Rosja: Demonstracje już się znudziły [KORESPONDENCJA]

Karnawał i czas kolorowych flash mobów już się skończył. Rosyjska opozycja stoi przed pytaniem, co dalej. Bo demonstracje już ludzi znudziły i zmęczyły.
Na wczorajszą manifestację przeciw Władimirowi Putinowi w Moskwie przyszło tylko kilkanaście tysięcy ludzi. W porównaniu z akcjami sprzed roku kilkanaście tysięcy to tłum. Ale kilka tygodni temu na placu Błotnym, po powszechnie uważanych za sfałszowane grudniowych wyborach parlamentarnych, było ponad 100 tysięcy osób. Teraz po euforii przyszło otrzeźwienie i rozczarowanie, bo wynik Putina w wyborach prezydenckich, nawet biorąc pod uwagę fałszerstwa, był przytłaczający.

Opozycja deklaruje, że ma świadomość, że dotychczasowa formuła się wyczerpała. - Ja wciąż nie uznaję tych wyników, ale muszę pogodzić się z tym, że już nic nie możemy zrobić. Trzeba zacząć nowy etap - mówi mi znany dziennikarz Jurij Saprykin. Podkreśla, że to na pewno jeszcze nie polski rok 1989 i przyjdzie im żyć w tym systemie jeszcze wiele lat. Ale w Polsce też to długo trwało i przechodziło kilka faz.

Kolejne protesty latem

- Raz wyciśniętej pasty nie da się już z powrotem wcisnąć do tubki - potwierdza Lilia Szewcowa z Centrum Carnegie. Jej zdaniem ludzie mogą wrócić, jak się tutaj mówi, "na kuchnie", czyli znów zamknąć się z dyskusjami politycznymi w domach, ale potem ponownie wyjdą na ulice. Putin poparcia tzw. klasy średniej już nie odzyska.

Według Centrum Jurija Lewady będzie tracił dalej. Dyrektor Lewady Lew Gudkow prognozuje, że następnym razem do protestowania może ludzi popchnąć np. wzrost cen usług komunalnych, który był zaplanowany na styczeń, ale z powodu wyborów prezydenckich został przesunięty na lipiec.

Leonid Swanidze, szanowany historyk i znany dziennikarz, również przewiduje, że demonstracje teraz ucichną, bo i władza, i opozycja potrzebują czasu, by przemyśleć strategię. - Żadnej liberalizacji nie będzie, a nawet może być lekkie przykręcenie śrub. Putin będzie starał się konserwować reżim, ale będzie unikał nadużywania siły, bo nie chce być drugim Łukaszenką - ocenia. Według niego do kolejnego starcia opozycji z władzą dojdzie bliżej lata.

Czy opozycja da radę?

Liderzy zapowiadają, że teraz powinni skupić się na pracy u podstaw. Aktywnie walczyć o zmianę prawa wyborczego, kandydować, rozszerzyć działalność na regiony, stworzyć telewizję w internecie. - Putina popiera wielu ludzi, ale musimy też pamiętać, że na jego zwycięstwo pracowały państwowe media, cały aparat administracyjny oraz że do wyścigu nie dopuścił realnych rywali - tłumaczy politolog i jeden z liderów protestów Dmitrij Orieszkin.

Andrew Wood z Chatham House przestrzega jednak, że przed opozycją trudne wyzwania - by nie stracić energii, musi m.in. zbudować poważniejsze struktury. Pytanie, czy starczy jej determinacji. Na razie to ruch bardzo podzielony, od lewicy, przez liberałów, po nacjonalistów. Poza tym nie ma jednego lidera. Zdaniem jednych jest to zaletą, bo liderów w Rosji było zbyt wielu. Zdaniem innych to jednak słabość. - Wiemy, przeciwko czemu stoimy - mówiła tutejsza zaangażowana politycznie celebrytka Ksenia Sobczak. - Teraz musimy pokazać, za czym jesteśmy.

Praca u podstaw

Michaił Welmakin pracę u podstaw już zaczął i bez rozgłosu wprowadził w tym roku do władz dzielnicowych... 71 opozycyjnych deputowanych. 30-latek z dredami wykłada polityczny PR na wyższej uczelni, 4 lata temu sam został deputowanym, rok temu stworzył więc inicjatywę Nasz Gorod, by przekazać swoje doświadczenia innym.

Jak mi opowiada, już za pierwszym razem miał problemy z rejestracją swojej kandydatury. Komisja wyborcza podważyła część jego podpisów poparcia i musiał przywozić ludzi do komisji, by zaświadczali swoje podpisy. Zgodziła się, co prawda, by za całą rodzinę zaświadczał jeden jej przedstawiciel, jednak godzinę przed zamknięciem rejestracji zmieniła zdanie. Welmakin znów gorączkowo ściągał ludzi, tym razem całe rodziny.

W tym roku jego zwycięstwo uratowali obserwatorzy, którzy tylko w jednym z lokali wychwycili, że komisja "zgubiła" ponad 200 głosów oddanych na Welmakina, czyli niemal połowę tego, co wystarczy do zwycięstwa. Dzielnicowi deputowani nie mają zbyt wielu kompetencji, ale to małe zwycięstwo to skromny początek.

Radykałowie na barykady

W gronie opozycji jest też jednak skrzydło rewolucyjne. Niektórzy obawiają się, że wraz ze wzrostem frustracji aktywniejsze. Pierwszy na barykady gotów jest wejść m.in. lider Lewego Frontu Sergiej Udalcow, który nigdy nie przegapi okazji, by zostać zatrzymanym. I tak też się stało w sobotę, gdy chciał poprowadzić marsz zwolenników na moskiewski plac Puszkina. W maju przed inauguracją Putina Udalcow grozi "marszem miliona".

Zatrzymanych zostało również ok. 25 nacjonalistów - to już rutynowo, bo oni nie zgadzają się na "zgniłe kompromisy" z władzami i nigdy nie występują o zezwolenia. A każdy wie, że w Rosji protestować można tylko, jak władze pozwalają. Na nieposłuszeństwo czekają pełne gotowości setki funkcjonariuszy OMON-u.

Ruchy na górze

Jeszcze przed marcowymi wyborami European Council on Foreign Relations przewidywał, że Putin w czwartej kadencji będzie politycznie słabszy, mocniej zależny od oligarchów i bardziej skłonny do ekonomicznego populizmu. A to dlatego, że osłabiło go rosnące upolitycznienie społeczeństwa i przeświadczenie, że ucieleśniany przez niego system władzy wyczerpał się i nie odpowiada potrzebom czasu.

DOSTĘP PREMIUM