Rozmowy z Costa Concordia: Kapitan Schettino okłamywał straż przybrzeżną [STENOGRAMY]

Kapitan Francesco Schettino przez godzinę po katastrofie Costa Concordia okłamywał straż przybrzeżną, twierdząc, że na statku doszło do ?małej awarii?. Potem kilka razy skłamał mówiąc o liczbie pasażerów pozostałych na statku.
Stenogramy rozmów kapitana ze strażą przybrzeżną opublikowały włoskie dzienniki "Il Fatto Quotidiano" i "Corriere della Serra".

"To tylko mały problem"

Luksusowy wycieczkowiec osiada na skałach w sobotę ok. 21.19. Pasażerowie, zebrani na uroczystej kolacji, słyszą przerażający hałas. W kadłubie tworzy się 30-metrowa dziura, przez którą wlewa się woda. Na luksusowym statku gaśnie światło, wybucha panika.

O 21.49 straż przybrzeżna po raz pierwszy kontaktuje się z kapitanem. - Concordia wszystko ok? - pyta straż. - Tak, mamy tylko mały problem techniczny - kłamie Schettino.



Pięć minut później jeden z pasażerów wycieczkowca dzwoni i alarmuje straż mówiąc o problemach. Zaniepokojony funkcjonariusz znów dzwoni do kapitana. - Concordia zastanawiam się, czy wszystko jest w porządku? - pyta. - To tylko problem techniczny - odpowiada Schettino. - Możesz nam podać swoją pozycję? - naciska funkcjonariusz. - Mamy tylko problem techniczny i nie możemy. Jak go rozwiążemy, to was poinformujemy - wykręca się kapitan.

Kapitan ucieka na brzeg, statek tonie

Od tego momentu wszystkie połączenia na Costa Concordia pozostają bez odpowiedzi. Jeden ze świadków około 23.30 widzi kapitana zawiniętego w koc w drodze na brzeg. Ewakuację zarządzono dopiero około północy.

O godzinie 0:32 straż dzwoni do kapitana i pyta ile osób zostało na statku. - Dwieście, trzysta - odpowiada Schettino. W rzeczywistości na Costa Concordia jest około 4 tys. osób.

O 0:42 straż znów pyta kapitana ile osób zostało na pokładzie. - Czterdzieści - odpowiada Schettino. Funkcjonariusz jest zaskoczony, małą liczbą pasażerów. - Nie jestem na pokładzie, zostawiliśmy statek, bo się przechyla - wyjaśnia mu kapitan. Zaskoczony funkcjonariusz próbuje go dopytywać, ale Schettino szybko się wycofuje i mówi, że nadal jest na statku.

"Proszę wracać na statek. To rozkaz!"

O 1:46 straż znów dzwoni do kapitana. - Proszę natychmiast wrócić na statek. Musi mi pan powiedzieć, ile pasażerów zostało - nakazuje wzburzony pracownik straży. - Jestem na pokładzie, ale jestem tutaj - odpowiada niejasno Schettino.

Funkcjonariusz myśli, że Schettino nie chce wracać na statek i stawia mu ultimatum. - Kapitanie, to jest rozkaz. Teraz ja tutaj dowodzę. Tam są ciała - mówi. - Ile? - pyta Schettino. - To pan powinien mi to powiedzieć! Co chcesz zrobić Schettino, wracać do domu? Wracaj na pokład i powiedz mi jak wielu ludzi zostało i co trzeba dla nich zrobić - nakazuje pracownik straży. - Dobra, idę - kończy rozmowę Schettino.

Wkrótce później jednak kapitan dociera na brzeg i zatrzymuje taksówkę. - Niech mnie pan zabierze jak najdalej stąd - mówi do kierowcy.

Ewakuacja kończy się dopiero przed godziną 4 w nocy.

Włosi nienawidzą "kapitana-tchórza"

Kapitana aresztowano w niedzielę wraz z pierwszym oficerem Ciro Ambrosio. Schettino szybko obwołano "kapitanem-tchórzem" i "najbardziej znienawidzoną osobą we Włoszech". Według morskiego obyczaju kapitan jako ostatni schodzi z pokładu. Prokurator Francesco Verusio z Grosseto stwierdził, że zachowanie kapitana było "niewybaczalne".

W katastrofie Costa Concordia zginęło siedem osób, a 29 nadal uważa się za zaginione. Przyczyną katastrofy był zły manewr i podpłynięcie za blisko brzegu. Sam Schettino tłumaczył, że skał, na które wpadła Costa Concordia nie było na mapie.

Aresztowany kapitan przebywa obecnie w areszcie i jest pod obserwacją. Śledczy boją się, że może się okaleczyć. Jeszcze dziś zostanie przesłuchany przez prokuratora. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM