Nie umierają z głodu, ale kładą się spać z pustym żołądkiem. Niedługo będzie ich ponad miliard. Bo ceny rosną. To koniec ery taniej żywności

Ich fotografie nie straszą z czołówek gazet - tam trafiają drastyczne zdjęcia somalijskich dzieci. Ale to ich jest więcej. Nie umierają w wyniku klęsk głodu. Żyją i na wsiach, i w miastach i jedzą najtańszą, najgorszą żywność. Są chronicznie niedożywieni. To prawie miliard ludzi - co siódmy na świecie. I będzie ich więcej - alarmuje Czerwony Krzyż. Bo era taniej żywności dobiegła końca.
Ceny żywności na świecie pod koniec 2011 r. kontynuują niebezpieczny trend. Czyli rosną, zbliżając się do rekordowego pułapu sprzed trzech lat - alarmuje Czerwony Krzyż. W najnowszym raporcie Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca (IFRC) stwierdza wprost: to koniec ery niskich cen żywności. A wraz z ich wzrostem rośnie liczba ludzi cierpiących chroniczny głód. Ludzi, którzy jedzą tyle, żeby przeżyć, i są niedożywieni. I ich dzieci, które od urodzenia nie mają dostępu do właściwego dla nich pokarmu. W ich diecie brak ważnych dla rozwoju składników. Bo na dobre, pełnowartościowe jedzenie o wysokich wartościach odżywczych ich rodziców nie stać.

- To katastrofa na wielką skalę, a sytuacja się nie poprawia - mówi David Peppiat z brytyjskiego Czerwonego Krzyża.

Żywność coraz droższa. Gdzie jest granica?

Przeciwnie. Jak podkreśla szef IFRC Bekele Geleta - choć świat produkuje obecnie wystarczająco dużo jedzenia, by wyżywić całą ludzką populację, 15 proc. światowej populacji cierpi głód lub niedożywienie i jest to trend wznoszący. Po dekadach relatywnej stabilności, ceny żywności na świecie znacznie wzrosły już w 2007 r., a w 2008 się podwoiły - wskazują dane Światowej Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). W ciągu jednego roku ceny mąki wzrosły o 150 proc., przez co podwoiły się ceny chleba. Równocześnie szybujące wówczas w górę ceny ropy podniosły koszty transportu i wytwarzania dóbr.

Rok 2010 to kolejny wzrost - jeszcze wyższy niż w szczytowym 2008 r. Po 18 miesiącach relatywnej stabilności między czerwcem a grudniem 2010 r. indeks cen żywności FAO wzrósł o ponad 30 proc. Efekty? Raport IFRC wylicza: niepokoje społeczne w biednych krajach, ceny żywności jako jedna z przyczyn wybuchu rewolucji w krajach arabskich wiosną 2011 r. I podkreśla: w latach 2010-2011 prawie 110 mln ludzi znalazło się w szeregach niedożywionych.

Najgorzej znów mają najbiedniejsi

Kto głoduje? Podobnie jak w latach 2007-2008, w roku 2010 i 2011 wysokie ceny uderzyły przede wszystkim w najbiedniejszych. Większość osób cierpiących głód na świecie żyje na wsi. W wielu krajach ponad 50 proc. niedożywionych i głodujących stanowią drobi rolnicy. Ale raport IFRC podkreśla, że obecny kryzys żywnościowy uderzył z równą mocą w ubogich w miastach i na wsiach - tych, którzy wydają między 50 a 80 proc. swoich dochodów na jedzenie. Podwyżki dotykają głównie najuboższych. Ludzie, których nie stać na żywność, zaczynają na niej oszczędzać, czyli ograniczać spożycie. Wybierają też jedzenie o niższej jakości i mniejszej kaloryczności. I walczą, by domknąć budżet na edukację i opiekę zdrowotną, wyprzedają też zgromadzone dobra, jeśli je mają.

Za jedzeniem migrują do miast. A tam też nie jest lepiej

Poważne naruszenie domowych budżetów przez drożejącą żywność zmusza też wiele osób żyjących na wsi do migracji do miast w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy. To niebezpieczna tendencja - przewiduje raport IFRC. Ogromna ilość niedożywionych żyje w miastach i miasteczkach. Przyczyną ich głodu jest bieda. Większość mieszkańców miast nie produkuje jedzenia na własny rachunek, skazani są więc na kupowanie żywności. A na to miejskiej biedoty, której największe skupiska żyją w slumsach i uboższych dzielnicach miast w średniozamożnych i najuboższych krajach świata, po prostu nie stać. Ich dochody nie wystarczają nawet na podstawowe produkty. O zdrowej, zbilansowanej diecie mogą tylko marzyć. Liczba ludności miejskiej w krajach rozwijających się rośnie - według FAO - co dwa miesiące o wielkość nigeryjskiego miasta Lagos. Według danych programu ONZ Habitat co szósty człowiek na świecie mieszka w dzielnicy nędzy. W 2050 r. światowa populacja będzie liczyć około 9,1 mld ludzi. Dla wielu z nich może zabraknąć pożywienia - ostrzega Czerwony Krzyż. Według prognoz cytowanych w raporcie IFRC wyżywienie tej liczby ludzi będzie wymagało globalnego wzrostu produkcji żywności o 70 proc. Inaczej liczba głodnych i niedożywionych wzrośnie do ponad miliarda.

Kim są ludzie cierpiący chroniczny głód?

Jak radzą sobie z coraz trudniejszymi warunkami życia ludzie najbardziej zagrożeni żywnościową drożyzną - społeczeństwa krajów rozwijających się? We współpracy z organizacją PANOS London portal Gazeta.pl prezentuje historie kilku ludzi, którym widmo głodu zajrzało w oczy. Często "zmuszeni są do podjęcia drastycznych środków, by zapewnić sobie minimum niezbędne do przetrwania" - określa ich położenie dyrektor wykonawczy PANOS London Mark Wilson. To nie umierające dzieci z trapionej klęskami głodu Afryki, ale ludzie, którzy codziennie walczą o byt swoich rodzin i często kładą się spać z pustym żołądkiem. Jak Daniel Corazza z Buenos Aires, który zbiera surowce wtórne, a jedzenie zapewniają mu właściciele okolicznych sklepów. Jak Maria Aparecida Garcia da Silva, która przez miesiąc nie miała skąd wziąć pieniędzy, by wykarmić szóstkę dzieci Maria Aparecida Garcia da Silva, która przez miesiąc nie miała skąd wziąć pieniędzy, by wykarmić szóstkę dzieci. Jej doświadczenie nie jest też obce Charlesowi Kaddu z ugandyjskiej Kampali. Z kolei rolnik Ahmed Musheer z Pakistanu nie ma czego uprawiać - jego pola i dorobek jego życia zabrała katastrofalna powódź. Walcząc o byt, przeprowadził się wraz z rodziną do Islamabadu.

Ponad połowa głodujących i niedożywionych to kobiety

Głód stał się też doświadczeniem Lakshmi Kumari, która po wyjściu za mąż żyje z ośmioosobową nową rodziną w jednopokojowym mieszkaniu. Pracuje jako sprzątaczka. I je to, co zostanie po mężu i reszcie jego rodziny z tego, co sama im gotuje. - Gdy idę spać głodna, czuję, jak gotuje się we mnie gniew. Czasami po cichu przeklinam wszystkich wokół mnie - mówi. Nie ona jedna. Ponad 50 proc. osób, które chodzą spać głodne, to kobiety. Co roku w wyniku niedożywienia umiera też z głodu około trzech milionów dzieci. Ich niedożywienie nie jest - jak podkreśla raport IFRC - wynikiem nagłych klęsk żywnościowych, ale właśnie rezultatem długotrwałego, chronicznego głodu, który uszkadza system immunologiczny i zwiększa podatność na choroby, których część z nich po prostu nie przeżywa.

Jak walczyć z głodem?

Za wzrost zagrożenia głodem i niedożywieniem na świecie raport Czerwonego Krzyża wini nie tylko spowolnienie wzrostu produkcji jedzenia, wzrost zużycia biopaliw, których uprawy wypierają uprawy roślin spożywczych, czy zmniejszenie zapasów. Podkreśla, że lepsza jest pomoc w formie funduszy, a nie gotowej żywności. Stwierdza, że potrzebny jest wzrost bioróżnorodności w rolnictwie, ochrona drobnych rolników i walka ze spekulacją na rynkach żywnościowych. Apeluje o włączanie samych zainteresowanych - ubogich - w działania organizacji pomocowych, rządów i agencji, walczących z głodem i wzywa do przeznaczenia większych funduszy na politykę rolną oraz programy pomocy socjalnej nakierowane na walkę z bezrobociem i ochronę pracujących. Czyli na konieczność gruntownych zmian w światowym systemie dystrybucji żywności i pomocy humanitarnej.



Artykuł powstał dzięki współpracy z PANOS London, członkiem Panos Network - światowej sieci niezależnych instytutów, których celem jest zapewnienie efektywnego użycia informacji do debaty, pluralizmu i demokracji. Panos London promuje udział osób ubogich i wykluczonych w krajowych i międzynarodowych debatach na temat rozwoju za pośrednictwem mediów i projektów informacyjnych.

DOSTĘP PREMIUM