna swojej przyszłości.

W sukces demonstracji takich, ja ta w Londynie, wierzy 20-letni John, z zawodu kucharz. - Ktoś musi zapoczątkować zmiany. Nie jesteśmy sami, na całym świecie są tysiące takich jak my. Mamy dosyć zachłanności bankierów i ponoszenia konsekwencji za ich decyzje - wyrzuca jednym tchem.

Dla globalnych zmian

Ruch "Oburzonych" narodził się przed pięcioma miesiącami w Hiszpanii. Dokładnie 15 maja Hiszpanie rozpoczęli okupację placu Puerto del Sol w Madrycie - na znak protestu przeciwko skutkom kryzysu gospodarczego, rekordowemu bezrobociu i korupcji polityków.

Ruch skupia głównie ludzi młodych, studentów, ale również emerytów, bezrobotnych i niezadowolonych z warunków pracy. Na swojej stronie internetowej organizatorzy protestów, które odbywają się dzisiaj w 951 miastach w 82 krajach, jako swój cel wskazują "zainicjowanie globalnych przemian."

DOSTĘP PREMIUM