Co zrobią Chiny po śmierci dyktatora Korei Płn.? "Chcą utrzymać przy władzy obecny reżim"

- Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wiadomość o tym, że lider KRLD Kim Dzong Il nie żyje - oświadczył dziś rzecznik chińskiego MSZ, Liu Weimin. W czasie, gdy Pekin składał kondolencje Koreańczykom, władze ChRL już miały zacząć obmyślać, w jaki sposób zapewnić swemu północnemu sąsiadowi bezproblemowe przekazanie władzy.
Na następcę Kim Dzong Ila, który zmarł w sobotę rano, typowany jest jego najmłodszy syn. Ok. 28-letni Kim Dzong Un przynajmniej od roku przygotowywany był do tej roli. W 2010 roku nie tylko powierzono mu wysokie stanowiska partyjne i przyznano cztery gwiazdki generalskie - pomimo zupełnego braku doświadczenia wojskowego - ale i zabrano w podróż do Chin, gdzie miał zostać przedstawiony jako sukcesor dotychczasowego dyktatora. Problem w tym, że przywódca reżimu odszedł za wcześnie.

- Sądzę, że Chiny bardzo niepokoi. Chińskie władze liczyły na bezproblemowe zachowanie ciągłości władzy - przyznała Stephanie Kleine-Ahlbrandt, ekspertka International Crisis Group z Pekinu. - Zamysł był taki, że Kim Dzong Il będzie rządził Koreą jeszcze przez parę lat i w tym czasie będzie przygotowywał grunt do gładkiego przekazania władzy swojemu następcy. Muszą teraz zrobić wszystko, aby Kim Dzong Un się na czymś przypadkiem nie potknął - dodała.

Chiny muszą chronić stabilność na granicy

Mimo nieporozumień w ostatnich latach między oboma krajami - głównie na tle rozbudowywania przez Koreę jej programu nuklearnego - Chinom bardzo zależy na utrzymaniu przy władzy jej obecnego reżimu. Jak zwracają uwagę analitycy, pierwszym powodem dla tego jest niestabilna sytuacja wewnętrzna Korei Północnej. Według ONZ aż 6 mln ludzi z 24-milionowego społeczeństwa głoduje. Tym, którzy decydują się uciec z kraju, zazwyczaj najłatwiej jest przekroczyć pieszo granicę z Chinami.

Pekin obawia się, że w razie upadku reżimu, miliony uciekających przed śmiercią głodową Koreańczyków będą szukać schronienia właśnie w ChRL, destabilizując kompletnie sytuację na granicy. Prof. Susan Shirk z University of California uważa, że w tej sytuacji Chinom powinno bardzo zależeć nie tylko na poparciu Kim Dzong Una jako prawowitego następcy ojca, ale i poważnym wsparciu humanitarnym Korei.

Zyski z eksportu i bezpieczeństwo w regionie

To jednak nie jedyny powód, dla którego Pekinowi zależy na bezproblemowej sukcesji. Pjongjang jest gospodarczo absolutnie uzależniony od Chin, które to uzależnienie z roku na rok rośnie. W zeszłorocznym raporcie o stosunkach chińsko-koreańskich Council of Foreign Relations Jayshree Bajoria podaje, że eksport do Korei Północnej przyniósł Chinom w 2008 roku blisko 3 mld dolarów - ponad 41 proc. więcej niż w roku poprzednim. Niektóre statystyki pokazują, że nawet 90 proc. zasobów energii elektrycznej, 80 proc. dóbr konsumpcyjnych i 45 proc. żywności KRLD pochodzi właśnie z Chin. Pekin korzysta również z bardzo faworyzujących warunków umów z koreańskim biznesem.

Zachowanie przy władzy obecnego koreańskiego reżimu oznacza dla Chin również utrzymanie buforu bezpieczeństwa na ich północno-wschodniej granicy. W ten sposób Pekin nie musi obawiać się sąsiedztwa demokratycznej Korei Południowej, w której stacjonuje blisko 30 tys. amerykańskich żołnierzy, i - jak pisze Shen Dingli z szanghajskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych - "może skupić swój militarny potencjał na granicy z Tajwanem, który walczy o niepodległość". Sojusz wojskowy z KRLD oznacza również utrzymanie dominacji w tej części kontynentu w sytuacji, kiedy Japonia odbudowuje swoją potęgę militarną.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM