"Trudno jest patrzeć na dziecko płaczące z głodu. Płakaliśmy razem"

37-letnia Maria Aparecida Garcia da Silva pracuje w brazylijskim Sao Paulo jako pomoc domowa. Rozwódka wychowuje samotnie sześcioro dzieci. - Zanim siedem miesięcy temu znalazłam pracę, było nam bardzo ciężko. Przez miesiąc w ogóle nie mięliśmy pieniędzy. Jedliśmy tylko chleb - opowiada Maria.
Gdy tylko udało mi się coś zarobić, kupowałam trochę chleba. I to było wszystko, co jedliśmy. Bardzo trudno jest patrzeć na dziecko płaczące z głodu. Płakaliśmy razem - opisuje kobieta. Dodaje, że i tak jest jej lepiej niż z byłym mężem. - Był alkoholikiem i nam nie pomagał. Zdecydowałam, że lepiej nam będzie bez niego i sama się nami zajmę. Pieniądze na utrzymanie rodziny zarabiam jako służąca. Pracuję w każdą sobotę od 8.00 do 14.00 za co dostaję 60 reali (25,37 euro) tygodniowo. Chciałabym pracować częściej, ale nie mogę znaleźć zajęcia - mówi Maria. Nie jest to na szczęście jedyne źródło jej dochodów.

"Dostaję kosz z jedzeniem". Pieniądze wydaję na żywność

- Oprócz 240 reali (101,40 euro), które zarabiam miesięcznie, dostaję kosz z jedzeniem od mojego kuzyna. Od niedawna otrzymuję też 200 reali (84,60 euro) od miasta w ramach Programu Minimalny Dochód. Rząd daje pieniądze tym, którzy szczepią dzieci i posyłają je do szkoły. W moim przypadku, dostaję 100 reali za każde zapisane dziecko, ale z moich dzieci tylko dwoje się uczy - ośmioletni Juan i sześcioletnia Rafaela. Jedna z moich córek jest nosicielką wirusa HIV. Moi dwaj najstarsi synowie siedzą w więzieniu za przemyt narkotyków. Porzucili szkołę, choć mówiłam im, że nauka jest ważna - dodaje. Na co wydaje pieniądze? Na paliwo, prąd i żywność.

"Tylko czasem stać nas na chleb, kiełbasę i mięso"

- Nie wiem dokładnie ile, ale między 200 a 400 reali miesięcznie. Za prąd płacę co drugi miesiąc. Kiedy nie muszę, to wydajemy więcej na jedzenie. Wodę bierzemy od sąsiadów. Dzisiaj wszystko jest droższe. Dawniej było nas stać na jogurt, teraz już nie. Na targu kupuję ryż, groch, olej i kawę. Tylko czasem stać na chleb, kiełbasę i mięso. Kupuję też ciastka dla dzieci, bo je lubią. Wolą je od ryżu i grochu. Mleko dostajemy od państwa. Młodsze dzieci dostają jedzenie w szkole.

Ale problemy Marii to nie tylko brak pieniędzy na żywność. - Nigdy nie jemy warzyw. Nie możemy ich uprawiać w ogrodzie, bo przestrzeń jest bardzo ograniczona. Właściwie mieści się tam jedna osoba. Mieszkamy wszyscy razem w małym domu. Mamy dwa pomieszczenia, w których musieliśmy zmieścić kuchnie, sypialnie i pokój dzienny. Nie mamy łazienki. Mój dom mieści się z tyłu domu mojej matki, jak możemy, to używamy jej łazienki. Kiedy pada, wszystko nam zalewa. Zatykamy dziury kawałkami plastiku."

DOSTĘP PREMIUM