Takich protestów Rosja nie widziała. Opozycja zapowiada powtórkę

Tylko w Moskwie w sobotnich demonstracjach na placach Bołotnym i Rewolucji wzięło udział ponad 40 tys. ludzi. Opozycja manifestowała też w innych miastach. Milicja interweniowała - aresztowała demonstrantów - m.in. w Sankt Petersburgu i Chabarowsku. Opozycjoniści zapowiadają, że w sobotę powtórzą protesty. A władza nie może już udawać, że nic się nie dzieje.
Wacaław Radziwinowicz nie ma wątpliwości, że takich protestów putinowska Rosja nie widziała. Ale zdaniem moskiewskiego korespondenta "Gazety Wyborczej" jest zbyt wcześnie, żeby mówić o przełomie. - Rozmawiałem z organizatorami - oni na razie zostają przy tym, że ludzie się obudzili. Z tej apatii, która trwa od 12 lat. I przyszli, żeby pokazać, że - przepraszam za to słowo, ale w Rosji tak się mówi - "nie są bydłem". Że nie można ich traktować, tak jak robi to władza - tzn. daje jakiś poziom życia, może nie najlepszy; daje jakąś stabilizację i uważa, że ludzie na wszystko się zgodzą - mówił Radziwinowicz w rozmowie z TOK FM.



Jak relacjonował dziennikarz, wielu uczestników sobotnich protestów wspominało słynną wypowiedź Władimira Putina. - Przed laty, kiedy przywrócił radziecki hymn, ludzie pytali" dlaczego? I on odpowiedział gniewnie: jaki naród takie pieśni. Ale teraz ten naród śpiewa zupełnie inną pieśń. Ciekawe, czy Putin to zrozumie. Władza nie może przejść obok tego obojętnie. To jest początek czegoś bardzo ważnego w Rosji.

Protestujący chcieli jednego, powtórzenia wyborów do Dumy. - Czy to realne? Wydaje mi się, że nie. Ale gdyby jeszcze dwa tygodnie temu ktoś mi powiedział, że dojdzie do takiej wielkiej demonstracji - to powiedziałbym: nie to niemożliwe - przyznał korespondent "GW".

Za tydzień powtórka

Organizatorzy moskiewskiej manifestacji mówili, w rozmowie z Radziwinowiczem, że na razie nie chcą tworzyć Majdanu - miasteczka namiotowego, jakie pamiętamy z czasów ukraińskiej Pomarańczowej rewolucji. - Na razie zwołają manifestację za tydzień. Potem będą powtarzać wiece. Wydaje się, że to jest dobra taktyka, bo za trzy miesiące są wybory prezydenckie, najważniejsze w Rosji. I władza nie może pozwolić narodowi zapomnieć o polityce. Będzie mu więc przypominać. A wtedy ludzie przypomną wybory do parlamentu. I zainteresowanie polityką na pewno nie opadnie - uważa dziennikarz.

Ludzie, którzy przyszli na Plac Bołotny "policzyli się". I zobaczyli, jak wielu myśli tak samo. - Widać, że jest determinacja - podkreślał Radziwinowicz.

I zwracał uwagę, że większość protestujących, to byli bardzo młodzi ludzie. - Jestem w Moskwie już nie pierwszy rok i zwykle, jak przychodzę na demonstrację, to ze wszystkimi się witam. A do tej pory podałem rękę tylko jednej osobie - opowiadał tuż po rozpoczęciu moskiewskiej manifestacji.

Przebojem protestów jest bardzo popularna piosenka "Nasz cały dom wariatów głosuje na Putina". Właśnie ten utwór rozpoczął demonstrację w stolicy Rosji.

Protesty nie tylko w Moskwie

W sobotę protestowano nie tylko w Moskwie. Manifestacje odbyły się też m.in. we Władywostoku, Krasnojarsku, Nowosybirsku i Chabarowsku.

W stolicy demonstracje odbywały się bez zakłóceń. Choć wielu obawiało się prowokacji ze strony milicji.

Tak spokojnie nie było jednak w Sankt Petersburgi i Chabarowsku, gdzie milicja aresztowała kilkanaście osób.

Nowością sobotniego protestu było to, że relacjonowały ją państwowe telewizje. Które, jak mówił Radziwinowicza, "do tej pory wszystko przemilczały".

Jedna Rosja ma w sondażach 36-38 proc. "Sfabrykowali więc ok. 10 proc. głosów">>

DOSTĘP PREMIUM