Łzy w oczach Putina. Dla prezydentury warto pokazać "mokre oczy"

Na wiecu wyborczym zwycięski Władimir Putin miał w oczach łzy. Tłumaczył potem, że to przez wiatr. Opozycja kpi: "Moskwa nie wierzy łzom" - ludzie w internecie cytują tytuł filmu. Przecież poprzednią prezydenturę tego twardziela, byłego agenta KGB, definiują cztery sprawy: Czeczenia, Litwinienko, Politkowska i Chodorkowski.
Na zdjęciach z moskiewskiego wiecu po ogłoszeniu zwycięstwa Putina w wyborach prezydenckich wyraźnie widać, jak nowo wybrany prezydent Rosji emocjonalnie przeżył wybory. Łzy w oczach, płomienne przemówienie:


Putin na wiecu w Moskwie, fot. Mikhail Voskresensky/Reuters

i serdeczny, ciepły uścisk z odchodzącym z urzędu Dmitrijem Miedwiediewem. Trudno stwierdzić, kto się bardziej cieszy: czy nowy prezydent, czy ten odchodzący z urzędu.


''Na misia'', Fot. Dmitry Astakhov AP

Kamery pracują, aparaty fotograficzne strzelają klatkę za klatką. W świat - a na pewno w Rosję - idzie spod Kremla niespotykany dotąd przekaz. Putin zaprezentował się jako wrażliwy twardziel. Taki, co to i wroga pokona ("Pokazaliśmy, że nikt rzeczywiście nie może nam niczego narzucić. Nikt i niczego"), i zapłacze, jak się wzruszy.


fot. Mikhail Voskresensky/Reuters

Dotąd w rosyjskiej propagandzie i we własnych decyzjach był Putin raczej tylko twardzielem, który jak czołg rozbijał kolejne przeszkody stające przed Rosją. Radził sobie z czeczeńskimi terrorystami, niepokornymi dziennikarzami, zbuntowanymi agentami bezpieki i potężnymi oligarchami zagrażającymi jego pozycji. Zawsze wygrywał. I teraz, mimo "przebudzenia" rosyjskiego internetu i masowych protestów znów wygrał wszystko, co było do wygrania. A na scenie politycznej Rosji nie pojawił się żaden rywal, który mógłby to zmienić.

Wojna w Czeczenii

26 sierpnia 1999 rosyjska armia rozpoczyna drugą wojnę w Czeczenii. Oficjalnym powodem nowej wojny na Kaukazie jest inwazja na Dagestan dokonana przez oddziały Szamila Basajewa. Charyzmatyczny czeczeński polowy watażka nie mógł lepiej przysłużyć się p.o. prezydenta Putinowi. Już 29 lutego 2000 r. Moskwa może ogłosić zwycięstwo, a armia - "zmyć hańbę" przegranej wojny z 1994 r. Putin opiera kampanię na wojennym zwycięstwie i oczywiście wygrywa. Dostaje 71%.


I wojna w Czeczenii, fot. Mikhail Evstafiev/Wikipedia

W przeciwieństwie do relacji z wojny z 1994, które bywają określane "najjaśniejszymi chwilami rosyjskiego dziennikarstwa", w drugiej wojnie czeczeńskiej armia dba o to, by krytyczni wobec reżimu dziennikarze nie zobaczyli zbyt dużo. Przekaz, jaki otrzymało rosyjskie społeczeństwo, różni się od tego, co zobaczył Zachód. Putin mógł przedstawić się w rosyjskich mediach jako zwycięski wódz. I zapisać sukces po swojej stronie.

Sprawa Politkowskiej

Anna Politkowska, dziennikarka opozycyjnej wobec Kremla Nowej Gazety, opisuje m.in. prawdziwą twarz wojny w Czeczenii. Po jej zakończeniu nie ustaje w krytyce Putina.

7 października 2006 r. Politkowska zostaje zamordowana. - To odrażająco okrutna, niedopuszczalna zbrodnia - mówi wówczas Putin. Deklaruje, że zrobi wszystko, co możliwe, by wyjaśnić sprawę. Nie dotrzymuje słowa. W trakcie procesu domniemanych sprawców znajomi dziennikarki wskazują na ich powiązania z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa (FSB). Za to śledczy w 2011 r. sugerują, że szefem całej akcji miał być Dmitrij Pawliuczenkow, były policjant. Miał on, według części prasy, działać na zlecenie... krytyka Putina - Borysa Bieriezowskiego.


Anna Politkowska, fot. Wikipedia/Schreibstube

W 2012 r. wciąż nie wiadomo, kto naprawdę stał za zabójstwem Politkowskiej, a także wielu innych dziennikarzy i działaczy praw człowieka, m.in. Stanisława Markiełowa, Anastazji Baburowej i Natalii Estemirowej. Sprawców nie wykryto. Statystycznie w Rosji co miesiąc zdarza się 5 ataków na dziennikarzy, którzy specjalizowali się w relacjach z Czeczenii lub sprawach na styku zorganizowanej przestępczości, administracji, wielkiego biznesu i służb specjalnych.

Sprawa Litwinienki

Rozkwit "państwa służb" to również typowy krajobraz za rządów Putina. Swoje własne dochodzenie w sprawie śmierci Anny Politkowskiej prowadził Aleksander Litwinienko. Ten były oficer FSB zasłynął krytyką Kremla i oskarżaniem mocodawców o zlecenie zabójstwa Borysa Bieriezowskiego. W 2006 r. Litwinienko zostaje otruty w Londynie polonem. Zdaniem brytyjskich władz - przez rosyjskiego agenta Andrieja Ługowoja. Sam agent przed śmiercią oskarża Putina. Dlaczego zginął? Czy wystarczyło, że był człowiekiem Bieriezowskiego? Jeżeli za jego śmiercią, a wiele na to wskazuje, stała FSB, to sygnał jest jasny: służby nie wybaczają nielojalności wobec Kremla.


Aleksander Litwinienko, fot Youtube/ VPRO Backlight

W sprawie Litwinienki jak w lustrze przeglądają się powiązania między rosyjskim aparatem władzy, mafią i organami ścigania. Kremlowskim urzędnikom płaci administracja, FSB i milicja, by zapewnić sobie nietykalność i ochronę przed kontrolami z centrum - pisał w jednej z ujawnionych przez Wikileaks depesz dyplomatycznych ambasador USA w Moskwie John Beyrle. I dodawał: "Elementy przestępcze mają 'kryszę' [rus. ''dach''; tu: gwarancja ochrony] od milicji, FSB, MSW, prokuratury i władz Moskwy".

Sprawa Chodorkowskiego

Czy Michaił Chodorkowski, szef potężnego Jukosu, jeden z najbogatszych ludzi świata, miał za słabą kryszę, gdy poszedł do więzienia za - oficjalnie - malwersacje finansowe? Jego sprawa to pokaz siły Kremla wobec potężnych oligarchów, którzy na początku lat 90. rozdrapali między siebie rosyjski majątek. Chodorkowski nie był lepszy od Bieriezowskiego czy Abramowicza -- potęgę Jukosu zbudował, zaczynając od jego niezwykle korzystnego przejęcia. Gdy jednak urósł w siłę, popełnił błąd. Zaczął publicznie krytykować Putina i dotować jego przeciwników politycznych. Wściekły władca Rosji tego nie zapomniał.


Michaił Chodorkowski, fot. PressCenter of M. Khodorkovsky and P. Lebedev

Chodorkowski od lat siedzi w więzieniu, z którego wychodzi na kolejne procesy, na których przedłużają mu karę - ostatnio do 2017 roku. Choć wychodzą na jaw dowody na to, że na przedłużanie kar i trzymanie Chodorkowskiego w więzieniu moskiewskie sądy otrzymują zlecenia z "góry", a obrońcy naftowego magnata niejednokrotnie pokazali w sądzie sprzeczność oskarżeń, Putin, pytany przez zachodnie media o byłego szefa Jukosu, odpowiada niezmiennie: przestępca powinien siedzieć w więzieniu. "Więźniem sumienia" Chodorkowski jest tylko dla zachodniej prasy.

Gospodarka, głupcze!

Rankingi poparcia Putina, im bliżej końca jego drugiej kadencji, rosły. Według sondaży wiarygodnego Centrum Lewady w 2008 r. Putin miał 81 proc. poparcia w społeczeństwie. Odkąd jego popularność urosła do 80 proc. w 1999, nigdy nie spadła poniżej 65 proc. Bo z punktu widzenia Rosjan najważniejsze nie były wojenki na granicach czy zgony dziennikarzy, ale to, że wbrew kryszy, korupcji w administracji i krwawym spektaklom w Biesłanie czy Dubrowce osiem lat prezydentury Putina to po prostu czas niespotykanej w najnowszej historii Rosji prosperity.


Instalacja Gazpromu, fot. Jacek Hugo-Bader/AG

W latach 2000-2008 rosyjska gospodarka rosła. Nominalny PKB wzrósł sześciokrotnie. Liczba osób żyjących w biedzie spadła z 30 proc. społeczeństwa w 2000 r. do 14 proc. w 2008 r., bo średnia miesięczna pensja wzrosła z 80 do 640 dolarów. Średni wzrost gospodarczy Rosji ery Putina to 7 proc. rocznie. Przemysł urósł o 76 proc., liczebność klasy średniej wzrosła z 8 do 55 mln.

Rosyjskiemu prezydentowi sprzyjały też rosnące nieprzerwanie od 11 września 2001 r. ceny ropy, dzięki którym rosyjskie koncerny energetyczne - tzw. narodowi czempioni, jak Gazprom czy Rosnieft, stały się potentatami na rynku. A gdy przyszedł kryzys z 2008 r. i oparta na eksporcie surowców rosyjska gospodarka dostała potężny cios, podjęte środki zaradcze - wykorzystanie zebranych rezerw finansowych i sprawne doraźne działania antykryzysowe - pochwalił nawet w raporcie Bank Światowy.

Internetem w Putina. Wynik jak zwykle

Gdy Władimir Władimirowicz w maju 2008 r. odchodził z urzędu (by następnego dnia objąć tekę premiera), jego poparcie sięgało 80 proc. W ciągu ostatnich czterech lat wyrósł mu jednak pierwszy poważny wróg - internet.

Pozbawieni dostępu do wolnych mediów Rosjanie (prestiżowy Kommiersant czy radio Echo Moskwy są raczej wyjątkami potwierdzającymi regułę) odkryli sieć jako źródło informacji o nadużyciach władzy, kryszy chroniącej prominentów reżimu i korupcji trawiącej państwowy aparat. Internet okazał się - jak wszędzie - narzędziem do organizacji oporu wobec władzy.


prawnik Aleksiej Nawalny, fot. Fot. Sergey Ponomarev/AP

W grudniu, po wyborach do Dumy, które opozycja uznała za sfałszowane, ulicami Moskwy przeszła największa demonstracja od ponad 20 lat. Ludzie krytykowali Putina i żądali anulowania wyborów. 24 grudnia jeszcze większy marsz wezwał władze do przeprowadzenia uczciwych wyborów. Potem były następne. To, co Putin uznał w jednym z wywiadów za słabość opozycji - brak liderów i centralnego kierownictwa - okazało się siłą opozycji - trudniej było torpedować jej działania.

Ale i tu miał swoją rację. Porażką byłego i przyszłego włodarza Kremla jest to, że w ostatnich miesiącach stracił rząd dusz części wśród Rosjan. Ale opozycja nie wystawiła w wyborach żadnego kandydata. Okrzepłemu w bojach o władzę Putinowi nie przeciwstawił się żaden potencjalny nowy przywódca Rosji. Stary car wciąż ma poparcie i spokojnie zdobył kremlowski tron. Do trzech razy sztuka. Jemu najwyraźniej trzy razy się udało. Warto było uronić kilka łez w świetle kamer.

DOSTĘP PREMIUM