Egipt znów w ogniu: Atak policji na plac Tahrir. "Regularna bitwa". Są ofiary

Egipska żandarmeria uderzyła na plac Tahrir, gdzie drugi dzień z rzędu tysiące Egipcjan wzywały zarządzającą krajem od lutowej rewolucji armię do przekazania władzy w cywilne ręce. Rozpętała się regularna bitwa. Po szturmie policji i początkowej ucieczce demonstranci przełamali policyjny napór i wrócili na plac. Tłum gęstniał z każdą chwilą.
Wczesnym popołudniem na kairskim placu rozegrała się gwałtowna bitwa między egipską żandarmerią a zgromadzonymi na placu ludźmi, którzy wzywali zarządzającą krajem armię do jak najszybszego przekazania władzy w cywilne ręce. Według telewizji Al-Dżazira policjanci użyli gazu łzawiącego i podpalili namioty, które protestujący rozbili na placu. W ruch poszły pałki i kamienie.



- Na Tahrir bałagan - panikujący ludzie, na ziemi gruz i kamienie, miejscami widać ogień - donosił z egipskiej stolicy dziennikarz Hadeel al-Shalchi. Inny dziennikarz, Bel Trew, widział na własne oczy ludzi, którzy tratowali się nawzajem, próbując uciec ze strefy zagrożonej atakiem żandarmerii. "Tu trwa bitwa" - pisał. Po gwałtownych starciach policja wyparła demonstrantów z placu, pozostawiając za sobą spalone namioty i plakaty. Aresztowano co najmniej 55 osób.



Jednak niedługo później plac Tahrir znów zaroił się od ludzi. Demonstranci, wcześniej wyparci przez siły bezpieczeństwa, powrócili na miejsce wiosennej rewolucji. Sytuacja wciąż się zmienia, tłum gęstnieje, a nastroje ludzi są - według Al-Dżaziry - bardzo bojowe.



Między protestującymi przeciskają się karetki pogotowia. Według doniesień mediów, powołujących się na źródła medyczne, co najmniej dwie osoby zginęły w trakcie policyjnego szturmu i walk, które po nim nastąpiły. Kamerzysta agencji Reuters widział ciało człowieka zidentyfikowanego przez demonstrantów jako 28-letni Szehab el-Diun el-Dakrubi. Przyczyna jego śmierci jest nieznana, nie jest też pewne, czy el-Dakrubi nie jest jedną z dwóch wymienianych wcześniej ofiar. Z kolei szef szpitala polowego na placu Tahrir, Abdallah Abdelrahman, powiedział agencji AFP, że podczas starć trzy osoby zginęły od uduszenia. Wieczorem informowano już o siedmiu ofiarach śmiertelnych.



Przed wyborami: niespokojnie w Egipcie

Na osiem dni przed rozpoczęciem wyborów parlamentarnych - jednej z najważniejszych zdobyczy wiosennej rewolucji, która obaliła rządzącego od 30 lat żelazną ręką prezydenta Hosniego Mubaraka - sytuacja nad Nilem daleka jest od stabilności. Po niespokojnej sobocie, kiedy w starciach demonstrantów z egipską żandarmerią zginęły dwie osoby, a setki zostały ranne, od rana znów kilka tysięcy ludzi protestowało w centrum egipskiej stolicy. Demonstracje odbyły się też w Suezie i Aleksandrii. W tym ostatnim mieście setki protestujących zaatakowały kamieniami siedzibę służb bezpieczeństwa i podpaliły radiowóz.

Ludzie wyszli na ulice po tym, jak wyszło na jaw, że zarządzająca krajem wspólnie z tymczasowym rządem armia chce wpisania do nowej konstytucji zwiększenia roli armii w państwie i wyłączenia jej spod cywilnego zwierzchnictwa. W praktyce wojskowi zapewniliby sobie w ten sposób daleko idącą autonomię od wybranych przez społeczeństwo władz. Demonstranci żądają ustąpienia tymczasowego wojskowego szefa państwa, marszałka polowego Husejna Tantawiego, niegdyś ministra obrony - czyli funkcjonariusza reżimu Mubaraka.



Do ostrych starć doszło przed południem m.in. w rejonie budynku ministerstwa spraw wewnętrznych Egiptu. Ludzie krzyczeli "wolność!", "wolność!" i rzucali w policję kamieniami. - Wczorajsza przemoc pokazała, że Mubarak wciąż ma władzę - powiedział Al-Dżazirze jeden z demonstrantów, Ahmed Hani.

Według agencji AFP po starciach w Kairze i innych miastach rządząca krajem rada wojskowa i przejściowy rząd spotkały się na nadzwyczajnym posiedzeniu rządu. Według telewizji Al-Arabija ze stanowiska w proteście przeciw siłowemu rozpędzeniu demonstracji zrezygnował egipski minister kultury. Arabskie media zastanawiają się, czy wobec nowej fali ulicznych niepokojów wybory nie zostaną przesunięte. Wojsko nie spieszy się z oddawaniem władzy. Jak donosił dla Al-Dżaziry z placu Tahrir Jamal ElShayyal, "rada wojskowa nie wydała jeszcze takiego oświadczenia, ale wiele osób tutaj sceptyczn8e patrzy na szanse przeprowadzenia wyborów przy tak niskim poziomie bezpieczeństwa".

Islamiści chcą wyborów. Rząd potwierdza: Będą w terminie

Tymczasem Bractwo Muzułmańskie, najpotężniejsza egipska organizacja islamskich konserwatystów i jedna z największych sił politycznych w kraju, oświadczyła pod wieczór, że przesunięcia daty wyborów nie zaakceptuje. Niedługo później Kair poinformował, że wyborów nie przesunie - rozpoczną się one zatem 28 listopada. "Rząd tymczasowy zamierza przeprowadzić wybory w terminie" - głosiło oświadczenie dla państwowej telewizji. Równocześnie władze zapewniały jednak, że "policja nie użyła ostrej amunicji przeciw protestującym" i dziękowały "za opanowanie w trakcie działań".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM