"Polska trzecim partnerem Berlina i Paryża w miejsce Londynu? W pewnym zakresie tak"

- Polska prezydencja to sukces kraju, który dostał ją w niezwykle trudnym okresie. Polska poradziła sobie wyjątkowo dobrze. Wizerunek kraju w UE zmienił się na lepszy. To wizerunek pewnego siebie gracza, który w pewnym stopniu mógłby zastąpić Londyn jako trzeci partner Berlina i Paryża - mówi w Strasburgu dla radia TOK FM i portalu Gazeta.pl Andrew Duff.
AGNIESZKA LICHNEROWICZ: Jak pan ocenia polską prezydencję w porównaniu do poprzednich prezydencji innych krajów?

ANDREW DUFF*: Polska prezydencja musiała pracować w niezwykle trudnym okresie. Ciężko o trudniejszy scenariusz wydarzeń niż ten, który stał się udziałem Unii tej jesieni. Polska poradziła sobie wyjątkowo dobrze. Byłem pod wrażeniem stanowczości Donalda Tuska, kiedy przejął prezydencję, i pierwszej klasy robotę ministrów jako przewodniczących posiedzeń Rady UE. Berlińskie przemówienie ministra Sikorskiego miało ogromną wagę - wprowadziło polski punkt widzenia do serca procesów integracyjnych. Wszystkie narzekania i strachy, które dochodziły z Warszawy, obecny w dyskursie politycznym polski kompleks niższości, wyrażający się w obawach o marginalizację Polski, o to, że Polacy nie będą traktowani poważnie - to zniknęło.

To była świetna prezydencja. Sądzę, że na tle przyszłych prezydencji, w szczególności cypryjskiej i irlandzkiej, wizerunek Polski będzie się polepszał.

- To oznacza, że nie ma pan wielkich oczekiwań, czy że zadania prezydencji okażą się zbyt trudne?

- Jest kilka warunków dobrej prezydencji. Po pierwsze - silny, stanowczy rząd. Polska dała radę mimo wyborów parlamentarnych w środku prezydencji. Inne rządy, które obejmą prezydencję, nie wyglądają na silne i stanowcze.

- To bardzo miło brzmi, ale jeśli się zastanowić, to jakie były zalety i wady prezydencji? Dlaczego nazywa ją pan sukcesem?

- Ponieważ mimo tego potwornego kryzysu prace legislacyjne Unii postępowały. Praca prawotwórcza instytucji unijnych szła naprzód. Mamy rezultat rozmów w Durban, który na pierwszy rzut oka wygląda na bardzo dobry. I wreszcie mieliśmy z polskiej strony silne zaangażowanie w kierunku politycznej integracji UE. Dokończenie procesu integracji Chorwacji z UE nie było łatwe. Polska nie powinna odczuwać nic poza pewnością siebie wynikającą z udanej prezydencji. Polacy w Brukseli i Strasburgu naprawdę weszli na scenę.

- A jakieś porażki?

- Ta oczywista: ratowanie wspólnej waluty. Ale winy za to (kondycję euro - red.) oczywiście nie można całkowicie zrzucać na polską prezydencję. Słaby był postęp w wymiarze Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony - ale i tego nie można zrzucać na Polskę, która tak właściwie wypowiedziała się za dalszymi, szybszymi postępami.

- Czyli można stwierdzić, że jako całokształt prezydencja dobrze przysłużyła się obrazowi Polski w Europie? Czy naprawdę go zmieniła? Polska pracowała na to, jak jest postrzegana, przez lata. Czy prezydencja była dużym krokiem w tym kierunku?

- Tak.

- Więc jaki jest teraz ten obraz?

- To jest obraz pewnego siebie gracza w sprawach europejskich, który prawdopodobnie mógłby w pewnym stopniu zająć miejsce Wielkiej Brytanii jako trzeci partner Paryża i Berlina.

- A jaki był poprzedni obraz?

- Kraju, który wciąż szuka swojej bazy, podstawy, w tych sprawach.

*) Andrew Duff jest brytyjskim europosłem, w latach 2002-2003 był przewodniczącym parlamentarnej grupy Europejskich Liberałów, Demokratów i Reformatorów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM