Tylko 18 osób z Korei Płd. jedzie składać kondolencje. Korea Płn.: Katastrofalne skutki

Do Korei Płn. udały się dziś dwie grupy prominentnych osób z Korei Płd., które zamierzają złożyć kondolencje po śmierci Kim Dzong Ila. Seul nie będzie reprezentowany podczas pogrzebu przez żadną oficjalną delegację. Korea Płn. nie kryje złości. - Będą katastrofalne skutki - ostrzega.
Obydwu delegacjom przewodniczy Lee Hee-ho, wdowa po byłym prezydencie Korei Południowej Kim Dae-jungu, który w 2000 roku zorganizował szczyt przywódców obu państw koreańskich i był zwolennikiem łagodnej polityki wobec Korei Płn. - Mam nadzieję, że moja wizyta pomoże poprawić stosunki Północ-Południe - powiedziała Lee Hee-ho. Jej delegacja przekroczyła już granicę, na terenie Korei Płn. pozostanie dwa dni, nie będzie uczestniczyć w oficjalnych uroczystościach pogrzebowych. Ma jedynie złożyć kondolencje.

Pośród 18 Koreańczyków z Południa, którzy jadą złożyć kondolencje po śmierci Kim Dzong Ila, jest także szefowa koncernu Hyundai, inwestującego w Korei Północnej.

18 osób? ''Katastrofalne skutki''

Korea Płd. zdecydowała, że nie wyśle oficjalnej delegacji na pogrzeb dyktatora. Seul zgodził się jedynie na dwudniową podróż na Północ dwóch grup z Południa. Pjongjang ostrzega, że decyzja o niewypuszczeniu z kraju większej liczby osób, które chciałyby uczestniczyć w uroczystościach żałobnych będzie miała "katastrofalne skutki" dla stosunków obu państw - relacjonują BBC i Reuters.

Żałoba w Korei Północnej potrwa do środy. Wówczas w Pjongjangu odbędzie się pogrzeb Kim Dzong Ila. Dzień później zaplanowano uroczystości upamiętniające przywódcę komunistycznej Północy.

Ostry kurs

Korea Płn. i Płd. nie utrzymują żadnych stosunków dyplomatycznych. Obywatele Korei Płd. nie mogą - bez oficjalnego pozwolenia - przekraczać granicy z Koreą Płn. Po chwilowym ociepleniu stosunków za rządów Kim Dae-junga, teraz stosunki między krajami znów są bardzo napięte. Wybrany w 2008 roku konserwatywny prezydent Lee Myung-bak zaostrzył kurs wobec sąsiada. Zrezygnował z udzielania pomocy Korei Płn., by zmusić tamtejsze władze do rezygnacji z rozwoju programu nuklearnego.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM