Kim Dotcom znów w internecie. Sąd pozwolił szefowi Megaupload surfować w sieci

Jego sieciowe imperium już nie istnieje. Kim Dotcom, który zarobił miliony na serwisie wymiany plików Megaupload, siedzi w areszcie domowym w Nowej Zelandii, a USA żądają jego ekstradycji za piractwo. Ale sąd osłodził mu areszt - Dotcom znów może surfować po internecie.
To nagroda za wzorowe sprawowanie po wyjściu z aresztu za kaucją. Nowozelandzki sędzia zezwolił Kimowi Dotcomowi używać internetu - informuje Russia TV.

To oznacza, że 38-letni Kim Schmitz (tak brzmi pierwotne nazwisko Dotcoma), choć nadal pozostaje w areszcie domowym, odzyskał dostęp do całego świata - poprzez sieć. Dalsze ustępstwa sądu na rzecz Kima to zezwolenie na codzienne wizyty na basenie. Dwa razy w tygodniu Dotcom może też odwiedzać studio w Auckland, by nagrywać muzykę. Może też spotykać się z innymi oskarżonymi wspólnikami - z Megauploadu.

Kim Dotcom wpadnie w ręce Amerykanów?

Los Kima rozstrzygnie się w sierpniu, gdy zapadnie decyzja o tym, czy zostanie wydany USA. Amerykanie bardzo chcą go dostać. Zarzucają mu piractwo internetowe, na którym zarobił fortunę. Zamknięty 19 stycznia serwis Megaupload umożliwiał milionom użytkowników wymienianie się plikami, w tym także tymi, które są chronione prawami autorskimi.

W przypadku ekstradycji Kim usłyszy też zarzuty o malwersacje finansowe. Prokuratorzy federalni twierdzą, że Kim jest odpowiedzialny za straty właścicieli praw autorskich w wysokości pół miliona dolarów.

Linia obrony Kima jest prosta - prawnicy twierdzą, że Kim i jego wspólnicy oferowali wyłącznie miejsce w sieci do przechowywania plików i nie odpowiadają za to, czym wymieniają się użytkownicy.

Anonymous solidarni z hersztem internetowych piratów

Zamknięcie Megauploadu wywołało falę ataków kolektywu hakerskiego Anonymous na strony internetowe Białego Domu, FBI, departamentu sprawiedliwości USA i koncernu muzycznego Universal Music Group - głównego lobbysty akcji przeciw serwisowi.

DOSTĘP PREMIUM