Eurodeputowany: Sarkozy to prawdziwy król wydatków. 10 tys. euro dziennie na jedzenie

Nicolas Sarkozy, który lubi pouczać innych o potrzebie oszczędzania, sam wydaje dziennie na jedzenie 12 tys. euro i trzyma w piwnicach Pałacu Elizejskiego 121 samochodów. O takim trybie życia prezydenta Francji pisze w książce "L'argent de l'État" ("Pieniądze od państwa") socjalistyczny deputowany Rene Dosiere, a jego wyliczenia cytuje brytyjski "Daily Mail".
Pozycja prezydenta we Francji zawsze okraszona była wyjątkowym splendorem. Wystawne przyjęcia, defilady, podróże - wszystko to miało przypominać o mocarstwowych ambicjach kraju. Sarkozy, mimo zapewnień o redukcji i większej przejrzystości wydatków, nie dotrzymał słowa i, jak pisze Dosiere, jego dwór pochłania więcej pieniędzy niż Pałac Buckingham. Jednak najgorsze według politycznego oponenta jest to, że prezydent Francji lekką ręką sięga po państwowe pieniądze, kiedy ma zamiar wydać je w celach prywatnych.

Owszem, w Paryżu nie doszło do rocznego przyjęcia w pałacowych ogrodach, co pozwoliło zaoszczędzić ponad pół miliona euro. Jednak nie dalej jak w ubiegłym tygodniu Sarkozy wysłał państwowym odrzutowcem pomoc medyczną dla swojego syna, który przebywał na Ukrainie. Koszt to 26 tys. euro wylicza w artykule "Daily Mail".

Sarkozy lubi sobie polatać

Do dyspozycji prezydenta Francji jest Airbus A330. "Air Sarko One" lata częściej niż inne samoloty prezydenckie na świecie, a Sarkozy'emu towarzyszy nawet 300-osobowa delegacja. Roczny koszt utrzymania maszyny wynosi 260 mln euro.

Sarkozy lata czasem na bardzo krótkich trasach. Ostatnio wybrał się do Saint-Quentin, które położone jest zaledwie ponad sto kilometrów od stolicy. Kosztowało to budżet państwa 423 tys. euro.

Państwo Sarkozy potrafią polecieć na przykład do Lascaux, by zwiedzić malowidła w grotach. Oczywiście na koszt państwa, nawet jeśli tylko minuta lotu kosztuje 840 euro.

Także pojeździć i pojeść

Prezydent Francji utrzymuje też ogromną, bo liczącą 121 flotę samochodów. Tylko ich ubezpieczenie kosztuje 120 tys. euro rocznie, a paliwo kolejne 330 tys. euro. Jego poprzednik, Jacques Chirac, miał o połowę samochodów mniej.

Do tego dochodzą potężne koszty biesiadowania w Pałacu Elizejskim. Powszechnie pija się tam wino z rejonu Crozes-Hermitage, które kosztuje 200 euro za butelkę. Popija nie się nim oczywiście wyszukane potrawy, na stołach królują homary i inne nietanie smakołyki. Jak za czasów dynastii Burbonów. Kosztuje to wszystko blisko 115 mln euro.

DOSTĘP PREMIUM