Orban rozmontował demokrację. Dlaczego milczymy w sprawie Węgier?

Dlaczego polscy politycy nie protestują przeciwko sytuacji na Węgrzech? - A gdyby w Polsce działy się podobne rzeczy oczekiwalibyśmy, że inne państwa będą reagowały. A na Węgrzech dzieje się bardzo źle - mówił w TOK FM Adam Bodnar z HFPC. Węgierski parlament przed końcem roku przegłosował m.in. poprawkę do konstytucji, która uznaje Węgierską Partię Socjalistyczną za organizację przestępczą. Wcześniej znacznie ograniczono m.in. suwerenność banku centralnego i Trybunału konstytucyjnego.
Nowe przepisy dotyczące banku centralnego wprowadzono mimo protestu Brukseli. Przewodniczący KE - Jose Manuel Barroso - zwrócił się do premiera Węgier o wycofanie z parlamentu ustaw o banku centralnym i stabilizacji finansowej. Specjalny list wysłała do Victora Orbana Hilary Clinton. Szefowa amerykańskiej dyplomacji już nie pierwszy raz zwróciła uwagę na stanem swobód demokratycznych na Węgrzech.

Ale na próżno szukać stanowiska polskich polityków w sprawie sytuacji na Węgrzech. Oczywiście poza słynnymi tęsknotami prezesa PiS. Jarosław Kaczyński marzy, żeby w Warszawie kiedyś był Budapeszt. Dlatego pewnie milczy, kiedy Węgrzy protestują...

Ale Adam Bodnar pytał w TOK FM, dlaczego głosu do tej pory nie zabrało polskie MSZ. - Na Węgrzech dzieje się bardzo źle. To nie jest problem, że parlament przegłosował jedną poprawkę. Mamy do czynienia z całkowitym rozmontowaniem demokracji w państwie, które jest członkiem Unii Europejskiej. Martwi mnie, że zupełnie nie ma oficjalnego stanowiska MSZ, ani że żadna partia opozycyjna nie zabrała głosu. A gdyby w Polsce działy się podobne rzeczy oczekiwalibyśmy, że inne państwa będą reagowały i wzmacniały ruchu demokratyczne - uważa prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

I przypomina, że już rok temu przeciwko ograniczaniu wolności mediów protestowała np. żona szefa polskiej dyplomacji - Anne Appelbaum.

Adam Michnik nie wystarczy

Jak przypominał Bodnar, wcześniej polskie milczenie tłumaczono obawami przed ew. problemami przy przekazywaniu nam przez Węgry unijnej prezydencji. - Natomiast teraz nie jest w stanie kompletnie zrozumieć, dlaczego Polska nie reaguje. Nie wiem, jaki sens mają mieć polskie działania promujące demokrację i prawa człowieka w krajkach Partnerstwa Wspólnego czy państwach arabskich, w sytuacji kiedy Węgry przestało być państwem demokratycznym - zastanawiał się prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Adam Bodnar nie ma wątpliwości, że zagraniczne wsparcie potrzebne jest nie tylko politykom węgierskiej opozycji. Ale także działaczom organizacji pozarządowych i wszystkim, którzy dzięki internetowi organizują manifestacje. - To nie powinien być jeden Adam Michnik, który pojedzie na manifestację i przemówi. To powinien być aktywny udział naszych polityków, MSZ we wspieraniu ruchów demokratycznych. Tam chodzi o to, żeby odzyskać demokrację. O nic więcej.

Przestępcy z opozycji

Jedna z przyjętych w grudniu poprawek do nowej węgierskiej konstytucji uznaje największe ugrupowanie opozycyjne, Węgierską Partię Socjalistyczną, za "organizację przestępczą", gdyż jest spadkobierczynią Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, która rządziła Węgrami w latach dyktatury komunistycznej.

Według Bodnara taki przepis może skutkować "rozpoczęciem licznych procesów w stosunku do działaczy partii socjalistycznej". - Socjaliści zadeklarowali, że nie będą brali udziału w pracach parlamentu. Zapowiadają protesty na ulicach. I jak prawo nie będzie zmienione, nie będą uznawali obowiązywania tej poprawki - mówił prawnik.

Jak dodał, wielu jego znajomych - węgierskich konstytucjonalistów - przyznało, że przewidywali złe scenariusze. - Ale nawet ich zaskoczyło, to co się dzieje - podkreślał gość Komentarzy Radia TOK FM.

Pierwsza w tym roku manifestacja węgierskiej opozycji ma się rozpocząć o 18.

Węgrzy mają najwyższą w Europie stawkę podatku VAT. Ma to załatać dziurę w budżecie>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM