Polacy nie wycofają się z Kosowa. "Bezpieczeństwo nie jest dane na zawsze"

Nie ma mowy o rychłym zakończeniu polskich misji w Kosowie - wynika z oceny ministrów obrony i spraw wewnętrznych i administracji. Jerzy Miller i Tomasz Siemoniak odwiedzili połączone misje Unii Europejskiej i NATO.
Sytuacja w Kosowie pogorszyła się po wydarzeniach z lipca, gdy Serbowie spalili przejście graniczne - przypomina szef resortu obrony. Tomasz Siemoniak wskazuje, że potrzebne jest wojskowe wsparcie i współpraca z policją. - Chcemy, żeby mieli poczucie kontaktu i koordynacji między sobą - mówił Siemoniak. - Nie jest tak, że bezpieczeństwo jest dane na zawsze.

Współpraca potrzebna jest jak nigdy wcześniej - podkreśla szef MSWiA Jerzy Miller. - Mieliśmy niepokojące sygnały - mówił TOK FM.



W ramach EUROLEX w Kosowie jest 115 naszych policjantów. Ochraniają przejścia graniczne, świadków w sprawach kryminalnych, zwalczają zorganizaowaną przestepczość, a także pomagajaw ściganiu zbrodniarzy wojennych. O bezpieczeństwo cywilów dba tutaj także 220 polskich żolnierzy służących w ramach KFOR. I jedni i drudzy pilnują w porządku w młodym państwie i przedzielają zwaśnione strony: Serbów i Albańczyków. Konfliktu nie rozwiążą jednak wojskowi czy policjanci. Zależy to od politycznego porozumienia i relacji Kosowa z Serbią, tak by uregulować problemy Serbów na północy Kosowa.

W Kosowie służy obecnie 24. zmiana polskiego kontyngentu KFOR. Liczy ona ok. 220 żołnierzy. KFOR zajmuje się nadzorowaniem przestrzegania porozumienia pokojowego, spotyka się z ludnością cywilną, monitoruje sytuację na granicy, gdy trzeba - reaguje na napięcia między Serbami i Albańczykami w Kosowie. Polski kontyngent policyjny to 115 funkcjonariuszy i pięciu ekspertów doradzających lokalnej policji. Obie misje na mocy porozumienia między UE i NATO udzielają sobie wsparcia.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny