Wyspa znika w oceanie. Prezydent chce ratować naród przed potopem

Kiribati, maleńkie wyspiarskie państewko w Oceanii, znika powoli pod falami środkowego Pacyfiku. Władze desperacko szukają nowej ojczyzny dla 100 tys. mieszkańców - ofiar globalnego ocieplenia - pisze ?Gazeta Wyborcza?
Nasi ludzie będą musieli gdzieś się przenieść, zanim przypływ dosięgnie ich domy i wioski - mówił niedawno prezydent Kiribati Anote Tong w fidżijskiej telewizji Fiji One. Na oddalone o 2 tys. km od Kiribati Fidżi pojechał, by omówić sprawę ewentualnego kupna ok. 2000 ha ziemi na drugiej co do wielkości wyspie tego kraju - Vanua Levu.

Plan kupna ziemi w sąsiednim wyspiarskim kraju i przesiedlenia tam kiribatyjskich rolników i fachowców to ostatni z desperackich pomysłów prezydenta Tonga. Syn chińskiego imigranta i kobiety z miejscowego plemienia w styczniu br. wygrał po raz kolejny wybory (na ostatnią, trzecią kadencję) i najwyraźniej chce zapisać się w historii Kiribati jako ten, który uratował naród przed potopem.

Zanim Tong pojechał na Fidżi, by zbadać tam kwestię kupna ziemi, prowadził rozmowy z rządami regionalnych mocarstw - Australii i Nowej Zelandii - na temat małej, kontrolowanej emigracji I-Kiribati do tych krajów. Plan zakładał wysyłanie ok. 1000 mieszkańców rocznie w ciągu 20 lat, ale nie wypalił z powodu niechęci Wellington i Canberry do imigrantów.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM