Fotoreporterzy pomagają ofiarom tsunami. "To zdjęcie to mój skarb"

Fotografowie, którzy zajmowali się dokumentowaniem zeszłorocznego tsunami w Japonii, postanowili pomóc jego ofiarom. Zorganizowali profesjonalną sesję zdjęciową, aby wnieść odrobinę radości w życie ludzi, którzy często stracili dosłownie wszystko. - Wierzę, że przez fotografowanie damy im odwagę i nadzieję - mówi jeden z organizatorów.
Yuriko Nakao, jedna z inicjatorek akcji, podczas tsunami była fotografem agencji informacyjnej. Jak pisze, miała wtedy okazję do dokumentowania rzeczywistości, która była przygnębiająca, a momentami po prostu wstrząsająca.

Yuriko czuła, że jej praca ma sens, kiedy zdjęcia, które zrobiła, sprawiały, że pomoc i współczucie spływały z całego świata. Nie odczuwały jednak tego samego osoby, których kataklizm dotknął osobiście i które znajdowały się na zdjęciach, przez co Yuriko czuł się wobec nich kompletnie bezradny.

fot. Reuters

Inny fotograf, Nobuyuki Kobayashi miał podobne odczucia i doświadczenia. Jak większość japońskich fotografów Kobayashi po trzęsieniu ziemi i tsunami, które było najgorszą tragedią w tym kraju od II wojny światowej, postanowił pojechać w region, który ucierpiał najbardziej. I właśnie tam robić zdjęcia.

Fotografował zniszczenia, gruzy i pozostałości po domach, aż w końcu zadał sobie pytanie, czy to jest to, co powinien robić w tej sytuacji. Ostateczna odpowiedź brzmiała: "nie". - Ludzie mimo trudności próbowali iść do przodu. Miałem nadzieję, że przez ich sportretowanie dam im odwagę i nadzieję. I że będzie to dla nich dobry moment, żeby zrobili krok naprzód - mówi Kobayashi.

Jak dodał, spotykał ludzi, którzy stracili swoje rodzinne albumy. Dlatego wpadł na pomysł, że być może umożliwi im nowy start poprzez stworzenie nowych i świeżych wspomnień. I co ważne - wspomnień tylko dobrych. Inicjatywa miała też być okazją do nawiązania relacji międzypokoleniowej. Relacji między fotografowanymi i fotografującymi.

fot. Reuters

Wkrótce wielu fotografów z różnych branż, charakteryzatorów i organizacji pozarządowych przystąpiło do projektu o nazwie "3.11 Portrait Project".

Yuriko Nakao usłyszała o tym projekcie od przyjaciela. Poruszyła ją inicjatywa fotografowania ofiar w weselszych okolicznościach, gdzie energia i praca fotografów mogą być wykorzystane w tak pozytywny i pomocny sposób. Zdecydował się uczestniczyć w całym projekcie, który został podzielony na trzy części. Pierwsza część zaczęła się pod koniec grudnia 2011. Wtedy rozpoczęto fotografowanie poszkodowanych przez tsunami i trzęsienia ziemi.

Kobayashi razem z uczestnikami projektu postanowił zorganizować sesję w domach, które tymczasowo zamieszkiwali ewakuowani z Fukushimy i okolic.

fot. Reuters

Fotografowie szybko stworzyli domowe studio fotograficzne, montując profesjonalne oświetlenie i rozstawiając białe tło. Charakteryzacją zajęli się profesjonaliści, którzy na co dzień pracują w magazynach zajmujących się modą. Po kilku chwilach od przyjazdu mieszkańcy zaczęli się powoli i nieśmiało schodzić i zapisywać na sesję. Mężczyźni cierpliwe czekali, podczas gdy kobiety poddawały się zabiegom charakteryzatorów. - Widziałem jak twarz pewnej pani promienieje z radości, gdy oglądała w lustrze swój nowy wizerunek - mówi Yuriko.

Katsuko Abe jest jedną z kobiet, które zdecydowały się wziąć udział w sesji. Oczywiście, razem ze swoim psem Kaede. Kiedy wreszcie przyszła kolej na nią, stanęła nieśmiało na białym tle i w sposób wymuszony uśmiechnęła się. Kiedy charakteryzatorzy i fotografowie zaczęli słusznie mówić, jak wspaniale wygląda, zaczęła się uśmiechać - szczerze i z serca.

Jak mówi Kobayashi, zdecydowano się użyć specjalnie białego tła. Ma pomóc odciąć się od przeszłości, dać się sfotografować bez tragicznych wspomnień. Przynajmniej na tę jedną chwilę, kiedy fotograf naciśnie migawkę.

Po pani z psem fotografowana była 70-letnia para. Kiedy mąż ją objął, schowała twarz w dłonie i zaczęła płakać. - Nie czułam tych ramion od lat - mówi.

fot. Reuters

Druga część projektu rozpoczęła się dwa miesiące później. Kobayashi, już wydrukowane i oprawione w ramki zdjęcia, zaniósł do jednej ze szkół pod Tokio. Tam rozdał je szóstoklasistom, wyjaśniając sens i cel projektu. Uczniowie zdecydowali się napisać list do fotografowanych osób z nadzieją, że okaże się dla nich wsparciem i doda im sił. "Myślę, że Twój uśmiech jest bardzo miły. Pewnie wiele przeszedłeś, ale to, że się uśmiechasz, zasługuje na szacunek" - pisał jeden z uczniów.

Ostatnim etapem były ponowne odwiedziny w tymczasowych mieszkaniach ofiar tsunami. Kobayashi tym razem przyjechał bez ekipy zdjęciowej, natomiast z oprawionymi już zdjęciami i listami od uczniów. - Czekałem na ten dzień od dwóch miesięcy - mówi 77-letni Tsugiko Miyajima.

Kobayashi mówi, że cały projekt zajął trochę czasu, ale czas oczekiwania był tutaj ważny i zamierzony z góry. Przez to osoby takie jak Tsugiko mogły czekać na coś, co sprawiło, że miały chociaż przez kilka chwil poczucie sensu od czasu tragicznych wydarzeń.

Dzisiaj w projekcie uczestniczy 50 wolontariuszy, którzy łącznie odwiedzili 33 domy przeznaczone do tymczasowego zamieszkania. Napisano 2200 listów, co oznacza, że zostało nawiązanych 2200 relacji.

fot. Reuters

Kiedy Katsuko Abe, która pozowała razem ze swoim psem, otrzymała list, zaczęła płakać ze szczęścia. - Codziennie nie mam okazji, by się śmiać. Rozmawiam tylko z Kaede - mówi. Ale kiedy wspomina atmosferę podczas sesji, żarty fotografów i komplementy, zaczyna się uśmiechać.

Abe, który do tej pory zmieniał miejsce zamieszkania sześć razy, mówi, że ta fotografia dużo dla niego znaczy po tym wszystkim, co przeszedł. - To zdjęcie to mój skarb - mówi.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM