Tylko jeden dziennikarz uratowany z Syrii. Troje wciąż w Hims. Akcja kosztowała życie trojga ludzi

Ranna dziennikarka Edith Bouvier nie została przemycona do o Libanu - podała agencja AFP. Wcześniej informowano o uratowaniu dwojga reporterów - Bouvier i Paula Conroya. W akcji pomocy dziennikarzom zginęły trzy osoby. Brytyjskie MSZ potwierdziło uratowanie Conroya. Ocalenie Bouvier potwierdził Nicolas Sarkozy. Później wycofał się z tej informacji. Syryjska opozycja twierdzi, że Francuzka wciąż jest w Hims.
Około południa informacje o wywiezieniu korespondentów zdementował na Twitterze znany korespondent z Afganistanu Miles Amoore. Jednak później, powołując się na libańskich dyplomatów, agencja AFP podała, że Edith Bouvier i Paul Conroy są już bezpieczni w Libanie. Te informacje potwierdził też prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Teraz jednak odwołał swoje oświadczenie. Według przedstawicieli syryjskiej opozycji Edith Bouvier wciąż jest w Hims.

Bouvier i Conroy zostali ranni w ostatnią środę podczas ataku prorządowych sił syryjskich na miasto Hims. O pomoc w ewakuacji z kraju prosili w zamieszczonym na YouTube nagraniu.



Sarkozy: Otrzymałem informację, że Bouvier jest bezpieczna

Informacje o uratowaniu Edith Bouvier potwierdził po południu Nicolas Sarkozy. - Jestem szczęśliwy, że ten koszmar już się skończył - powiedział francuski prezydent telewizji BFM w mieście Montpellier, gdzie akurat prowadził swoją kampanię prezydencką. Dodał, że "negocjacje nie były łatwe".

Dopytywany o szczegóły prób wydobycia Bouvier z Syrii francuski prezydent stwierdził jednak tylko, że "został poinformowany, że akcja "została przeprowadzona". Nie wiadomo było jednak, gdzie dokładnie znajduje się w tej chwili francuska dziennikarka. Nie wiadomo też, z jakiego źródła Sarkozy otrzymał takie informacje. Francuskie MSZ i pałac prezydencki wciąż nie mogły potwierdzić przemycenia Bouvier do Libanu. I słusznie. Kilka godzin po radosnym oświadczeniu Sarkozy odwołał je i przeprosił.

Londyn: Paul Conroy jest bezpieczny

Udało się za to uwolnić Paula Conroya. Brytyjskie Foreign Office oświadczyło, że ranny dziennikarz jest bezpieczny. Pracujący dla brytyjskiej gazety "Sunday Times" reporter jest w brytyjskiej ambasadzie, gdzie "udzielana jest mu wszelka niezbędna pomoc". Dziennikarz "jest w dobrej formie" - potwierdził rzecznik "Sunday Times'a".

Według cytowanego przez AFP libańskiego aktywisty, który miał pomagać w przeszmuglowaniu Conroya, 47-letni reporter i wspomagający go ludzie po północy przejechali na motocyklach syryjsko-libańską granicę w pobliżu wioski Hnayder i znaleźli się bezpiecznie w regionie Libanu zwanym Wadi Khaled. Potwierdziła się tym samym krążąca wcześniej w mediach inna wersja wydarzeń, według której z oblężonego Hims udało się wydobyć tylko Paula Conroya. Tę wiadomość potwierdził brytyjskim mediom ojciec fotoreportera, który dostał tę informację z Libanu.

Akcja ratunkowa dla dwóch osób kosztowała życie trzech?

Ale akcja ratunkowa dla zachodnich dziennikarzy kosztowała niejedno ludzkie życie. Wissam Tarif, szef międzynarodowej organizacji pozarządowej Avaaz, która pomagała w przeszmuglowaniu dziennikarzy przez granicę, oświadczył, że troje jej członków zginęło, próbując wydostać reporterów z ostrzeliwanej przez syryjskie wojska rządowe dzielnicy Hims, Baba Amr.

- Troje działaczy zginęło od syryjskiego ognia, gdy próbowali pomóc dziennikarzom przedostać się przez Baba Amr - oświadczyła organizacja Avaaz.

Avaaz koordynowała akcję ratunkową wraz z działaczami syryjskiej opozycji z oblężonego Hims na całym odcinku - od wywiezienia dziennikarzy z miasta aż do bezpiecznego transferu za libańską granicę. Łącznie w akcji pomocy zachodnim reporterom i w próbach dostarczenia pomocy do Baba Amr zginęło 13 członków Avaaz. - W czasie, gdy Paula Conroya udało się wywieźć z miasta, 10 działaczy zginęło podczas próby dostarczenia lekarstw i zapasów mieszkańcom Baba Amr - oświadczyła organizacja.

Troje dziennikarzy wciąż uwięzionych w Homs

Paul Conroy i Edith Bouvier zostali ranni 22 lutego w ataku rakietowym na zaimprowizowane centrum medialne w Baba Amr - dzielnicy miasta Hims, oblężonego przez wierne prezydentowi Baszarowi al-Asadowi wojska. W ataku tym zginęli słynna amerykańska reporterka Marie Colvin i francuski fotograf, laureat World Press Photo Remi Ochlik. Cały czas w Hims pozostaje zatem trójka zagranicznych dziennikarzy - Edith Bouvier, pracujący dla francuskiego "Le Figaro" fotoreporter William Daniels i reporter hiszpańskiego "El Mundo" Javier Espinosa. Jak pisze BBC, jeden z liderów Avaaz Ricken Patel powiedział, że podczas akcji, już po opuszczeniu Hims, grupa ratunkowa została rozdzielona przez ogień syryjskiej artylerii. Według Patela tylko grupie Conroya udało się ruszyć dalej, bo ranny dziennikarz mógł iść. Jak podkreśla korespondent BBC, ciężej ranna Bouvier musiałaby być niesiona na noszach.

Rewolta w Syrii. Ponad 7,5 tys. zabitych

Niemal rok temu na fali arabskiej wiosny rozpoczęły się w Syrii demonstracje przeciw rządom Baszara el-Asada, które przerodziły się w opór zbrojny. Według ONZ tłumienie tych wystąpień przez siły rządowe pociągnęło za sobą śmierć co najmniej 7,5 tys. ludzi. USA potępiają brutalne tłumienie rewolty przez reżim Asada. Interesy USA w Syrii reprezentuje obecnie Polska, ponieważ ambasada Stanów Zjednoczonych w Damaszku zdecydowała się zawiesić działalność w tym kraju. Dziś rzecznik MSZ Marcin Bosacki podał, że ambasador RP w Damaszku, we współpracy m.in. z amerykańskimi i brytyjskimi dyplomatami, podejmuje działania na rzecz wywiezienia z Syrii ciała Marie Colvin oraz ewakuacji innych zachodnich dziennikarzy.

DOSTĘP PREMIUM