Śmierć Kim Dżong Ila kompletnie zaskoczyła wywiady USA i Korei Południowej. Szpiedzy nic nie wiedzieli przez 51 godzin

Zachodni eksperci i analitycy przyznają, że okoliczności śmierci Kim Dżong Ila upewniły ich w jednym: o Korei Północnej nie wiedzą prawie nic. Dotkliwą klęskę poniosły szczególnie służby specjalne Korei Południowej i USA
Choć śmierć dopadła Kima w sobotę rano czasu lokalnego, czyli w piątek wieczorem czasu waszyngtońskiego, nikt poza grupą wtajemniczonych w Korei Północnej nie miał o tym pojęcia przez następnych 51 godzin. Ani stała obserwacja amerykańskich satelitów szpiegowskich, ani nasłuch elektroniczny za pomocą superczułych południowokoreańskich anten rozmieszczonych na granicy, ani szpiedzy nie zanotowali panicznych telefonów między najwyższymi urzędnikami komunistycznej Korei. Ani wielkiej liczby żołnierzy gromadzących się wokół pociągu, w którym umarł dyktator - zauważa "New York Times".

Tymczasem służby przegapiły nawet zapowiedź północnokoreańskiej telewizji o 10 rano w poniedziałek, że w samo południe nadane zostanie "nadzwyczajne oświadczenie". Jest to tym dziwniejsze, że podobny komunikat nadano na kilka godzin przed ogłoszeniem śmierci Kim Ir Sena w 1994 roku (zresztą w tamtym przypadku Pjongjang zwlekał tylko 22 godziny z podaniem informacji, a nie 51 godzin jak teraz). Dopiero kiedy w samo południe pokazała się prezenterka w żałobnym stroju i z ponurą miną, urzędnik obserwujący północnokoreańską telewizję doznał olśnienia i krzyknął: "O, Boże!".

Więcej w dziejszym wydaniu "Gazety Wyborczej"

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Skomentuj:
Śmierć Kim Dżong Ila kompletnie zaskoczyła wywiady USA i Korei Południowej. Szpiedzy nic nie wiedzieli przez 51 godzin
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX