Rok po tsunami: Fukushima jak Czarnobyl. Wymarłe miasta, zdziczałe zwierzęta, skażenie

Rok po tsunami i kryzysie nuklearnym krajobraz w promieniu 20 km wokół elektrowni atomowej Fukushima przypomina obrazy z filmów katastroficznych: wyludnione miasta, porzucone auta i zarośnięte drogi. Zdjęcia i filmy zrobione przez dziennikarzy wpuszczonych do zamkniętej dla ludzi skażonej strefy do złudzenia przypominają obrazy z Czarnobyla.


Drzewa zarastają tory kolejowe, a na pustych ulicach miast-duchów stoją pozostawione tam samochody, rowery, a nawet wózki inwalidzkie. Na cmentarzach straszą poprzewracane nagrobki, a chodniki zarasta zieleń.

Zarastająca droga w okolicy miasta Naraha, Fot. David Guttenfelder AP

Po okolicy wałęsają się stada zdziczałych krów, bezdomne psy i dzikie zwierzęta (np. strusie), które uciekły z farm. Do tego pustka i miejscami wciąż terkoczące złowieszczo liczniki Geigera.

Pomiar skażenia, fot. Greg Baker AP

Rok po kataklizmie skażona strefa w promieniu 20 km wokół elektrowni atomowej Fukushima Dai-ichi ucieleśnia wizje pisarzy science fiction o świecie po zagładzie atomowej. Ze względu na skażenie radioaktywne ze strefy wysiedlono kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Ewakuowane po tsunami nadbrzeżne miasta i te położone w głębi lądu - jak Tomioka, Okuma czy Namie - i tak uszkodzone w trzęsieniu ziemi - niszczeją, bo nigdy nie wrócili do nich ludzie. Jak do Futaby, w której wciąż wisi napis: "Energia nuklearna - energia dla lepszej przyszłości".

Wymarłe miasto Futaba, Fot. REUTERS/ISSEI KATO

Rok po katastrofie wysiedleni wciąż nie mają domu

Jeszcze w lutym policjanci poszukiwali w zamkniętej strefie ciał ofiar tsunami. W strefie cały czas trwa żmudne usuwanie radioaktywnych osadów. Transporty napromieniowanej ziemi ze skażonej strefy wciąż wywożone są z japońskich portów.

Wywóz skażonej ziemi, Fot. Greg Baker AP

W grudniu japoński rząd ogłosił, że reaktory Fukushimy osiągnęły stan tzw. zimnego wyłączenia. To podstawowy warunek do ewentualnego przyszłego powrotu ludzi do zakazanej strefy. Jej granice zostaną zresztą w kwietniu zmienione, ponieważ zmienia się obszar skażenia. Wciąż jednak tam, gdzie roczna dawka promieniowania przekracza 50 milisiwertów, nie będzie się nadawała do zamieszkania co najmniej przez najbliższe pięć lat - prognozuje Reuters. Wielu ludzi od roku mieszka w prowizorycznych centrach ewakuacji, np. w przystosowanych do tego celu szkołach. Jak ta w Kazo w prefekturze Saitama, gdzie mieszka 570 uciekinierów z Futaby, miasta położonego najbliżej elektrowni Fukushima.

Uciekinierzy z Futaby w tymczasowym schronieniu w Kazo, 2012 r., fot. Koji Sasahara AP

Ratowanie Fukushimy. TEPCO: Najgorsze za nami

Proces odkażania budynków elektrowni trwa. I jest śmiertelnie niebezpieczny dla ludzi, którzy przy nim pracują. W trakcie atomowego kryzysu kilkudziesięciu odważnych ochotników dzień po dniu próbowało opanować sytuację w zniszczonej atomowej siłowni. Podobnie jest teraz.

Zniszczony reaktor elektrowni Fukushima, 2012 r., fot. HANDOUT REUTERS

Zarządzająca elektrownią firma TEPCO twierdzi, że po doprowadzeniu reaktorów do stanu zimnego wyłączenia jedyne, co pozostało, to posprzątać po katastrofie. Władze firmy przyjmują do wiadomości, że to "sprzątanie" może potrwać nawet 40 lat, ale starają się przedstawić sytuację w Fukushimie jako opanowaną.

Ale inżynierowie, eksperci nuklearni, a przede wszystkim zwykli robotnicy, którzy za 8 tys. jenów (100 dolarów) za dzień pracują codziennie w kombinezonach ochronnych w napromieniowanych budynkach, twierdzą co innego. - Mogę z całą pewnością powiedzieć, że tu nie jest bezpiecznie - mówi agencji AFP jeden z robotników, 50-letni podwykonawca, który pracuje od sierpnia 2011 r. przy systemie chłodzącym elektrowni.

- Jest wiele miejsc, gdzie poziomy radiacji są bardzo wysokie - dodaje mężczyzna. Twierdzi też, że podwykonawcy tacy jak on są traktowani "jak zwierzęta". W samym środku lata, przy 38 stopniach Celsjusza, robotnicy pracowali w elektrowni przez trzy godziny bez wody do picia - nie mogli oczywiście zdejmować ochronnej odzieży i masek.

Robotnicy w ruinach Fukushimy, fot. Fot. POOL REUTERS

Skandal w Fukushimie: Narazili życie robotników?

TEPCO przyznało, że warunki pracy w elektrowni były w przeszłości niewłaściwe, a niektórym robotnikom z powodu braku mierników nie zmierzono dawki radiacji, jaką otrzymali. Wiadomo, że 60-letni pracownik zmarł na atak serca z przepracowania. Wiadomo też, że co najmniej 167 robotników nie będzie mogło pracować dalej w elektrowniach atomowych, ponieważ otrzymali już - pracując w zniszczonej Fukushimie - maksymalną dla człowieka dawkę promieniowania. Chie Hosoda z TEPCO zarzeka się jednak, że obecnie jest inaczej. - Warunki pracy się poprawiły, mierzymy dokładnie dawki promieniowania, jakie otrzymują nasi pracownicy - podkreśla.

Robotnicy na zrujnowanym reaktorze, Fot. HANDOUT REUTERS

Z kolei eksperci podkreślają, że system bezpieczeństwa w elektrowni jest bardzo słaby. - System chłodzący reaktorów jest dla nich niewłaściwy - mówi Kazuhiko Kudo, ekspert nuklearny z uniwersytetu Kyushu. Naukowcy przyznają też, że nie wiadomo, z czym właściwie muszą sobie poradzić. Można bowiem tylko spekulować, jak wygląda dokładnie wnętrze zniszczonych reaktorów i jak wiele paliwa nuklearnego przetopiło się przez ich dno do położonych pod nimi zbiorników ochronnych. A także - czy i ile promieniotwórczych substancji przedostało się z tychże zbiorników do gleby.

Zniszczona elektrownia Fukushima Dai-ichi, Fot. Kimimasa Mayama AP

Tsunami w Japonii: Najdroższy taki kataklizm w historii

Trzęsienie ziemi i tsunami, które nawiedziły Japonię, zebrały straszne żniwo. Zginęło co najmniej 15 tys. ludzi, wielu wciąż uważa się za zaginionych. Żywioł i pożary zniszczyły co najmniej 95 tys. budynków. Straty wyceniano na ok. 300 mld dol. Japońskie trzęsienie ziemi stało się najdroższym takim kataklizmem w historii. Potwornych zniszczeń w wielu miejscach wciąż nie udało się uprzątnąć.

Rok po tsunami, Kesennuma, Japonia, fot. KIM KYUNG-HOON REUTERS

Szczególnie mocno kataklizm dotknął prefekturę Fukushima. Wskutek trzęsienia zniszczeniu uległo tam 1 800 domów. Awaria elektrowni zmusiła władze do zaproponowania ewakuacji aż 136 tys. osób, które mieszkały w promieniu 20 km od niej. Dwa tygodnie po tsunami poziom jodu 131 w wodzie morskiej w pobliżu zniszczonej przez żywioł atomowej siłowni przekraczał normę 4385 razy.

Elektrownia atomowa Fukushima, 2012 r., fot. KYODO REUTERS

Po eksplozjach w reaktorach nr. 1, 2 i 3, wycieku radioaktywnej wody do morza i licznych pożarach sytuacja w strefie śmierci wokół elektrowni nie była lepsza od tej wokół Czarnobyla w 1986 r. Fukushima otrzymała - podobnie jak katastrofa w Czarnobylu z 1986 r. - najwyższą notę w międzynarodowej skali wypadków nuklearnych.

DOSTĘP PREMIUM