Nie umieją czytać, ale budują panele słoneczne. Bosi inżynierowie Indii

Kim są? To proste kobiety, często niepiśmienne, żyjące w systemie kastowym w zapomnianych przez cywilizację zakątkach Indii. Ale zarabiają więcej od osób wyższych stanem, bo mają dość osobliwą i nietypową pracę. Budują kolektory słoneczne, dostarczające światła biednym indyjskim wioskom. Mówi się o nich "bosi inżynierowie". Te, które "dają światło".
Santosh Devi subtelnie zacieśnia wokół głowy zielono-pomarańczowe sari i wspina się na dach swojego domu. Będzie czyścić panele słoneczne. Lśniące, lustrzane kolektory, które kontrastują z prostymi parterowymi chatami w wiosce, zamontowała rok temu sama. To nie jedyne jej osiągnięcie. 19-latka, która ledwo potrafi pisać i czytać, złamała sztywny system kastowy i została jednym z pierwszych w kraju ekspertów od energii słonecznej wywodzącym się z kasty Dalitów, najniższej grupy społecznej, potocznie zwanej "niedotykalnymi".

Kiedyś spuszczałam wzrok. Teraz patrzę im prosto w oczy

Podczas gdy w indyjskich miastach różnice między kastami zaczynają się zacierać, na terenach wiejskich zubożali Dalitowie są nadal powszechnie dyskryminowani. Dorastając, Santosh musiała unikać osób z wyższej kasty, a w ich obecności zakrywać twarz. Teraz sami przychodzą do niej, prosząc o pomoc. - Dla nich jestem specjalistą, który potrafi zamontować i naprawić instalacje świetlne - przyznaje. - Nie sądziłam, że kiedyś zamiast spuszczać wzrok, będę mogła patrzeć im prosto w oczy.

"Bosonogi Uniwersytet"

Santosh nauczyła się zawodu w Barefoot College, w oddalonej o 100 km od Dżajpuru Tilonii. Słowo "barefoot", czyli bosy, trafiło do nazwy nieprzypadkowo - większość "studentów" przychodzi na zajęcia bez obuwia, bo ich na nie nie stać. Szkoła powstała w 1972 roku. Założył ją Sanjit "Bunker" Roy, chcąc wyposażyć okolicznych mieszkańców, niezależnie od płci, kasty i pochodzenia, w umiejętności, które pozwolą im zmienić na zawsze obraz indyjskiej wsi.

Od tamtej pory "Bosonogi Uniwersytet" wykształcił - m.in. w dziedzinach takich jak inżynieria słoneczna czy analiza stanu wód - 15 tys. kobiet. Jak wyjaśnia 65-letni Roy, jego pomysł, niewymagający dużych nakładów finansowych, zdecentralizowany i nastawiony wyłącznie na rozwój społeczności, funkcjonuje dzięki "kapitalizacji zasobów już istniejących w wioskach". Barefoot College utrzymuje się z różnych źródeł. Część funduszy przydziela rząd, resztę dokładają międzynarodowe agencje, prywatne fundacje i sponsorzy indywidualni.

Oszczędność energii, ochrona środowiska

Szkoła, której zabudowania rozmieszczone są na ponad 3,2 ha ziemi, jest zasilana wyłącznie energią słoneczną. Odkąd w 2005 r. zainaugurowano kurs z inżynierii, ponad 500 absolwentów przekonało do korzystania z odnawialnych źródeł energii właścicieli ponad 13 tys. domów w Indiach. Dodatkowo, dzięki kształceniu "studentów" zagranicznych, z tego nowoczesnego modelu zasilania skorzystało 6 tys. domostw w ponad 120 wioskach, w aż 24 państwach od Afganistanu po Ugandę.

Nawet, jeśli w Indiach za odpowiednie do wykorzystywania energii słonecznej uważane są tylko wioski trudno dostępne, oddalone od cywilizacji i niezelektryfikowane, to w tym kraju prądu pozbawione jest około 44 proc. gospodarstw. Praca "bosych inżynierów" jest niezmiernie ważna. Tereny wiejskie, na których mieszka 72 proc. populacji, nadal polegają na paliwach kopalnych. Jeżeli rząd w większej mierze nie uzależni kraju od alternatywnych źródeł energii, kraj może nie spełnić zamierzonych celów środowiskowych. Według Bhagwat Nandan, opiekuna "wydziału" energii słonecznej, "bosi inżynierowie" oszczędzają rocznie Indiom przynajmniej 1,5 m litrów nafty, która zostałaby użyta do zasilania lamp i piecyków.

Nie umieją czytać, ale umieją instalować panele słoneczne

W szkole kobiety uczą się przede wszystkim słuchając i zapamiętując. Używają kolorowych wykresów, które pomagają im przyswoić kombinacje przewodów, co umożliwia opanowanie tej wiedzy nawet bez zdobycia wcześniej umiejętności czytania i pisania. Indyjski model jest już powielany w Afryce, Ameryce Łacińskiej i Południowej Azji. Pierwsza grupa "inżynierów" z Tanzanii, Ugandy, Gambii, Malawi, Etiopii, Sierra Leone, Ruandy i Bhutanu ukończyła 6-miesięczne szkolenie między 2008 a 2009 rokiem. Od tamtej pory wioski wszystkich absolwentów korzystają z energii słonecznej.

Na międzynarodowy kurs może zapisać się każda kobieta powyżej 35 roku życia, zamieszkująca oddaloną, trudno dostępną, niezelektryfikowaną wioskę, pod warunkiem, że wspiera ją lokalna społeczność. Jak przyznaje Roy, największy sens ma kształcenie kobiet starszych, ponieważ są bardziej lojalne wobec swoich korzeni i rzadziej niż mężczyźni próbują wykorzystać swoje nowo nabyte umiejętności na innych polach.

Sposób na wyrwanie się z nędzy

Ogrodzona prowizorycznym płotem wioska Balaji Ki Dhani, gdzie mieszka Santosh, to miejsce w dużej mierze zasiedlone przez Dalitów. Osada liczy około 20 lepianek, rozproszonych na dwóch hektarach pół-jałowej ziemi. Jedyny wyróżniający się element, kontrastujący z wizją osiemnastowiecznej wiejskiej kompozycji, to murowany budynek - jedyny w wiosce - gdzie z mężem, synem i teściami mieszka Santosh. Dom ma trzy pokoje: dwie sypialnie i warsztat, w którym 19-latka spędza sześć godzin dziennie naprawiając lampy.

Na podwórzu stoją dwie lepianki. Pierwsza to kuchnia, druga - stajnia dla kóz. Budowa murowanej części była możliwa tylko dzięki dodatkowej sumie, jaką Santosh wniosła do domowego budżetu. Odkąd została "bosym inżynierem", dochód rodziny podwoił się. Pomogła nie tylko domownikom - dzięki niej wiele okolicznych gospodarstw może dziś korzystać z energii słonecznej. Płacą za użytkowanie kolektorów miesięcznie, w zależności od tego ile kosztowałaby ich nafta, baterie, drewno i świeczki. Połowa pieniędzy przeznaczana jest na pensję dla Santosh, reszta na zapasowe części.

Według zwyczaju to na barkach kobiet spoczywa większość obowiązków domowych i praca na polach. Mimo, że Santosh nie zajmuje się już uprawą, w domu zawsze ma pełne ręce roboty. Kiedy nie opiekuje się 17-miesięcznym synem, doi krowy, karmi inwentarz, przyjmuje klientów w małym sklepie warzywnym, który prowadzi w domu lub naprawia lampy. Jest błyskotliwa i pewna siebie, ale przyznaje, że pierwszego dnia w szkole była przerażona. - Myślałam, że nigdy nie uda mi się zapamiętać wszystkiego na tyle, żeby móc pracować bez nadzoru - mówi. I przyznaje: - Nie wiedziałam nawet, że można używać energii słonecznej do oświetlania domów w nocy. Byłam tak samo zaskoczona, jak inni mieszkańcy wioski.

Inżynieria słoneczna od kuchni

Zajęcia odbywają się w dużym, prostokątnym warsztacie. Pośrodku stoi podłużny stół. Dookoła siedzą pochylone nad panelami kobiety, obok leżą kolorowe schematy. Na półkach w starannie ustawionych szeregach stoją gotowe lampy. Na ścianach wiszą wielobarwne afisze, trzepoczące od przyjemnej bryzy z pokojowej dmuchawy. Pomieszczenie jest przestronne i widne. Na zewnątrz temperatura już o 10.00 rano wysusza glebę i pali roślinność.

Nauczyciel Guman Singh, niski mężczyzna w okularach, wywołuje kursantki do tablicy i prosi o wyjaśnienie kodów kolorów. Jedna z nich wykorzystuje znajomość podstaw języka angielskiego, aby pomóc swoim rodaczkom nauczyć się nazw we własnym języku. - Na początku zawsze jest trudno. Czasem chcemy rwać włosy z głowy, żeby dać wyraz naszej frustracji - zauważa. Przyznaje też, że zdarza się, że musi używać wyłącznie gestów i uczyć tylko poprzez demonstrację.

Chcą być potrzebne

W Balaji Ki Dhani Santosh schodzi z dachu i rozmyśla o pragnieniach swoich najbliższych: telewizorze, młynku do mąki, motocyklu dla męża, który każdego dnia musi przemierzać do pracy pieszo 10km. Ale jej rodzina ma zapewniony byt, a "małe luksusy" są już w zasięgu ręki. - Nigdy nie sądziłam, że będę w stanie zrobić coś pożytecznego - oznajmia z dumą.



Tłumaczenie i opracowanie: Iwona Kadłuczka



Artykuł powstał dzięki współpracy z PANOS London, członkiem Panos Network - światowej sieci niezależnych instytutów, których celem jest zapewnienie efektywnego użycia informacji do debaty, pluralizmu i demokracji. Panos London promuje udział osób ubogich i wykluczonych w krajowych i międzynarodowych debatach na temat rozwoju za pośrednictwem mediów i projektów informacyjnych.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (1)
Nie umieją czytać, ale budują panele słoneczne. Bosi inżynierowie Indii
Zaloguj się
  • druz_2

    0

    Bo tam standardem jest przeżycie i utrzymanie rodziny a nie edukacja - jeszcze jeden dowód, ze nasze "cywilizowane" standardy nie są jedynymi słusznym...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX