Śmierć w moskiewskim areszcie. "Jak więzień Oświęcimia"

Kolejna szokująca śmierć w rosyjskim więzieniu. Obrońcy praw człowieka domagają się śledztwa w sprawie śmierci 27-letniego Romana Fomkina. Karmiony psychotropami chłopak nie przeżył moskiewskiego aresztu. Przed śmiercią ważył 40 kilo.
Według oficjalnych informacji 27-latek, oskarżony o pobicie, zmarł w wyniku zatrucia. Jednak z relacji jego matki wynika, że w przypadku uwięzionego doszło do szokujących zaniedbań służby więziennej. - Nie poznałam syna, gdy zobaczyłam go w szpitalu. Wyglądał jak ofiara Oświęcimia - mówi portalowi Lifenews matka chłopaka.

Psychotropy w Butyrkach

Wiadomo, że Fomkin trafił do aresztu w lipcu. Wkrótce przewieziono go do szpitala więzienia śledczego w Butyrkach, jednego z najcięższych zakładów karnych b. ZSRR. Prawdopodobnie chorował psychicznie. W szpitalu Romie podawano leki psychotropowe na schizofrenię. Matka chłopaka wielokrotnie pisała wnioski, by syn mógł przebywać w areszcie domowym. Bezskutecznie.

Reanimacja. A sąd swoje

23 października Romana przewieziono do szpitala miejskiego z diagnozą: zatrucie środkami psychotropowymi. Trafił na miesiąc na reanimację. Gdy lekarze walczyli o życie chłopaka, sąd przedłużył mu tymczasowy areszt. Pod koniec listopada trafił na oddział szpitalny więzienia Matrosskaja Tiszina (to w tym zakładzie zginął prawnik Siergiej Magnicki). Pierwszego grudnia 27-latek znowu trafił do cywilnego szpitala. Tym razem w stanie śpiączki.

Miał 172 centymetry wzrostu i ważył 40 kilogramów

- Więzienni lekarze powiedzieli, że Roma sam wziął silny neuroleptyk Aminazin, ale nie powiedzieli jak mógł on trafić do rąk osadzonego w celi więźnia. Miał 172 centymetry wzrostu i ważył 40 kilogramów - matka zmarłego więźnia płacze.

7 grudnia Roma znów trafia do celi. - Prosiłam, bym sama mogła się nim zajmować: "Pozwólcie przynajmniej będę go karmić, a na noc pójdę. Postawcie i dziesięciu strażników wokół mnie" - opowiada matka. Władze więzienia odmówiły.

Reanimacja ponownie

Na reanimację do normalnego szpitala Fomkin wraca bardzo szybko. Po dwóch dniach. Lekarze zobaczyli szkielet obciągnięty skórą. - Byłam u niego następnego dnia, był szoku, zarośnięty, wyglądał jak staruszek - opowiada matka. Po sześciu dniach Fomkin już nie żył.

- Wyglądał jak więzień obozu koncentracyjnego - potwierdza Walentin Bogdan, obrońca praw człowieka z fundacji "W obronie praw więźniów", która o sprawie zawiadomiła prokuraturę. - Służba więzienna umywa ręce, bo chłopak zmarł w cywilnym szpitalu i nie zamierzają za nic odpowiadać - relacjonuje Walentin Bogdan.

"Był niepotrzebny"

Matka chłopaka jest przekonana, że za śmierć odpowiadają władze więzienia. - Lekarze ze szpitala miejskiego byli przekonani, że załatwili go w Matrosskoj Tiszinie. W więzieniu nikt się nim nie zajmował, nikt go nie karmił. Po prostu był niepotrzebny - mówi matka.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM