Żołnierze mówią na nie "srebrzanka". Co zabiło pięciu Polaków w Afganistanie?

- Sprzęt, jakim dysponują polscy żołnierze w Afganistanie, jest w stanie wytrzymać niejedną minę. Ale można przecież zrobić taką, która nie tylko wysadzi pojazd, ale i wyrwie potężną dziurę w ziemi - mówi portalowi Gazeta.pl ekspert wojskowy i dziennikarz "Polski Zbrojnej" Krzysztof Kowalczyk. Co zabiło polskich żołnierzy nieopodal bazy w Ghazni?
Jak po południu ujawniło MON, na skutek wybuchu miny pułapki zginęli: st. kpr. Piotr Ciesielski, szt. szer. Łukasz Krawiec, st. szer. Marcin Szczurowski, st. szer. Marek Tomala i szer. Krystian Banach. Wszyscy służyli w 20 Bartoszyckiej Brygadzie Zmechanizowanej. Rodziny poległych żołnierzy zostały poinformowane o tragedii.

- Talibowie robią swoje miny z saletry amonowej. To jest po prostu sztuczny nawóz. Jego posiadanie jest zresztą decyzją prezydenta Karzaja zakazane w Afganistanie - mówi portalowi Gazeta.pl Krzysztof Kowalczyk. - Saletra jest przemycana w dużych ilościach przez granicę. Potem bojownicy mieszają ją z ropą naftową lub ze sproszkowanym aluminium. Polscy żołnierze mówią na te miny "srebrzanka" - właśnie przez to aluminium - opisuje dziennikarz "Polski Zbrojnej". - To jest bardzo silna mieszanina, około 70-80 proc. siły wybuchu trotylu - dodaje.

"Mamy dobry sprzęt. Ale zawsze można zrobić jeszcze większą minę"

W Afganistanie zginęło dziś pięciu polskich żołnierzy. Do ataku przyznali się talibowie. Do tragedii doszło 11 kilometrów od polskiej bazy w Ghazni. Nasi żołnierze jechali pojazdem typu M-ATV, budowanym z myślą o ochronie przed wybuchem min, drogą Highway One, prowadzącą do miejscowości, w której miało być otwarte mauzoleum. Ukryta na drodze mina domowej roboty, na którą wjechali, była jednak zbyt potężna, mogła ważyć nawet 150 kg.

- Według Amerykanów, którzy mają specjalne zespoły do badania tych min, afgańscy talibowie budują je podobnie, jak rebelianci iraccy (podczas drugiej wojny w Zatoce Perskiej - M.G.) - mówi Kowalczyk. - To nie tylko specjalny ładunek, ale i specjalna konstrukcja samej miny: dokładają tam elementy, które w trakcie wybuchu zamieniają się w pocisk - opisuje ekspert.

M-ATV słabsze od innych pojazdów typu MRAP?

Talibowie znają dobrze wagę, opancerzenie i możliwości bojowe pojazdów używanych przez polskich żołnierzy. A jadący dziś w feralnym polskim konwoju pojazd M-ATV w opinii wojskowych nie jest tak odporny na ataki bombowe jak inne używane w Afganistanie minoodporne pojazdy MRAP. Uznawane za wyjątkowo bezpieczne pojazdy, klasyczne MRAP-y były krytykowane ze względu na swój ciężar i często nie spisywały się najlepiej w górzystych afgańskich warunkach. Lżejszy i zwinniejszy M-ATV, choć również opancerzony, przynajmniej w przypadków tragedii Polaków nie zdał egzaminu.

- Były przypadki, kiedy używane przez siły koalicji w Afganistanie pojazdy wytrzymywały wybuchy potężniejszych nawet ładunków. Sprzęt, jakim dysponują polscy żołnierze, jest w stanie wytrzymać niejedną minę. Ale można przecież zrobić taką, która nie tylko wysadzi pojazd, ale i wyrwie potężną dziurę w ziemi - podkreśla Krzysztof Kowalczyk. A talibska mina dosłownie rozerwała polski pojazd na pół.

Terrorystyczna międzynarodówka: kto dziś jest talibem?

Wiedza o konstrukcji min rozchodzi się szybko, bo dziś oddziały talibów to prawdziwa terrorystyczna międzynarodówka. - Obecnie ruch talibski opiera się w dużej części na muzułmańskich najemnikach spoza Afganistanu, i to oni często są mózgami talibskich operacji terrorystycznych - mówi portalowi Gazeta.pl Kowalczyk. I znają nasze uwarunkowania kulturowe, więc atakują naszych żołnierzy, żeby osiągnąć większy efekt propagandowy - dodaje.

Efekt rzeczywiście osiągnęli - to najtragiczniejszy zamach na polskie wojsko w Afganistanie. Zabici żołnierze byli członkami Zespołu Odbudowy Prowincji (PRT) z 20. Brygady Zmechanizowanej w Bartoszycach, zajmującego się rozdawaniem ubrań i żywności, budową dróg, studni itp.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM