"Po 11 marca jestem bliżej ludzi". Rok po trzęsieniu ziemi w Japonii mówią mieszkające tam kobiety

- Osobiście czuję, jakby ta katastrofa wydarzyła się parę dni temu - wspomina Joanna Sakamoto, Polka mieszkająca w Japonii, której mąż jest Japończykiem. - Od dnia tsunami codziennie w TV są programy o życiu ludzi w tamtych regionach, o promieniowaniu, wysiłkach, jakie podejmowane są, by sprzątnąć skażoną powierzchnię, media ciągle skupiają się na tej tragedii - opowiada. Ona i Mio Araki opowiadają, jak zmieniło się ich życie rok po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi.
Jak mówi, głośne mówienie o tsunami i jego efektach jest wciąż potrzebne. - Ludzie w północno-wschodniej części Japonii wciąż potrzebują wiele pomocy. Mam dwie przyjaciółki. Obie mieszkają w Tokio, ale mają rodziny w Sendai [największe miasto regionu Tohoku, który najbardziej został dotknięty przez Tsunami - przyp. red.]. Rodzina jednej z nich bardzo ucierpiała. Jej kuzynka zginęła w samochodzie, uciekając przed tsunami. Jej dziadkowie oraz wujostwo mieli dom na wybrzeżu. Został zniszczony - opowiada.

Jak wyjaśnia, większość ludzi żyjących na terenach dotkniętych przez katastrofę ciągle mieszka w domach zastępczych - zrobionych z kontenerów.

- W porównaniu z czasowym pobytem w salach gimnastycznych czy na stadionach (tuż po tsunami i trzęsieniu ludzie się tam ewakuowali) te domki zastępcze są o wiele wygodniejsze, ale nie jest to normalne mieszkanie. Ludzie pomału starają się odbudowywać swoje miasteczka - wyjaśnia.

Jak mówi Joanna Sakamoto, obecna sytuacja Japonii jest trudna i skomplikowana.

- Mamy tutaj wiele problemów, które na siebie nachodzą. Zniszczenia po tsunami i trzęsieniu ziemi, zagrożenie wstrząsami wtórnymi (sejsmolodzy mówią, że jest wysokie prawdopodobieństwo dużego trzęsienia ziemi), problem Fukushimy... - wymienia.

Skala zniszczeń jest ogromna...

Niezniszczone prefektury nie chcą przyjmować radioaktywnych śmieci.

- Japoński rząd stara się jak może, by pozbyć się śmieci i zniszczeń, ale nie jest to takie łatwe, ponieważ skala zniszczeń jest ogromna, a śmieci - często napromieniowane. Inne prefektury, ze względu właśnie na promieniowanie nie chcą przyjmować śmieci - mówi Joanna Sakamoto.

- Ciekawe jest to, że wielu naukowców nie chce się wypowiadać na temat życia ludzi w Fukushimie, ponieważ od razu byliby skrytykowani przez media. Także w TV nikt nie wypowiada się na ten temat, zamiast tego wiele krytyki jest w internecie - stwierdza. W promieniu 30 km od elektrowni cały czas ustanowiona jest strefa ochronna. Nikt tam nie mieszka.

Zmiany? Patrzymy na to, co jemy

- Nie wiem, jak się zmieniło życie japońskich rodzin, ale jeżeli chodzi o nas, to staliśmy się bardziej wyczuleni na to, co kupujemy - czyli na żywność. Kupujemy taką wyprodukowaną w regionach, w których nie ma podejrzenia o skażenie radioaktywne - mówi mieszkająca w Japonii Polka.

- To, co się najbardziej zmieniło, to fakt ,że Japończycy stali się przeciwni budowaniu nowych elektrowni atomowych oraz chcą zamknąć te stare. Ale ciągle trwa dyskusja. Pytanie, czy jeśli Japonia zrezygnuje z elektrowni atomowych, to będzie w stanie utrzymać swoją gospodarkę na wysokim poziomie - wyjaśnia.

- Ja, mimo że pięć lat mieszkam w Japonii, ciągle jestem tu obca - stwierdza Sakamoto. - Mój mąż mówi, że jeden rok to zbyt mało, by można było zobaczyć duże zmiany w Japończykach. Ludzie starają się żyć bez zmian, po cichu, pragnąc odbudować swoje życie - stwierdza.

"To jest jak rak"

- Japończycy są podzieleni na tych, którzy wierzą temu, co mówią media i tych, co nie wierzą, ale wzajemnie ze sobą nie dyskutują, nie kłócą się. Mój mąż porównuje "problem" z nowotworem. W Europie, jeżeli pojawia się "rak" (czyli problem), to od razu się go wycina. W Japonii ludzie starają się z nim żyć, nie chcąc go wyciąć, bo rak jest częścią naszego ciała. Japończycy nie oczekują, że problemy po tsunami zostaną rozwiązane rok po tym tragicznym wydarzeniu, ale wiedzą, że zajmie to wiele lat - konkluduje Sakamoto.

"Jesteśmy bardziej rodzinni i chętni do pomocy"

Inna nasza rozmówczyni, mieszkająca w Tokio Mio Araki, ocenia sprawę z perspektywy rodowitej Japonki. - Zdecydowanie dużo się w nas, Japończykach, zmieniło. Zaczęliśmy zwracać uwagę na nasze rodziny - mówi. Jak tłumaczy, wielu Japończyków poczuło, jak ważne w czasie kryzysu są rodziny i więzi z nimi.

- Dużo większą rolę odgrywa teraz w Japonii internet i media społecznościowe. Ten kryzys pokazał, że tam informacja trafia najszybciej (oczywiście sprawia to też, że szybciej rozpowszechniają się plotki i pogłoski) - mówi Mio. Dużo osób zaczęło, dzięki Facebookowi czy Twitterowi, podtrzymywać bliższe więzi z rodzinami. Ja sama czuję, że po 11 marca jestem bliżej ludzi - mówi Araki.

Dodaje też, że więcej osób (także dzięki mediom społecznościowym) organizuje się sama i bierze sprawy w swoje ręce. Więcej jest wolontariuszy i osób, które na własną rękę pomagają w odbudowie.

"Japończycy są wkurzeni na biurokrację"

- Agencja Rekonstrukcji, nowa agencja rządowa, która ma obowiązek wspierania terenów objętych trzęsieniem ziemi, powstała dopiero w lutym. Oczywiście pojawia się pytanie "dlaczego zajęło to 11 miesięcy?". Tak tę wiadomość przyjęli wszyscy. Wszyscy zirytowani są biurokracją - mówi Araki.

- Dopiero zaczęto przydzielać budżet dla poszczególnych rejonów kraju. To wzbudziło konflikty z lokalnymi władzami, które stwierdzają, że kwoty są niewystarczające. A największym problemem jest to, że na większości dotkniętych tsunami rejonów nie rozpoczęto jeszcze prawdziwej rekonstrukcji - dodaje.

Są duże różnice w regionach

Jak stwierdza Mio Araki, widać wiele różnic, w zależności od regionów czy prefektur - Ogólnie, im dalej od oceanu, tym więcej jest odbudowane - mówi. Jak dodaje, kluczowy jest problem odpadów i skażenia radioaktywnego.

- Codziennie pojawiają się informacje o tym, gdzie znaleziono na przykład skażone warzywa, jak bardzo, ja staram się tym nie przejmować i nie denerwować - mówi. Jak dodaje, rząd próbuje odkażania radioaktywnego dotkniętych obszarów, ale nie wiadomo ile może potrwać.

Ludzie ciągle cierpią

- To bolesne, ale ludzie ciągle są dotknięci przez katastrofę. Dla Europejczyka to może być szokujące, ale ponad 340 tysięcy ludzi ciągle przebywa w schroniskach dla ewakuowanych. To głównie ludzie, którzy mieszkali w najbardziej dotkniętych przez trzęsienie, tsunami i radioaktywny wyciek obszarach - mówi Japonka.

- Pojawili się wolontariusze. Strony lokalnych władz informują o stanie i liczbie uchodźców. Podają też informacje o tym, co można dla nich zrobić, co oferują ewakuowanym ludziom - jest informacja, ale to nie zmienia faktu, że ludzie nie wrócili do domów - mówi Araki.

Jak dodaje, trudno bardzo jest także tym, którzy pozostali w swoich domach. Na dotkniętych kataklizmem terenach. - Poszkodowani są rolnicy i rybacy, zwłaszcza na północy kraju. Tam jest mniej zniszczeń, ale ziemia jest mocno skażona. Wyciek zniszczył uprawy, zanieczyścił ziemię i zabił rybołówstwo - stwierdza.

- Mój ojciec ma małą firmę, która prowadzi roboty ziemne. Są obszary, gdzie wiele domów zapadło się w nasiąkniętą ziemię albo zostało pokrytych osuwającym się gruntem. Po 11 marca firma mojego ojca ma setki zamówień z dotkniętych terenów, ale nie tylko. Słyszałam od taty o rodzinie, która musiała żyć w domu, który zapadł się o kilkadziesiąt centymetrów w głąb gruntu. A działo się to w okolicach Tokio, tam, gdzie Tsunami nie dotarło - mówi Japonka.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Skomentuj:
"Po 11 marca jestem bliżej ludzi". Rok po trzęsieniu ziemi w Japonii mówią mieszkające tam kobiety
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX