W Australii będą skanować całe ciała. Inaczej nie polecisz

Od lipca pasażerowie korzystający z linii lotniczych w Australii będą musieli przechodzić przez urządzenia skanujące ich całe ciała. Jeśli odmówią, nie polecą. W tym tygodniu sprawą zajmie się federalny parlament, ale system jest już gotowy do pracy.
Nowy system bezpieczeństwa kosztował 28 mln australijskich i był już testowany w sierpniu i wrześniu ubiegłego roku w portach lotniczych w Sydney i Melbourne - pisze portal theaustralian.com. Rząd twierdzi że jest to najnowocześniejszy system z istniejących, i że potrafi on wykryć nawet najmniejsze kawałki metalu.

I, co wydaje się najważniejsze, prześwietlona osoba będzie widoczna na ekranie jako sylwetka, a nie nagi człowiek, jak miało to miejsce podczas skanowania w USA. Nie będzie można nawet rozpoznać płci, a po kontroli zdjęcie będzie usuwane. Dlatego też system zyskał poparcie komisji do spraw prywatności.

- Myślę, że pasażerowie zrozumieją nasze starania o zapewnienie bezpeiczeństwa - powiedział Anthony Albanese, australijski minister transportu.

Zapewnia on, że fale emitowane przez urządzenie nie są groźniejsze od tych, które nadają telefony komórkowe. Jedynie pasażerowie z specyficznym schorzeniami mogą zostać nieskontrolowani. Reszta będzie musiała przejść przez bramki, inaczej nie zostanie dopuszczona do samolotu.

Skanery pojawią się na ośmiu portach lotniczych w Australii: w Adelajdzie, Brisbane, Cairns, Gold Coast, Melbourne, Perth i Sydney.

Podobne skanery zostały już wprowadzone na lotniskach w Wielkiej Brytanii, Holandii i Nigerii. Pokazują one jedynie kontury ciała. Te, przeciwko którym protestowano m.in. w USA, pokazywały każdy ukryty w ubraniu lub na ciele przedmiot: nóż, broń czy materiały wybuchowe. Wykrywały też silikon, kolczyk w pępku i pokazywały intymne części ciała.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM