Wybory w USA. Dekret Obamy każe katolikom wykupywać antykoncepcję. Przełom w kampanii?

Barack Obama, nawet gdyby się starał, nie mógł dać Republikanom lepszego prezentu w roku wyborczym. Prezydent USA podpisał dekret, który nakazuje amerykańskim pracodawcom - z katolickimi uniwersytetami i szpitalami włącznie - zapewniać pracownikom dostęp do darmowej antykoncepcji. Skłócona ostatnio opozycja znalazła oto punkt, wokół którego może się zjednoczyć, a Demokraci - podzielić się.
Zgodnie z nowym kontrowersyjnym dekretem administracji USA wszyscy amerykańscy pracodawcy będą zobowiązani do wykupienia takiego pakietu ubezpieczeń zdrowotnych, który pokryje koszty zakupu także środków antykoncepcyjnych, środków poronnych oraz sterylizacji. Z projektu nie zostali wyłączeni - mimo walki duchownych - katoliccy pracodawcy z uniwersytetów, organizacji charytatywnych czy szpitali.

Demokraci dołączają do chóru GOP

Na to - wydaje się - czekała tylko Partia Republikańska (GOP), którą podzieliły ostatnie prawybory, wokół których coraz bardziej zagęszczała się atmosfera. Jeszcze gorsza dla Baracka Obamy wiadomość jest taka, że projekt, który podpisał, spotkał się z krytyką nie tylko opozycji, ale i przedstawicieli jego własnej partii. Kilku prominentnych chrześcijańskich Demokratów odwróciło się od prezydenta USA i dołączyło do republikańskiego chóru krytyków.

Jak wylicza serwis Politico.com, może tych wewnątrzpartyjnych oponentów nie ma wielu, ale na pewno zajmują oni kluczowe stanowiska. Są wśród nich m.in. senatorowie z dwóch tzw. "swing states" (stanów, w których ani Republikanie ani Demokraci nie mają przeważającego poparcia; wygrana w tych stanach bywa decydująca dla ostatecznego wyniku wyborów), Tim Kaine i Bob Casey oraz przewodniczący kierownictwa Partii Demokratycznej, John B. Larson. Brak ich zdecydowanego poparcia może się skończyć dla Obamy katastrofą.

Partia Obamy: Dekret jest nie-amerykański

Kaine, dawny gubernator Wirginii, stwierdził, że o ile zgadza się z tym, by ubezpieczenia zdrowotne pokrywały koszty zapobiegania niechcianym ciążom, to dekret powinien zawierać znacznie szerszą klauzulę sumienia. - Popełnili błąd, nie pozwalając na zwolnienie z tego obowiązku religijnych pracodawców - przyznał.

Bob Casey tymczasem wystosował w tej sprawie specjalne oświadczenie, w którym napisał, że jest "zawiedziony, że dokument nie opiera się na zrównoważonym kompromisie, który uwzględnia wolę podmiotów wierzących, które sprzeciwiają się antykoncepcji". Inni Demokraci z kolei mówili już zupełnie otwarcie, że dekret jest "nie-amerykański" i stanowi "bezpośrednią obrazę dla wolności religijnej, którą gwarantuje pierwsza poprawka (do Konstytucji USA - red.)".

"Demokraci wywołali wilka z lasu"

Republikanie tymczasem triumfują. Nie tylko znaleźli punkt, wokół którego mogą ponownie zjednoczyć rozproszone szeregi, ale i znaleźli punkt, który podzieli oddziały ich przeciwnika. GOP nazywa kontrowersje wokół dekretu - jak pisze Politico.com - "wojną Obamy przeciwko wolności religijnej". - Demokraci chyba wywołali właśnie wilka z lasu - stwierdził republikański senator, John Thune.

Duchowni amerykańscy apelowali wcześniej do Baracka Obamy o rozszerzenie klauzuli sumienia w dekrecie tak, aby obejmowała ona nie tylko synagogi, meczety, kościoły etc., ale także instytucje prowadzone przez przedstawicieli organizacji religijnych. - Muszę przyznać, że mam poczucie osobistego rozczarowania - skwitował abp Timothy Dolan, metropolita nowojorski i przewodniczący amerykańskiego episkopatu.

Katolików w USA jest 70-78 mln, co stanowi 22-26 proc. populacji. W 32 stanach są oni największym wyznaniem. Według badań 85 proc. z nich uważa swoją wiarę za ważną lub bardzo ważną. W wyborach 2008 roku na Baracka Obamę głosowało 54 proc. katolickich wyborców, a na Johna McCaina - 45 proc. Katolikiem jest także wiceprezydent, Joe Biden.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM