Markowski: "Dla europejskich biurokratów, którzy dzielą pieniądze, stosujemy EU bullshit"

- Nauka staje się droga, a jej finansowanie zwłaszcza w tym kryzysie jest jeszcze bardziej przykręcane - mówił w TOK FM prof. Radosław Markowski, politolog z SWPS i PAN.


Zdaniem gościa "Popołudnia Radia TOK FM" są dwa obrazy finansowania nauki. - Z jednej strony generalnie jest gorzej. Z drugiej, duże pieniądze są przeznaczane na finansowanie czegoś, co jest naukopodobne - uważa prof. Markowski. - Pieniądze trafiają do trzeciego sektora, think tanków, instytucji, które nie do końca wiadomo, co robią. Na pewno produkują takie kolorowe raporty, gdzie jest dużo grafów i procentów. Jest tam nawet dużo sensownych korelacji, mówią o trendach. Jednak wszystko, co się produkuje w formie raportów, jest szybkie, ale jednocześnie niesłychanie powierzchowne. Ja nie kwestionuję samego istnienia think tanków. Problem jest taki, że przesuwanie pieniędzy do think tanków powoduje, że brakuje pieniędzy na tę porządną naukę. Ta porządna, niestety, jest wolniejsza - tłumaczył naukowiec.

- To przesuwanie finansów z akademii w kierunku think tanków niekoniecznie służy naszemu rozumieniu rzeczywistości. Think tanki są pożyteczne, ale nie wtedy, kiedy mają imperialne zapędy i substytuują naukę - uważa prof. Markowski.

Finansujący ustalają agenda setting

Wiadomo, że to politycy decydują o wielkich sprawach tego świata. Jak przypominał prof. Markowski, nauki społeczne powinny podpowiadać im, co robić. Strasznie trudno jest zachować neutralność. - Ministerstwa czy wielkie międzynarodowe agencje dysponujące pieniędzmi robią agenda setting. To, na co będą przeznaczone w danym pięcioleciu największe pieniądze, zależy od decyzji biurokratów brukselskich - mówił politolog.

Zdaniem profesora brukselscy biurokraci mają kilka felerów: - Jak się czyta recenzje, to zazwyczaj zdarza się przynajmniej jedna, z której widać, że krytyk nie zrozumiał ani w ząb, o czym ten projekt jest. Wielka machina brukselska nie ma dobrego sposobu rekrutacji recenzentów do tych projektów - wylicza prof. Markowski.

Drugi problem to kwestia samego pisania projektów. - Najpierw piszemy dobry projekt, jak dla siebie -naukowców. Potem, żeby to było strawne dla Brukseli, stosujemy tzw. język "EU bullshit", czyli angielsko-unioeuropejski żargon, którym dopisujemy słówka klucze dla biurokratów, którzy dzielą pieniądze - opowiadał prof. Markowski.

Marnowanie pieniędzy

Jak mówił politolog, kolejnym problemem jest to, że Unia wymusza zawieranie przez uczelnie wielkich konsorcjów. - W trzech ramowych projektach, w których uczestniczyłem, było to między 15 a 32 uniwersytety. Jakie są koszty koordynacyjne! - irytuje się politolog. Zadeklarował przy tym: - W przypadku przynajmniej jednego z tych projektów, za 20 proc. tej kwoty, ja z czwórką inteligentnych doktorantów prawdopodobnie zrobiłbym bardzo podobne badanie. Krótko mówiąc: marnujemy te pieniądze - podkreślał w TOK FM prof. Markowski.

DOSTĘP PREMIUM