Polski kitesurfer odnaleziony. ''Kolorowy latawiec przyciągnął rekiny''

- To była najgorsza, a zarazem najlepsza noc w moim życiu - mówi radiu TOK FM odnaleziony po dwóch nocach na Morzu Czerwonym polski kitesurfer Jan Lisewski. Zanim odnalazły go służby ratownicze Arabii Saudyjskiej, Polak musiał walczyć z rekinami. Już w piątek będzie w Gdańsku.


- Był "hardkor", naprawdę, to była najgorsza, a zarazem najlepsza noc w moim życiu. Musiałem użyć wszystkich swoich zmysłów, żeby nie zostać zjedzonym - opowiada Radiu TOK FM o dwóch dobach na morzu Lisewski. Największym niebezpieczeństwem dla polskiego kitesurfera okazały się rekiny.

"Było jedenastu chętnych na mój sprzęt i na mnie"

- Było jedenastu chętnych - od półtora metra do trzech - na mój sprzęt i na mnie - opisuje spotkania z rekinami. Wyjaśnia, że kolorowy latawiec przyciągał drapieżne ryby. - Ale również latawiec uratował mi życie, ponieważ rekiny atakowały od spodu i zatrzymywały się na latawcu, a ja w tym momencie je również atakowałem - i dawały spokój - opisuje ze spokojem Lisewski.



Polski kitesurfer dodaje, że czuje się ogólnie dobrze, jest tylko wyziębiony i wychłodzony. Wciąż nieznane są szczegóły jego odnalezienia, a także powody jego kłopotów i zaginięcia.

- Okazało się, że Morze Czerwone jest do przepłynięcia, ale nie do pokonania. Ma swoje chimery i tajemnice - mówi reporterce TOK FM Lisewski. I dodaje, że już w piątek o 6.45 przyleci do Gdańska. - O 13.00 mam mieć prelekcję o przepłynięciu Bałtyku i cieszę się, że się tak udało, że zdążę - mówi z prostotą Lisewski. - A teraz będę odpoczywał - śmieje się z ulgą.

Sikorski na Twitterze: "Lisewski odnaleziony. Żywy"

Pierwszy o sukcesie akcji poszukiwawczej poinformował na Twitterze Radosław Sikorski. "Chociaż tu dobra wiadomość. Jan Lisewski odnaleziony. Żywy. Dziękuję służbom ratunkowym i władzom Arabii Saudyjskiej" - napisał na Twitterze szef MSZ. Informacje ministra Sikorskiego potwierdził też rzecznik polskiego MSZ. - Otrzymaliśmy wiadomość od służb ratowniczych Arabii Saudyjskiej, że polski kitesurfer został znaleziony cały i zdrowy na Morzu Czerwonym. W tej chwili jest transportowany do szpitala - mówił Radiu TOK FM Marcin Bosacki.

Kolejne potwierdzenie ocalenia Lisewskiego przyszło od jego żony. - Jest już w szpitalu, stan ogólny lekarze oceniają jako dobry - poinformowała Małgorzata Lisewska. Na forum Kiteforum.pl zapanowała ogólna radość, a na profilu poszukiwań Lisewskiego na Facebooku ludzie prześcigali się w podziękowaniach dla jednego z arabskich członków ekipy poszukiwawczej, który opublikował tam zdjęcie odnalezionego Polaka.

Zaginięcie kitesurfera

Gdański kitesurfer zaginął w piątek podczas próby przepłynięcia bez asekuracji przez Morze Czerwone, z Egiptu do Arabii Saudyjskiej. Wystartował w piątek rano z egipskiej El Gouny. Do pokonania miał ponad 200 km do portu Duba w Arabii Saudyjskiej. Zaginął jednak na morzu. Pierwszy sygnał SOS nadał o godz. 17.00, drugi o 19.55. W sobotę o godz. 8.36 odnotowano kolejny sygnał i potem następne. Żadna z wiadomości nie zawierała jednak informacji dotyczących jego dokładnego położenia. W nocy z soboty na niedzielę GPS Lisewskiego wysłał cztery sygnały: o godz. 22.37, 00.17, 00.22 i 00.30.

Poszukiwania trwały dwa dni. Polaka szukały służby ratownicze Arabii Saudyjskiej. Ostatni sygnał z GPS Lisewskiego odebrano w niedzielę rano o godz. 7.36. Około godziny 14.00 Polaka odnalazły służby ratownicze Arabii Saudyjskiej. Lisewski miał szczęście. Dryfował po Morzu Czerwonym na zwiniętym latawcu, który działał jak tratwa. Udało mu się obronić przed rekinami, miał też zapas wody pitnej i batony energetyczne. Na jego korzyść działała też wysoka temperatura Morza Czerwonego - 20 stopni w dzień i min. 12 w nocy.

Lisewski latem 2011 r. przepłynął bez asekuracji Morze Bałtyckie. Jest instruktorem kitesurfingu.

DOSTĘP PREMIUM