Polska ambasada stara się wydostać z Syrii ciało Marie Colvin

Polska ambasada w Syrii podejmuje zabiegi dyplomatyczne, by wywieźć z miasta Hims ciało zabitej w środę reporterki "The Sunday Times" Marie Colvin - pisze "Polska. The Times". Dziennikarka była obywatelką USA, a polska ambasada reprezentuje w Syrii interesy tego kraju. Nasi dyplomaci starają się dotrzeć do przebywających w Syrii Amerykanów. W mieście trwają ciężkie walki, w wyniku bombardowań ginie wielu ludzi.
Amerykanie wycofali z Syrii personel dyplomatyczny. - Ambasador pozostaje w stałym kontakcie z władzami syryjskimi oraz Syryjskim Czerwonym Półksiężycem - potwierdził Marcin Bosacki, rzecznik MSZ. Misja jest bardzo trudna, bowiem w Hims trwają ciężkie walki sił rządowych z rebeliantami.

Także ambasady brytyjska i francuska zaangażowane są w wydostanie z miasta ciała francuskiego reportera Remi Ochlika oraz rannych dziennikarzy. Dziennikarze mogli wyjechać z miasta w piątek oraz w sobotę konwojem Czerwonego Krzyża podczas dwugodzinnego zawieszenia broni, ale obawiali się, że zostaną aresztowani, ponieważ wjechali do Syrii nielegalnie. Jeden z nich, Paul Conroy, powiedział, że nie wyjedzie bez ciała Marie Colvin. Kolejna próba wywiezienia dziennikarzy ma nastąpić dziś.

Polscy dyplomaci nie chcą zdradzać zbyt wiele, zasłaniając się tajemnicą - pisze "Polska". Wiadomo, że nasi dyplomaci starają się pomóc wszystkim Amerykanom przebywającym na terenie Damaszku.

Zginęli na dziennikarskim posterunku

Dziennikarka "Sunday Timesa" Marie Colvin i zdobywca World Press Photo Remi Ochlik zginęli w ostrzeliwanym przez syryjski reżim Hims. Reporterzy przebywali w prowizorycznym centrum prasowym, w które uderzyła rakieta wystrzelona przez siły reżimu. Gdy próbowali uciec, trafił w nich kolejny pocisk.

W piątek Syryjski Czerwony Półksiężyc i Czerwony Krzyż ewakuowały siedmioro rannych oraz 20 kobiet i chorych dzieci do szpitala w Al-Amin, dwa kilometry od dzielnicy Baba Amro bombardowanej od trzech tygodni przez siły wierne prezydentowi Baszarowi al-Asadowi.

W Aleppo, drugim co do wielkości mieście kraju, policja otworzyła dziś ogień do uczestników manifestacji, w której brało udział około 4 tys. ludzi. Od salw policji i wojska zginęło tam co najmniej trzech demonstrantów. W piątek w Syrii zginęły według obrońców praw człowieka co najmniej 103 osoby, głównie cywile, z czego 22 w Hims.



DOSTĘP PREMIUM