Breivik nie zastrzelił Polaka, bo... "wyglądał prawicowo"

- Ocaliłem go, bo wyglądał prawicowo - tak Anders Behring Breivik odpowiedział na pytanie, dlaczego nie zastrzelił 22-letniego syna polskich imigrantów, który był na wyspie Utoya


Breivik opowiadał przed sądem w kolejnym dniu swojego procesu o szczegółach masakry na wyspie Utoya. Terrorysta zastrzelił tam kilkadziesiąt osób - głównie młodzież z Partii Pracy.

- Niektórzy ludzie wyglądają bardziej prawicowo od innych. On wydawał się prawicowy, taki miał wygląd. Z tego powodu nie oddałem do niego ani jednego strzału. Gdy na niego spojrzałem, zobaczyłem siebie - wspominał.

Adrian Pracoń, o którym mówił Breivik, okazał się synem polskich imigrantów. W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" wspominał masakrę na wyspie: - Postanowiłem uciekać do wody, tak jak zrobiła to duża grupa ludzi. Wskoczyłem w ubraniu i butach, ale było ciężko tak płynąć i utopiłbym się. Wróciłem więc na brzeg. W tym czasie zamachowiec zaczął strzelać do ludzi w wodzie. Wyszedłem z wody i mnie zauważył. Wycelował we mnie, a ja zacząłem błagać, by mnie nie zabijał. Posłuchał, odwrócił się i odszedł - mówił.

Jakiś czas później Breivik znów podszedł do Polaka, który wtedy leżał i udawał martwego, i postrzelił go w ramię.

Terrorysta przeprosił dziś w sądzie rodziny ofiar, które przypadkowo zginęły w wybuchu bomby w Oslo. Oświadczył jednak, że nie ma zamiaru przepraszać rodzin zamordowanych na wyspie Utoya. Argumentował, że 44 osoby zastrzelone na wyspie pełniły pewne funkcje w młodzieżowej formacji rządzącej Norweskiej Partii Pracy, a letni obóz tego ugrupowania był "obozem indoktrynacji politycznej".

DOSTĘP PREMIUM