Historyczne głosowanie w Egipcie. Ale społeczeństwo podzielone [KORESPONDENCJA Z KAIRU]

- Wziąwszy pod uwagę chaos ostatnich dni, to będzie tragedia. Powinni przełożyć to głosowanie - twierdzi w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz jeden z Egipcjan, w pierwszym dniu wyborów parlamentarnych w kraju. Kampanię wyborczą przyćmiewają gwałtowne demonstracje organizowane w całym kraju. Ich uczestnicy zarzucają wojskowym, że nie chcą oddać władzy, którą przejęli 11 lutego, po obaleniu Hosniego Mubaraka.
To miało być historyczne głosowanie, ale w ostatnich dniach narasta obawa, że skończy się tragedią. W Egipcie zaczynają się dziś parlamentarne wybory, które mają potrwać do marca. Na placu Tahrir cały czas jednak trwają demonstracje, sytuacja jest napięta, a naród podzielony. Wszystko to sprowadza chmury nad to wyborcze święto demokracji.

Mustafa, z którym rozmawiałam, był podekscytowany - w końcu to jego pierwsze prawdziwe wybory. Ale w ostatnich dniach stracił zapał: - Niektórzy wzywają do bojkotu głosowania, a inni twierdzą, że bynajmniej tylko wybory wyprowadzą Egipt na prostą - mówi. Do bojkotu wyborów wzywają ludzie na placu Tahrir, którzy tydzień przed wyborami zaczęli masowe demonstracje. Ich zdaniem glosowanie to tylko teatr. Krajem i tak bowiem rządzą wojskowi.

Zdaniem innego mojego rozmówcy - Karima - członkowie poprzedniego reżimu robią wszystko, by zdestabilizować sytuację w kraju. - Wziąwszy pod uwagę chaos ostatnich dni, to będzie tragedia. Powinni przełożyć to głosowanie - twierdzi. Nie wszyscy Egipcjanie są jednak tego zdania - Emaiji twierdzi, że to ludzie na placu Tahrir destabilizują kraj. - Nie pójdziemy do przodu jeżeli oni ciągle będą protestować przeciw wszystkiemu co zrobią władze - podkreśla.

Ludzie, którzy kiedyś walczyli razem przeciw Mubarakowi, dzisiaj są podzieleni na jeszcze jednym froncie - pomysł Bractwa Muzułmańskiego na stworzenie państwa islamskiego budzi opór wielu Egipcjan.

Państwo islamskie? Liberałowie się boją

Bracia Muzułmańscy przez dekady byli prześladowani przez reżim i wsadzani do więzień. Teraz w demokratycznych wyborach szykują się do zwycięstwa. Liberałowie oczekują tego z niepokojem. - Próbujemy zmniejszyć przewagę Bractwa, żeby nie zdobyli 90 proc. głosów. Nie możemy pozwolić na to, by zrobili nam to, co Hamas zrobił Palestyńczykom - mówi Ahmad.

Waleed Elhaded, kandydat partii Bractwa, zapewnia jednak, że nie ma się czego bać. - Islam jest w sercach i duszach ludzi. My nie chcemy państwa islamskiego, ale laickiego, tyle, że opartego na wartościach Islamu - przekonuje. I rzeczywiście - Egipcjanie to konserwatywne społeczeństwo, ale - tak jak i samo Bractwo - zróżnicowane. Niektórzy zwolennicy partii zapewniają, że wyznają umiarkowany Islam, inni, że chcą, by prawa boskie obowiązywały obywateli.

- Ja osobiście im nie ufam, ale głęboko wierzę, że maja prawo być reprezentowani. W czasie reżimu byli tak samo prześladowani jak inni, jak nie bardziej - mówi Chaled Fathami z amerykańskiego uniwersytetu w Kairze. Podkreśla, że i tak Bractwo zamierza wejść w koalicję, by podzielić się odpowiedzialnością za trudna sytuację w kraju.

"Jesteśmy muzułmańskim krajem. To nie znaczy, że..."

Znacznie większy niepokój, niż dojście do władzy Braci Muzułmańskich, wzbudzają jednak salafici, czyli fundamentaliści. Choć mogą liczyć tylko na skromny wynik, to nadrabiają radykalizmem. Największy niepokój budzą u chrześcijan i kobiet, m.in. u dr Hali Mustafy. - Oni są bardzo blisko wahabitów z Arabii Saudyjskiej, np. ich niektóre kandydatki nie pokazują twarzy i nie zabierają głosu - robią to za nie ich mężczyźni - tłumaczy.

Inez, jedna ze zwolenniczek salafitów, przekonuje zaś, że ich radykalizm nie jest groźny. - My po prostu jesteśmy muzułmańskim krajem. To nie znaczy, że będziemy innych uciskać. Ludzie się boją, bo nie wiedzą dużo o islamie, myślą, że to Al Kaida.

Tarik dodaje, że jego zdaniem islam nie pozwoliłby kobiecie zasiąść w fotelu prezydenta, ale jeżeli naród tak demokratycznie zdecyduje, to on by musiał się z tym pogodzić. Inny mój rozmówca - Mahmud - nie jest już tak wyrozumiały. Jego zdaniem wszystkie Egipcjanki, obowiązkowo powinny co najmniej założyć chusty. - Czy u was, w Polsce, można chodzić zupełnie nago po ulicach? W Egipcie też mamy podstawowe zasady, których wszyscy powinni się trzymać - przekonuje.

Jak widać, sami salafici są podzieleni. Wiadomo jednak, że razem z Bractwem Muzułmańskim będą stanowić w nowym parlamencie największą siłę.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (2)
Historyczne głosowanie w Egipcie. Ale społeczeństwo podzielone [KORESPONDENCJA Z KAIRU]
Zaloguj się
  • najlepszy.formoza

    Oceniono 1 raz 1

    Co zostało z wielkiej rewolucji egipskiej ? Wielki Huj !
    Sorry...została egipska Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego z egipskim
    Jaruzelskim na czele
    Jak policjanci Mubaraka pałowali to egipskie bydło co ręke na władzę
    podniosło to była zbrodnia a bici zostali "męczennikami"
    Jak teraz policja EGIPSKIEGO JARUZELSKIEGO pałuje i zabija to jest dobrze,żedna polska
    dziennikarska ku... nie protestuje,żeden minister spraw zagranicznych !
    Tak sie skonczyła "demokracja" nad Nilem !
    Tak sie skonczyła "demokracja" w Libii !
    Tak sie skonczyła "demokracja" w Tunezji !
    Ręka podniesiona na władze zostanie obcieta !
    Własnie siedze sobie przed telewizorem i oglądam jak wojsko i policja
    egipska strzela i pałuje to bydło co wyszło na Plac Tahrir..

  • yerry46

    0

    Rewolucyjny zapal UE, NATO i Hillary w krzewieniu "demokracji" przynosi owoce - zgnile! Bylo do przewidzenia?,- bylo! Bedzie osc w gardle?, - bedzie!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX