" Staramy się jeść trzy posiłki dziennie. Rano - herbatę i chleb"

45-letni Ahmed Musheer pracuje jako taksówkarz w Islamabadzie. W 2010 r. stracił dorobek całego życia w powodzi i musiał przeprowadzić się do miasta. To, co zarabia, starcza na przeżycie. I na nic więcej.
- Mieszkam w wynajętym domu z matką, żoną i dziewięciorgiem dzieci. Na piętrze mieszka mój brat Bakhtmand z siódemką swoich. Razem jest nas dwadzieścioro. Przed powodzią żyło nam się całkiem przyzwoicie. W dolinie Swat uprawialiśmy warzywa na własnej ziemi, mieliśmy drzewa owocowe, a moja restauracja prosperowała dobrze, szczególnie w lecie, w okresie turystycznym. Woda zabrała nam wszystko. Nie mieliśmy do czego wracać - opowiada Ahmed.

"Żyjemy tylko z moich zarobków, zapożyczyłem się"

- Na początku pomógł nam rząd, przekazując 20 tys. rupii (165 euro). Dzięki temu mieliśmy coś w kieszeni, gdy mieszkaliśmy kolejno w domach naszej dalszej rodziny, zanim przeprowadziliśmy się do Islamabadu. Teraz utrzymujemy się tylko z moich zarobków. Zarabiam między 400 (3,30 euro) a 700 rupii (5,77 euro) dziennie. Zapożyczyłem się u bogatszych krewnych na sumę 500 tys. rupii (4123 euro). Musiałem jakoś zdobyć pieniądze, aby móc osiedlić gdzieś moją rodzinę i zapewnić dzieciom edukację. Sam wynajem domu kosztuje nas 7 tys. rupii (57 euro) za miesiąc. Posyłamy dzieci do państwowych szkół. Nie stać nas na prywatne, gdzie poziom nauczania jest znacznie wyższy.

"Nie stać nas na mięso, na owoce nawet nie patrzymy"

Staramy się jeść trzy posiłki dziennie. Rano tylko herbatę i chleb. Po południu gotujemy warzywa i czasem soczewicę i znów warzywa wieczorem. Nie stać nas na mięso ani na drób. Jemy je tylko raz na jakiś czas. Jeśli chodzi o owoce, to nawet na nie patrzymy - są tak drogie. W Swat lubiliśmy bardzo jeść brzoskwinie, jabłka, gruszki i orzechy Mięliśmy nawet własne kury i codziennie jajka na śniadanie. Tak było dawniej.

"Chyba wszystkie pieniądze wydajemy na żywność"

Odkąd nie mamy lodówki, każdy posiłek musi być gotowany na bieżąco przez moją żonę i córki. Wydaje mi się, że wszystkie pieniądze wydajemy na żywność. Kupuję na państwowych bazarach, które odbywają się w każdą niedzielę, ponieważ są tańsze niż inne targi w Islamabadzie. Kupuję warzywa hurtowo. Odkąd jesteśmy tak liczną rodziną, jemy przynajmniej kilogram soczewicy lub warzyw dziennie. Drożeją z miesiąca na miesiąc. W ubiegłym roku pomidory kosztowały 20 rupii za kilogram, teraz 100. Nie wiem co zrobię, żeby związać koniec z końcem - chyba będę musiał jeszcze więcej pożyczyć - martwi się Ahmed.

"Nie mam dobrego wykształcenia, mogę tylko jeździć taksówką"

- Dzieci narzekają na jedzenie, którego nam nie wystarcza i każdy dostaje małą porcję, ale co możemy zrobić? Za każdym razem, gdy idę na bazar, wydaję przynajmniej 400 rupii, co stanowi zarobek z jednego dnia mojej pracy na taksówce. Muszę też chodzić do wojskowych sklepów kupować cukier, soczewicę i mąkę po przystępnych cenach. Nie mam dobrego wykształcenia, więc jedyne, co mogę robić w Islamabadzie, to jeździć taksówką. Mamy nadzieję, że mój najstarszy syn dostanie pracę, kiedy skończy się uczyć i będzie w stanie pomóc rodzinie. To dla nas jedyne wyjście."

DOSTĘP PREMIUM