"Nie stać mnie na mleko. Wyobraź sobie swoje dziecko bez mleka"

Większość pieniędzy wydaje na żywność. Zazwyczaj banany gotowane na parze, kaszę kukurydzianą i ryż. Rzadko ziemniaki, bo są za drogie. Charles Kaddu, 38-letni kierowca motocykla-taksówki ze stolicy Ugandy, Kampali, martwi się o rozwój swoich dzieci. Bo wie, że nie jest w stanie zapewnić im właściwej dla ich wieku diety.
- Mieszkam z żoną i czwórką dzieci w jednopokojowym, krytym blachą domu na ćwierćakrowej działce. Urodziłem się w Masace, około 140 km stąd, do Kampali przeprowadziłem się 25 lat temu. Zaczynam pracę o 17.00 i kończę między 1.00 a 2.00 nad ranem. O 10.00 rano zaczynam kolejną pracę przy produkcji cegieł, aby dorobić do wypłaty.

Mój dochód różni się w zależności od liczby pasażerów. Zazwyczaj po odliczeniu kosztów związanych z utrzymaniem motocykla w ciągu miesiąca zarabiam 300 tys. szylingów (78,5 euro). Razem z pieniędzmi z cegieł mam 500 tys. (131 euro) - opowiada Kaddu. I dodaje, że większość z tych dwóch pensji wydaje na jedzenie.

"Gotujemy w domu, bo tylko na to nas stać"

- Zazwyczaj robię zakupy na przydrożnych targach lub w sklepach. Gotujemy w domu, bo tylko na to nas stać. Zazwyczaj jemy banany gotowane na parze, kaszę kukurydzianą i ryż. Rzadko ziemniaki, ponieważ są za drogie. Trzy małe bulwy kosztują 100 szylingów. W dzisiejszych czasach jedzenie jest bardzo drogie. Mała kiść bananów kosztuje 17 tys. szylingów (4,45 euro), kilogram mąki kukurydzianej 1,7 tys. (44 eurocenty) i ryż 3 tys. (78 centów) za kilogram. Na sos kupuję zazwyczaj pastę arachidową, groch i okazjonalnie małą wędzoną rybę. Zazwyczaj na samo jedzenie wydaję przynajmniej między 8 tys. (2,10 euro) a 12 tys. (3,15 euro) dziennie - opowiada Kaddu i dodaje, że trzy lata temu żyło się łatwiej.

"Rosną ceny żywności. A dzieci muszą jeść zdrowo"

- Problemem są wysokie ceny paliwa i podwyżki cen żywności. Po drugie - rząd nie powinien zezwalać na eksportowanie zbyt dużej ilości artykułów spożywczych do krajów takich jak Południowy Sudan, zanim nie upewni się, że wystarczy ich dla Ugandyjczyków - mówi Kaddu. I dodaje, że państwo powinno oferować programy żywnościowe, żeby dzieci z ubogich rodzin mogły się zdrowo odżywiać.

"Dawniej jedliśmy dwa posiłki dziennie. Teraz tylko jeden"

- Dla mnie, jako ojca, taka sytuacja jest bolesna. Moje najstarsze dziecko ma sześć lat. Wiem, że jeśli dzieci nie są dobrze odżywiane, cierpi na tym ich rozwój. Ponieważ jednak ceny są takie wysokie, musimy improwizować. Na przykład nie stać nas na mleko. Wyobraź sobie swoje dzieci bez mleka. I jak możemy kupić cukier, skoro kosztuje 6 tys. szylingów (1,57 euro)? Wołowina to 8 tys.(2,10 euro) za kilogram. Te produkty też nie trafiają za próg naszego domu.

Dawniej jedliśmy dwa posiłki dziennie - lunch i kolację, ale teraz tylko jeden. Chodzę do pobliskiej piekarni i kupuję tani chleb, który został odrzucony tego dnia. Kiedy dzieci skarżą się na głód, daję im kawałek. Około 13.00 ich matka gotuje obiad, który jemy o 16.00.

"Czasem krzyczę na dzieci i kłócę się z żoną. Człowiek głodny, człowiek zły"

- Kiedyś lepiej się odżywialiśmy. Mogłem kupić banany już za 5 tys. szylingów. Ziemniaki kupione za 5 tys. wystarczały na obiad dla całej rodziny. Ryż kosztował 1,8 tys., a cukier 2 tys. za kilogram. I sami uprawialiśmy groch, kukurydzę i słodkie ziemniaki koło domu. W ostatnim sezonie też posadziłem, ale zbiory były słabe. Wydaje mi się, że ziemia jest już wyjałowiona. Nawet ziemniaki były bardzo małe, ale przynamniej używamy liści jako paszy dla naszych 13 kóz. Teraz zasadziłem tylko ziemniaki. Ze względu na brak pieniędzy musiałem sprzedać część ziemi - wylicza Kaddu. I dodaje: - Trzeba pracować ciężej, a i tak jest się głodnym. To ma wpływ na sytuację w domu. Czasem krzyczę na dzieci i daję im klapsa - może dlatego, że w środku, nie jestem zadowolony z tego, jak wygląda nasze życie. Kłócę się też z żoną. Człowiek głodny, człowiek zły."

DOSTĘP PREMIUM