W Tunezji protesty po wyborach. Gannuszi apeluje o spokój

W tunezyjskim Sidi Buzid, mieście, w którym rozpoczęła się arabska wiosna, wybuchły zamieszki. Zwolennicy lokalnego kandydata do konstytuanty spalili siedzibę zwycięskiej partii Ennahda (Partia Odrodzenia), gdy dowiedzieli się, że ugrupowanie ich lidera zostało pozbawione części mandatów z powodu złamania ordynacji wyborczej.
- Apelujemy o spokój. Sidi Buzid, kolebka rewolucji, powinno dawać przykład w dążeniu do dobra publicznego - powiedział przywódca Partii Odrodzenia, Rachid Gannuszi. To jego partia wygrała w niedzielnych wyborach i zdobyła 90 miejsc w 217-osobowej konstytuancie.

W nocy w Sidi Buzid doszło do zamieszek, w których udział wzięło około 3000 osób. Protestujący spalili biuro Odrodzenia i plądrowali sklepy. Policja musiała użyć gazu łzawiącego. W piątek władze ogłosiły, że podjęto decyzję o wprowadzeniu godziny policyjnej.

Zamieszki wybuchły, gdy komisja wyborcza uznała sześć mandatów zdobytych przez partię Areedha Chaabiya za nieważne. Lider ugrupowania, przedsiębiorca Hachemi Hamdi pochodzi z Sidi Buzid.

DOSTĘP PREMIUM