Koroner: W organizmie Whitney Houston znaleźliśmy m.in. kokainę i marihuanę

Oficjalnie bezpośrednią przyczyną śmierci Whitney Houston było "przypadkowe utonięcie" - poinformował dziś koroner z Los Angeles, potwierdzając dotychczasowe doniesienia. Pośrednio do jej zgonu przyczyniły się także "zmiany miażdżycowe i wcześniejsze zażycie kokainy" - podało CNN.
Biuro koronera z Los Angeles potwierdziło dziś oficjalnie, że przyczyną śmierci piosenkarki, która w lutym została znaleziona martwa w hotelowej wannie w Beverly Hills, było "przypadkowe utonięcie" - podało CNN. Nowością było to, że wśród pośrednich przyczyn zgonu Houston wymieniono "zmiany miażdżycowe i wcześniejsze zażycie kokainy".

Kokaina i leki uspokajające

W organizmie artystki znaleziono jednak nie tylko ślady kokainy. Piosenkarka przed śmiercią musiała palić też marihuanę i zażyć kilka leków uspokajających, w tym m.in. Xanax i Flexeril, choć nie miały one wpływu na przebieg tragicznego wieczoru.

W raporcie koronera śmierć Whitney Houston została zaklasyfikowana jako wypadek. Oceniono, że nie miały w nim udziału żadne osoby trzecie. Cały dokument zostanie udostępniony w ciągu następnych dwóch tygodni.

Reanimacja nic nie dała

Whitney Houston została znaleziona martwa 11 lutego br. w hotelu w Beverly Hills. Pracownicy hotelu próbowali bezskutecznie reanimować piosenkarkę, ale przybyłe na miejsce pogotowie potwierdziło zgon. Houston od lat zmagała się z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu.

Zmarła na dzień przed szczególnie ważnym wydarzeniem świata muzyki - ceremonią rozdania prestiżowych Grammy Awards.

Według CNN Houston przebywała przez kilka ostatnich dni życia w hotelu w Beverly Hills - mieście stanowiącym część metropolii Los Angeles, znanym jako enklawa bogatych i sławnych ludzi, gwiazd i celebrytów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM